cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2006

i

Brak komentarzy

i była też trólewna… Siajo przytulony do Lali wyprzedza kołysankę. Co wcale nie znaczy, że zaraz zaśnie:).

A rano taki był monolog:
Tatuś pać, lampa zgasiła, sionko stało, z jóśka swojego, lampa zgasiła, LAMPA ZGASIłA.

Tatuś pojął w końcu aluzję, wstał i pyta, co z tego wynika.
Siajo duziego jóśka, maje tejaś nie moźna, puśka jeś.

Cóż mamy „kjopot” i to wcale nie mały. Otóż, aby oduczyć Siaja przenoszenia się do nas w środku nocy, ustalone jest, że jak jest ciemno, to śpi u siebie. Ale dnia przybywa… I co teraz?

(Aczkolwiek dziś spał aż do 7.40, z przerwą na nocnik ofkors).

29.12

Brak komentarzy

Spadł śnieg. Mama budzić i śnieg Siajowi pokazać. – poranne polecenie. Potem saneczki i Siajo jobi bajwana w ogjodzie swoim. Wszystko musiało być zgodne z klasycznym wzorcem: miotła, oćka, noś, guziti. A potem nie było szans wrócić do domu, bo Siajo jobi bajwanowi ciaaapkę.

***
A ja dziś kiepsko trochę. Niestety nie wszystko jest tak, jak by się planowało. A ja ciężko przyjmuję takie lekcje. Ale staram się odegnać lęki i nie poddawać się.

***
I być może staram się zostać wyrzuconą z pracy. Chowam się bowiem mailowo:)). Ale podpisałam umowę, nie cyrograf na pracę wciąż i wciąż. A że szefowa tak pracuje? Cóż. Więc buntujemy się z koleżankami. I pomyśleć, że ja NIE pracuję w korporacji. Wcale a wcale.

Miałam takie obawy, że skoro tak czekałam na te święta, to nie będzie tak dobrze. Ale było. Było bajkowo po prostu. Radość Malucha, że wszyscy w domu – Dużo judzi jeś, rozpromieniona buzia na widok prezentów pod choinką.
Prezenty były na raty. Najpierw po wigilii, potem jak doszli rodzice Ł., a część w drugi dzień Świąt. Siajo z Tatą wyjmowali je spod choinki i Mały roznosił je każdemu. Byłam w szoku – uznawał, że prezenty są dla wszytskich, a swoje odkładał, że rozpkaujemy później. Ofiarodawcy mogli też się cieszyć, śmiał się na widok każdego prezentu.
A kościele jest szopka, więc msze bez większego kłopotu.
A ja bez prac, bez komputera.
Pięknie.
A tu, w wigilijny poranek Maluch ambitnie robi ciasto na makowiec. Potem zapytany, kto robił dane ciasto bez wahania mówił Siajo, a dopytywany dodawał już bez takiej pewności chiba mama, chiba babcia.
wigilia1.jpg

A tu zadziwienie choinkowe.
wigilia2.jpg

I parę innych ujęć świątecznych.
wigilia3.jpgwigilia4.jpg
A ja mam jescze takie malutkie życzenie. bardzo proszę mnie obdarować.

Mitołaj

1 komentarz

Mitołaj przyniósł choinkę („się ubrała, gdy siajo spał). Mitołaj do spółki z aniołkami przyniesie prezenty. Wszystko robi się dwa razy lepiej, gdy widać zadziwienie i zachwyt na małej buzi.
A tu… też Mikołaj :).

347wi281ta2.jpg

… Święta. I niech będą najpiękniejsze. Tego sobie i wszystkim życzymy.

347wi281ta1.jpg

Dwa lata temu jeszcze nie byłam do końca pewna, ale miałam już silne przeczucie, jak mówił mój dziadek, że tego dnia poznamy z Ł. Nasze dziecko. Płci wcześniej nie znaliśmy. Ale dla dziewczynki imienia nie uzgodniliśmy. Za to dla Siaja tak :)).
I tak było. Świat zmienił się na zawsze.

W dół

4 komentarzy

Samoocena fatalna, samopoczucie też chwilowo kiepsko. Do świąt 10 dni, a tu wciąż mi się dokłada rzeczy do zrobienia. Ł. nie może mieć urlopu przed świętami, więc plan sprzątnięcia w czwartek i piątek padł. Zrobliśmy ambitnie listę i staramy się na raty. Nie jestem maniaczką porządków, ale trochę bym chciała. Na razie dziś wypraliśmy z Siajem :) ostatnią firankę i kapę na łóżko.
Ale lista dłuuuuga. Tylko prezenty prawie wszystkie.

Praca i szefostwo jakby oszalało. Co jeszcze można zmieścić w przyszłym tygodniu?

Trzy wigilie mam pracowo, na jednej była propozycja, żebym referat wygłosiła. Są ludzie, którzy zapomnieli, po co się przerywa pracę i że się ją przerywa kiedykolwiek.

22.grudnia robię egzamin. To nie mój pomysł, studenci chcą :)).

Ach i jeszcze impreza na niedzielę. Bo dwa lata temu, pamiętam, pamiętam, ależ miałam już dość. Nie wiedziałam, że za 4 dni poznam mojego Synka.

A Siajo otwiera z mamusią tendarz adwentowy, codziennie jedną czekoladkę i powtarza sięta idą .

I jeszcze przerywa czasem zabawę i mówi:
Tocha Siajo mamę.
Jest dobrze, będzie dobrze.

Zachciało mi się zrobić pierniczki. Głównie dla Siaja ofkors. Mogło się okazać, że mu się nie podoba. Ale się nie okazało :)):
Faza wstępna:
pierniczki2.jpg
Potem dalej:
pierniczki4.jpgpierniczki9.jpgpierniczki1.jpgpierniczki5.jpgpierniczki6.jpg
Ach, jak świetnie się bawiliśmy:
pierniczki7.jpg
A efekty też niezłe chyba :)).
pierniczki8.jpg

Wieje

4 komentarzy

Poszliśmy na spacerek, ale wiatr nas zmęczył, więc tylko wyrzuciliśmy butelki do pojemników i wracaliśmy. Siajowi wiatr nie pasował, poinformował mnie, że jeje moćno, jąćki i upierał się przy niesieniu. W tej sytuacji dla mnie też wystarczył krótki spacer :)). Nie ma to jak halny.

Dziś ciąg dalszy Mikołaja. W sobotę był pierwszy – bo wujo musiał potem jechać.
Niebacznie zaproponowałam zerknięcie przez okno, czy Mikołaj idzie i katastrofa. Maluchowi łzy leciały jak groch, on się boi, nie chce,
Nie chce tubka.
(Bo prosiliśmy Maja o kubek w zamian za stłuczony.)
Niedziećny Siajo jeś.
(To z kolei efekt informacji, ze św. Mikołaj przynosi prezenty grzecznym dzieciom.)

Kompromisem okazało się ustalenie, że Maj zostawi prezenty na polu i pojedzie do „swojego domku”.

Teraz staramy się tematykę oswoić, aczkowiek po prezentach to Siajo przychyla się do zdania, że Maj dobji.
(Ale jak widzi obrazek w książeczce to prewencyjnie cofa się o krok).

Niemniej prezenty lubi. Nie tylko swoje…
miko322aj1.jpg
Skarpetki są moje, ale na razie nie chce mi dać ich nosić… Małpki ostro są karmione bananami.

Bilet kolejowy – 2,5 zł (+ benzyna dziadka, który nas podrzucił do sąsiadniej miejscowości).
Możliwość oglądania Siaja w pierwszej świadomej podróży pociągiem – bezcenna :)).

Siajo uwielbia pociągi. „Lokomotywa” to była pierwsza lektura. Więc ponieważ nie ma za bardzo okazji, to pojechaliśmy ekstra z miasta do miasta .
Najpierw kupiliśmy bilet. Potem Siajo poganiał pociąg i za nic nie chciał się ruszyć z peronu (proponowałam obejście stacji) Siajo cieka pońciąć .
30list5.jpg
Potem było jak w bajce. Co prawda nie da rady parowozu, ale konduktor na każdej stacji wołał :Oooodjaaaazd!!!.

A po drugiej stacji zaprosił nas do maszynowni. A maszynista pozwolił Siajowi kierować pociągiem.
30list1.jpg
I trąbił na wszystko, chyba głównie wróble strasząc.
Maluch praktycznie nie oddychał z wrażenia.
Potem nie chciał się rozstać ze stacją – nasia, maja (no duża to ona nie jest…).
30list6.jpg
Ale inne słupy też są fajne…
30list2.jpg
A na końcu pędziliśmy na kawę – dziadzio ciarną, mama biają .
30list4.jpg


  • RSS