cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2006

Sobota

4 komentarzy

Dja ciebie coś mam, dja ciebie coś mam . Siajo był w ogrodzie uczestniczyć w karmieniu psa :)).
sobota2.jpg

A to najnowsza pasja:
sobota3.jpg
Normalnie zadziwiona jestem. Puzzle 30 kawałków i on je praktycznie sam układa (polecam super-puzzle za 10 zł z Biedronki). Nie wiem, jak to się ma do etapu rozwoju, ja jakoś nie byłam przygotowana, że on już to potrafi. Zabawy z dzieckiem robią się coraz ciekawsze. Zawsze było fajnie, ale teraz można wspólnie coś tworzyć (puzzle, historyjki rysowane – czyli Siajo mi zleca, co mam rysować i opowiada, co się dzieje).
A oto efekt:
sobota4.jpg
Strasznie jestem z niego dumna:
-gdy tak umie tyle rzeczy,
-gdy sam je,
-gdy wyjmuje masło na maselniczkę i talerze nakrywa,
-gdy sam prosi panie w sklepach o bajona
-i za mnóstwo innych spraw.
Jasne szybko się zniechęca i nudzi, poza tym rozrabia na całego i często się buntuje – żaden aniołek :)).

Lubi

Brak komentarzy

Siajo bardzo lubi jeść. Nieważne: żurek, ryba, kasza gryczana, jajo (o jajo to bardzo, bardzo, poza tym mozna stukać lub mieszać do jajecznicy – polecam tylko stawianie na łatwo zmywalnych powierzniach :)). Dziś placki ziemniaczane:

listopad1.jpglistopad.jpg Dobje, dobje. Mama jobiła
Wypowiedzi Syna bywają ewidentnie pochwalne.
Poza tym dziś pierwszy raz powiedział : Mamusia .

Paci

Brak komentarzy

Siajo trzyma Teletubisia za nóżki, głową w dół i mówi:
Paci miś, paci, Siajo kjadał

Teletubiś potulnie patrzy, bo jako gumowy stworek ma małe szanse na protest. A podziwia puzzle na 30 kawałków, które Siajo ułożył prawie sam.

Potem Maluch komenderuje:
Psiuje Siajo
i demontuje puzzle. Następnie komenderuje, że teraz Miś kjada . Miś stosuje bierny opór, więc idzie jak po grudzie, ale przy pomocy mamy jakoś posuwamy się do przodu.

Na Mikołaja Siajo dostanie puzzle, bo mamy dwa i trochę mnie nużą tylko dwa obrazki za to układane kilka razy dziennie :)). Żartuję – bardzo lubię z nim układać.

Poniedziałek

Brak komentarzy

Poniedziałek – zestaw czynności porannych:
-wstać zrobić śniadanie,
- dwa razy ubrać Siaja, bo tym razem za późno zawołał Siusiu ,
- otworzyć bramę, ucałować tatę, wypuścić i zamknąć bramę,
(Nie wolno robić żadnych odstępstw od rytuału zamykania i otwierania. jest stałe miejsce do stania i machania. To samo przy jedzeniu. Broń Boże, jeśli ktoś zmieni miejsce… :)).
- nakarmić psa – Siajo podejmuje prawie udaną próbę podjedzenia troszkę.
- zamknąć psa,
- wyjaśnić, że nie ma już poziomek, malinek, jeżynek i truskawek. Próba przybliżenia koncepcji pór roku. Na razie tyle mamy : Jesiń jeś, zima idzie, domu czyli w zimie siedzimy w domku, ale to mnie nie do końca zadowala i Jato będzie, tjawki, ziomki – brawo, pięknie pojąłeś Synu, będą w lecie truskawki i poziomki.
- wrócić do domu, umyć zęby,
- sprzątnąć kuchnię – Ślicznie czysta, brawo – i Siajo entuzjastycznie klaszcze rączkami na naszą cześć. Ma zresztą ogromne zasługi. Najpierw przed śniadaniem przynosił rzeczy z lodówki, talerze, teraz odnosił i zamykał zmywarkę (potrafi też – jak się przekonałam w niedzielę – wyjąć masło na maselniczkę, sam odpakowuje i papierek do śmieci).
- i wreszcie Picie – soczek dla Malucha i kawa dla mamy. Uff. Jest super.

6.45

Brak komentarzy

Mama oćka ma !!!!
Chwilę po 6 Siajo rozpoczyna dzień, ja jeszcze dłuższą chwilę próbuję drzemać, po czym otwieram oczy.

W tygodniu Maluch czasem śpi do – ohoho – 7.40 albo 8.10. Zazwyczaj wtedy, gdy ja wstaję wcześnie. Ale praktycznie nigdy nie zdaża mu się to w weekendy.

Mama tapcie siukać. Mama iść, tam bajić

No to gooooooo:)).

P.S. w ramach rozrywki zaraz chyba pojedziemy do sklepu, bo hmm, nie ma śniadanta.

Katastrofa

2 komentarzy

… była wczoraj. We wtorki wstaję bardzo wcześnie do pracy. Wstaję, a tu:

Siusiu

Oczywiście Ł. wstał (bo zawsze wstaje), ale Siajo zorientował się, że chcę iść.

Mama, nie, tu pojuś
Picie pomogło tylko na chwilę, potem znowu. Cichy szept Ł.
Mama idzie do pracy
I znowu płacz:
Nie pjaci, domu, Siaja domu, tu tu
Znowu idę, tłumaczę, daję jeszcze picie i w końcu Maluch rozpogodzony zasypia. Wychodzę o 6.00. Łzy w gardle. O 8.00 Ł. dzwoni, że Siajo wstał i już humor znowu jak zwykle świetny. Po wakacjach nie było problemów z moimi wyjściami, więc tym bardziej to mnie trzasnęło. Praca i dom, dom i praca. Temat-rzeka.

… bo byłam tam.

darmstadt3.jpgdarmstadt2.jpgdarmstadt1.jpgdarmstadt4.jpg

Darmstadt. Sympatyczne niemieckie miasto, choć jak widać określenie niemieckie można różnie rozumieć. I sympatyczny wyjazd służbowy. Miły i – hurra – sensowny, bo z tym różnie bywa.
Tylko końcówka gorsza, bo prawie biegłam za samolotem – z powodu długiej kolejki, konieczności płacenia za nadbagaż ledwo się „za-check-in-owałam”, potem jeszcze kontrola, pasek w kieszeń, spodnie w garść i biegieeeem! I jeszcze paszport – bez kolejki, bo biegnący za mną Niemiec krzyczał, żeby tych do Krakowa puścić i bieg sprintem przez płytę i wreszcie lot. I ta prośba – Boże, proszę, żeby było bezpiecznie, na mnie czeka dziecko w domu. I wdzięczność, że tak, jestem w domu.

Jesień

1 komentarz

Jesień najpierw była ładna i ciepła i wtedy było tak:
jesien1080.jpgjesien2084.jpg

Potem była ładna i zimna i było tak:
jesien3098.jpg

A potem zrobił się halny i deszcz. A potem śnieg.


  • RSS