cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2006

Żaba ma lepkie paluszki.

Podobno jednak nie ma. Ale tak jest w książeczce, którą nabyłam Smykowi na lotnisku we Franfurcie. A nabyłam – zazwyczaj tego nie robię, bo on mnóstwo dostaje – bo spodobał mi się koncept. Jak lew ma grzywę, to jest futerko itd., książeczka jest o zwierzętach. Ale najlepsza jest żaba i jej lepkie paluszki. Bo Maluch brudzi się z zamiłowaniem, ale NATYCHMIAST potem żąda czyszczenia paluszków. I byłam ciekawa jak to będzie z żabą.

Nie zawiodłam się. Zachwyt i lekkie otrząsanie się. Mac mac i brr brr. Fascynujące.

***
A pomiędzy żabą, paluszkami itd. rozmowy np. z syndykiem i kuratorem w sprawie praktyk studentów…
Znane, znane:)

Pokazałam Maluchowi, jak dmuchać dmuchawce.

I stworzyłam potwora. Potem już żadnemu dmuchawcowi nie przepuścił…

Sobota była okropna. Nie do pojęcia, jak szybko z radosnego malucha może być biedne chore dziecko.

- On się dusi – wezwana lekarka była bardzo zaniepokojona już przez telefon,a jak zobaczyła Smyka to wcale się nie uspokoiła.

Leki, antybiotyk, inhalator. I lista objawów, z którymi natychmiast mamy jechać do szpitala.
I lęk.

Na szczęście po inhalacjach bardzo się poprawiło. Ale na ile to zobaczymy jutro, na kontroli. Tymczasem idzie ku lepszemu :)

Najbardziej lubię, gdy Maluch zasypia obejmując łapkami moją twarz. Lub gdy pijąc głaska mnie po policzku.

Lubię też gdy chodzimy z Ł. na kawę i lody, a Maluch wcina mój jogurt i płatki z deseru.

I lubię jeździć z nim na basen.

I lubię wyjmować go z wanny po kąpieli, bo też się wtedy tak fantastycznie przytula.

Ponieważ w poniedziałek lało i nic innego nie chciało się zrobić, udaliśmy się do centrum hadlowego, gdzie jest smyk i empik i inne fajne sklapy. I kawiarnia. Maluch był niestety w nastroju ciężkim – bo ida czwórki. Tzn.: od euforii (podświetlana fontanna i udało się rękawki zamoczyć) do furii (zawsze, gdy nie może czegoś dostać, co AKURAT pilnie pragnie). I tak np. w empiku przerobiłam PO RAZ PIERWSZY rzucanie się na podłogę. Tzn. już tak robił, ale nie w miejscu publicznym.

W sklepie z butami babcia chciała mierzyć, więc zabawiliśmy dłużej. Misiu porwał taka dłuuuugą łychę do butó i z nia chodził. Więc po szczęśliwym nabyciu butów przez babcię rozpoczęłam negocjacje:

- Oddaj proszę, idziemy papa.
- Nie. (Treściwie się wypowiada, zwłaszcza, jak czegoś nie chce).
- Proszę…

W tym miejscu Maluch już uznał, że nic z porozumienia nie będzie i w nogi. Z łychą. Wyleciał ze sklepu, ja i Ł. za nim. Zabraliśmy łyżkę, Ł. poszedł z Misiem do fontanny, ja wracam, że by oddać.

Jak Misiu wybiegał, to żadnego wycia nie było. Ale jak wracałam to już owszem…

Mój tata swierdził, że Maluch jest za mały do czujników. Muszę to rozważyć na wypadek pięknych rzeczy u Kruka :).


  • RSS