cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

Duzi

1 komentarz

- Kjebuś duzi – takie żądanie wyartykułował Siaju dziś przy śniadaniu.

No jasne – kto by jadł małe kanapeczki z serkiem, szynką i pomidorkiem, jak mozna dostać kromkę suchego chleba. Negocjacje zajęły nam chwilę, ale stanęło na tym, że Siaju je „mięsio duzie”, czyli ma plasterek wędliny na swoim talerzyku, a mama daje małe kjebusie.

A propos talerzyka Siaju zmiata z niego to, co dostaje (parówkę, jajecznicę) i potem w trybie natychmiastowym oddaje. To samo dotyczy miseczki po serze. Wyraźnie nie trawi pustych naczyń. I brudnych: „Bjudne mama, bjudne. Mić, mić”.

Wycieczka

1 komentarz

Pojechaliśmy ze Smykiem na Szyndzielnię. Kolejka linową. Najpierw trzeba było poczekać w kolejce (bardzo naiwnie myślałam, że ludzi nie będzie, bo ja tą górkę mam w kontekście nart), ale znieśliśmy to jakoś. Ale potem… Oczy szeroko otwarte i prawie nam Siaju nie oddychał. Jak już odetchnął to:

- Jidzie, jidzie mama!!!
- Tam siup siup!!!
- Jeden jeden (wagonik), dugi jidzie!!!

[Jak widać Siaju lubi komunikować się dokładnie. Ponieważ zadziwiająco często go NIE ROZUMIEMY - zwłaszcza, gdy chce czegoś NIEDOZWOLONEGO - to zazwyczaj nam powtarza informacje.]

Potem była górka i piwko (psst – tak robi syn na wzmiankę o ulubionym napoju taty i wuja) i znowu wagonik. I ponownie – zastygłe z zachwytu dziecko, a potem eksplozja emocji.

Potem pojechaliśmy na golonko. „Dobje”. w ramach bonusu grała kapela tyrolska. I Siaju „tańci”. Tańczył z zapałem i problem był tylko, gdy panowie robili przerwę… Trauma końca czegokolwiek trwa i ma się dobrze :)).

Misie

1 komentarz

Misie to Teletubisie. Stanowią w tej chwili największą pasję Smyka. Uczestniczy całym sobą.

- Hulajnogo Po, gdzie jesteś? – głos z telewizora za chwilę będzie mi się śnił w nocy.
- Siaju – podrywa się Smyk – Siaju siuka. I już patrzy za kanapę. Jak ostatnio sprawdzałam to hulajnogi tam nie było. Ponadto przewraca się, jak one się przewracają i płacze, jak się kończą. Walczymy z traumą końca odcinka, ale na razie ciężko.

W ogóle traumy końca są ostatnio na porządku dziennym – jak ktoś wychodzi lub – broń Boże – coś się nieodracalnie zepsuje. Jak pies nam przegryzł gumową piłkę, to cierpliwie przez 20 min. kleiłam :)).

Ponadto gadamy. Gadamy od świtu do nocy, a czasem i przez sen. Mała papużka powtarza wszystko. Zawsze słyszałam, że chłopcy są powoli, a tu 21 miesięcy i komunikacja na całego. Do tego miesiąca bowiem mówił sporo, ale nie używał czasowników. Teraz używa i nawet odmienia. Normalnie szok nagle takie rozmowne dziecko w domu.

Konferencja

1 komentarz

Siaju jest chory. A ja muszę jechać na konferencję. Przedwczoraj była to jedna z przyczyn dołka na tle: Nic nie robię dobrze. Praca jak najszybciej, ale i tak mam sytuacje jak ta. I niestety nie mogę po prostu nie mogę teraz wystawić tych ludzi do wiatru. Drugi problem to jak szefowa oceni mój referat, do wieczora będę się denerwować teraz :(. A i tak juz go do soboty wiele nie zmienię przecież. Ojojojoj.

Na szczęście dziś jest już nieźle. Ale i tak jutro do lekarza pójdzie z nim babcia i dziadek. I ja naprawdę nie wiem (przy całej przyjemności, jaką im sprawia bycie z wnukiem), czy ja postepuję właściwie. Tyle osób musi nam (Ł. i mnie) pomagać (babcia, dziadek, niania, czasem i kuzynka), żebym ja mogła pracować. A zaległości mam tyle, że hoho. I prawie każdy wieczór przed komputerem trzeba.

Oj marudzę dziś. Więc dość. Konferencję zrobię, referat będzie, szefową przertwam. I wracam do domku :).

Morze

Brak komentarzy

Morze się nam bardzo podobało. Bo miało fale, ale przede wszystkim była plaża i można było robić baby. A robienie bab to wielka namiętność Siaja (tak maluch mówi o sobie, sam to sobie wykoncypował i trzyma się tego twardo). Poza tym były jiby na obiad. Moje malutkie i dość drobno wyglądające dziecko wcina 40 dkg rybki! Kiedys jadał ze mną, teraz dostaje swoją porcyjkę, bo inaczej mama by padła z głodu.

Uwielbia w zasadzie wszystko, nie przepada za marchewką i buraczkami, kocha kiszone ogórki, kaszę gryczaną, biały ser, jaja w każdej postaci, kalafior i przede wszystkim mięsio. Na imprezie rodzinnej w niedzielę zjadł mięsko z grila, potem farsz z papryki, pytam czy chce jeszcze, a on na cały głos „Mięsio”. dziś rano byliśmy w sklepie, przed śniadanie, ekspedientkja ważyła nam wędlinę, a on pokrzykiwał „mniam mnia”. Kiedyś w restauracji przerwa pomiędzy zupą a drugim daniem trwała jak dla niego zdecydowanie za długo, więc wołał za kelnerem „Pam!!! Mniam!!! Pjosię!!!”. Duża presja. Sama ją odczuwam co rano robiąc śniadanie. NIGDY nie robię go dość szybko :)).


  • RSS