księga gości


2012
styczeń
2011
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2010
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
luty
styczeń
2009
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2008
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2007
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień






Lilypie - Personal pictureLilypie Kids Birthday tickers
Lilypie - Personal pictureLilypie Fourth Birthday tickers
Lilypie - Personal pictureLilypie Second Birthday tickers
2012-01-18 22:49:14
Maratony matki Trojga
O np. z zeszłego czwartku - rano do Krakowa, zajęcia, potem do Bielska, potem na obrony i potem dom, rano znowu do Krakowa, potem do domu, Julcię i Szymcia do lekarza, z dziadkiem, bo ja muszę na ostatnie zajęcia, a oni do domu.

Ponadto w sumie ponad 50 prac do recenzji lub oceny.
Sesjo przybywaj - choć trochę zaliczeń jest. Ale widać światełka w tych tunelach.

A maratonik dnia bez pracy? Dziś: sanki z Szymciem i Lulą, położyć Szymcia, pojachać do pasmanterii (bal u Frania we wtorek!!!!!), po Frania, z nim pędem do domu (bo zapomniałam jego spodni ortalionowych), on się przebiera, na obiecaną Goruszkę na sanki, do domu, z Lula na bilnas, na wywiadówkę (z Julinką, bo raz że za wolno wracałyśmy, a dwa to chciała), po Frania do domu kultury i juuuuuuż w domu.

Ale nie zawsze poruszam się biegiem oczywiście. Przytulam się z Szymciem rankami, wożę dzieci na sankach korzystając ze śniegu. Byłliśmy z Ł. na nartach z Franiem w sobotę!!! A w zeszłą na balu!!!!! Co prawda dotarliśmy tam dopiero o 21 (Julcia zalała się łzami, że nie chce, żebym gdzieś szła, Szymuś zamiast zasnąć wpada w histerię). Więc w czarnej sukience do ziemi, z makijażem (naprawdę!) i biżuterią (też naprawdę) ukołysałam najmłodszego, średniej pokibicowałam, gdy robili z Franiem biathlon, wszyscy się uspokoili i pojechaliśmy. Ale potem przetanczyliśmy wszyściutko do 3.30 i wróciliśmy. Super było.
W niedzielę zaś wzięliśmy na łyżwy koleżankę Julci Paulinkę.

Zimowo




Pierwszy bałwan - dziewczynka, jak widać ma włosy


I dwaj z Trzech Królów (tak byliśmy na marszu)

skomentuj (8)

2012-01-04 23:12:45
Święta
Widziałam gdzieś taki temat – kto lubi Święta? Ano ja, bo mam naturę dziecka. Ponadto nie zaganiam się przesadnie, pracami kuchennymi się dzielimy, więc potem mamy się świetnie. I już jest choinka, Ewangelia czytana ze wzruszeniem – w tym roku tym większym, że po raz pierwszy czytał Franio, opłatek łamany z trzaskiem – Szymcio widział, że wszyscy się całują, więc i on całował, ale za każdym razem najpierw mnie, a potem osobę, która nam składała życzenia. Czego sobie życzę, to wiem i obym tylko mogła być pewna słuszności decyzji.
Kolędy – lubimy i się nie zmuszamy.
Jak zawsze pyszne uszka i grzybowy barszcz i najlepsze na świecie karpie mojej mamy. Dzieciaki calutki dzień pomagały mi w przygotowaniach, ubrały dwie choinki, zrobiły ze mną makowiec, keks i sałatkę – same kroiły warzywa. Byłam pod wrażeniem, bo Julcia stwierdziła „bardzo bolą mnie rączki, ale będę kroiła do końca”. Najmłodszy asystował w wersjach różnych, także z bliska, jak widać na zdjęciu.
Wielka obfitość prezentów, nie pakuję po kilka, każdą rzecz osobno, potem jest wielkie publiczne otwieranie i prezentowanie. Julcia posłusznie  - jak co roku – ruszyła z Franiem „pokazać cioci choinkę”, ale wychodząc stanowczo poprosiła dziadzia, żeby otworzył okno, bo wiadomo co, spryciara.
Franuś chciał iść na pasterkę, ale było tak paskudnie, z wiatrem, że udało się nam go jednak odwieść od tego zamiaru.
Franio z Julcią sami (bez jakiejkolwiek sugestii – jedyna to tuż przed dojrzałam, że biorą wielki szlafrok Ł., więc wyprosiłam zmianę na Franiowy) przygotowali (2 tygodnie) i zaprezentowali Ewangelię. Pudełka z klockami to drzwi, do których pukają Maryja i Józef. Proszę zwrócić uwagę, na awangardowy welon Maryi. Potem nastąpiło „rozwiązanie” (szlafroka)i Jezusek wylądował na sianku (ponieważ w II dzień Świąt, przy trzecim wykonaniu Szymcio się aktywnie włączył, to Jezusek wylądował nawet na podłodze, ale zaraz go Maria przytuliła). W drugim wykonaniu (u babci) zapomniałam niebieskich kapci Lu i byłaby tragedia, ale w skrzyni barciowej znalazłam jakieś niebieskie klapki r. 40 i tak Maria przyczłapała. Wyglądali uroczo i komicznie, ale byliśmy pod wrażeniem, że sami, że  w tajemnicy, że tak całościowo (dostaliśmy też symboliczną gwiazdę, by nas prowadziła, a  całość kończyła się „Bóg się rodzi”). Ponadto pięknie śpiewali, wszystko, co przez tygodnie rorat po Mszy z księdzem ćwiczyli, z pokazywaniem.
Tak, bardzo lubię Święta. Religijnie, tradycyjnie, jako okres sacrum w naturalnym cyklu roku, kulinarnie i prezentowo.








Julcia koło Frania i koniec, nic to, ze tam, nieco w kącie było nakrycie dla nieznajomego, Nieznajomy wylądował na środku, a Julek w kąciku




























W warkoczach!

skomentuj (2)

statystyka