cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2007

Retoryka

1 komentarz

Maluch włazi mi na kolana, obejmuje łapkami, przekrzywia głowę i
Mamusiu bajdzo pjosie majutki jicek tawy.
Złazi, biega, po chwili to samo
Jesce djugi mamusiu bajdzo pjosie.

***
A dziś rano z łóżeczka dobiega:
Tatusiu nie ma dziuji, nie ma dziuji, siutaj dziuji pjosie, pjosie.
W końcu Ł. wstaje i interweniuje.
Ręka mu wyszła z rękawa i nie umiał włożyć.

***
Bilans dwulatka: wzrost 90 centyl, waga 75.

***
Wirus lub nie-wirus trwa. Badania. Ale jest lepiej, apetyt dziś wreszcie wraca. Więc liczę na dobre wyniki.

Sanki

2 komentarzy

Nabyliśmy nowe, duże (dzięki ci Allegro, w sklepach takich nie było) sanki. Pierwszy dzień sanki musiały stać koło łóżeczka. Teraz już mogą stać w ganku. Wczoraj zabraliśmy dziecię na Prawdziwe Zjazdy. Bo takie sanki dla niego, z rączką do pchania, to już od roku mamy.
Zjeżdżaliśmy. Zasadniczo było to dla mnie i Ł. świetne ćwiczenie kondycyjne. Czasem bowiem trzeba było Siaja wnosić na górkę. Ł. sobie radził z nim i sankami, ale mi ciężej, więc ja jak jechałam, to Ł. odstawiał sprint na dół.
Potem był kolejny bałwan.
Ale najlepsza zabawa to rzucać śniegiem mamusię. Rzucający nabiera śniegu, zbliża się do cierpliwie czekającej ofiary (ale stosownie przerażonej)i bardzo starannie wklepuje kulę śnieżną w lewą nogę. Tylko lewą. Prawa nie jest nawet tykana. Czasem – podpatrzywszy, jak rzucam w Ł. śniegiem – mały rzucacz wykonuje to inaczej. Staje jak dyskobol czy raczej taki rzucający młotem, robi potężny zamach i otwiera rączki. Śnieg spada na ziemię ofkors, bo rączki są otwierane po ZAKOŃCZENIU zamachu. Jak dotąd nie zauważyliśmy problemu.

sobota27stycznia.jpg

Dziś

3 komentarzy

wczoraj byłam nieszczęśliwa, rozżalona i zbuntowana. Na fali tego buntu miałam nawet zamiar nie zrobić obiadu. Bez sensu i dziecinne nie?
Ale poszliśmy rano na sanki i rzucać się śniegiem. I zrobiło się lepiej. Po pierwsze trochę poprawiłam sobie perspektywę – myśląc np. o chorym imienniku Małego z innego bloga :((.
Po drugie – wierzę, mocno wierzę, że będzie dobrze, że drugi maluch nas w końcu zechce.

***
Wieczór natomiast był straszny. Miałam wyjść na 45 min. zrobić zaliczenie studentom. I nagle – to było straszne, tak nagle, Maluch się zatruł. Trzymałam przelewające się przez ręce dziecko i jakbym na piecu siedziała; z minuty na minutę cieplejsze aż do bardzo wysokiej temperatury. Wezwanie Ł., pilne telefony i koleżanka zgodziła się zostać w pracy i zrobić zaliczenie, kochana. Leki, trzymanie na koalnach i kołysanie. Naprawdę myślałam, że zaraz pojadę z nim do szpitala. Tylko, że pediatryczny u nas nie jest fajny. Powolutku się poprawiło. Teraz już śpi. Ja czekam na kawę, bo ogarnęło mnie takie zmęczenie, że trudno mi się ruszyć z miejsca. Mam nadzieję, że już po wszystkim.

Stan

3 komentarzy

Stan bycia-mi-źle trwa niestety. Nie jestem dobra w optymistycznym mysleniu czasem.
Wczoraj wieczorem rozrywka – 140 indeksów do wypisania. Dziś c.d. – poprawianie następnego egzaminu.
Liczyłam na bardzo spokojny weekend, ale niestety – w gości trzeba.
Tylko śnieg fajny.

Dwutorowo

1 komentarz

Dwutorowo dziś.
Bo po pierwsze to fajnie – dzień w domu, jest śnieg. Byliśmy na sankach, biliśmy się śnieżkami, rysowaliśmy na śniegu i tropiliśmy Tajemnicze Ślady.
Ubieramy buty:
- Śle mamusiu – (źle założony but. Nie wiadomo czemu, ale jesteśmy o tym mocno przekonani).
- Dobrze zaraz poprawię.
- O ten lepij mama ubjała

Kontrola jakości, panie.

Po drugie to jest niefajnie.
Wczoraj cztery godziny jechałam z Krakowa, gościa przede mną zwiozło do rowu.
Ł. poleci niedługo do Kolumbii – na trzy tygodnie chyba.
I jeszcze coś, co właściwie jest głównym powodem zmartwień i rzutuje na humor bardzo. Bez tego jakoś łatwiej by było. Kiepsko sobie radzę z niektórymi problemami niestety.

dzienbabci.jpgdziendziadka.jpg

W sumie powstało 6 dzieł (2 babcie, 2 dziadków, pracabcia i pradziadek).
Jaki maluch był z siebie dumny! Artysta…
Prcaca był ofkors na raty, bo inaczej by się nam znudziło.
Dwa lata temu robiłam prezenty sama (Ł. na Litwie), rok temu zrobiliśmy razem, teraz robi już sam zainteresowany.

Wieje

3 komentarzy

Wieje. Co prawda mieszkam w miejscu, gdzie wianie jest w standardzie. Takie jak dziś to jednak dość rzadkość, tak z 3 razy do roku chyba. Ł. poszedł położyć drabinę, co by nam aut nie przygniotła. Innych spadów nie przewidujemy, drzwi są nowe w nowym domku, stare takie zastępcze przy budowie któryś halny wyrwał rzucając na auto mojej mamy. Najbardziej obawiam się o prąd, zerwania sieci też mamy w standardzie. Dziś już luzik, bo późno jest, ale parę razy kąpałam Siaja przy świecach :)).

***
„Tresujemy” dziecko pracowicie. Mówi więc „pjosie” i „doma” (dziękuję). Próbujemy mu też przetłumaczyć, że nie zawsze musi iść ze mną do łazienki. Skutek chwilowo mizerny. Na razie opanował pukanie. Tylko, że – aby sobie zapewnić, że na pewno wejdzie – sam sobie odpowiada
Pjosię!
i wchodzi…
Cóż.

Z mamusią

Brak komentarzy

Z mamusią to refren codzienny. Oczywiście czasem jest z tatą, z babcią, z ujem, ale najczęściej ze mną. Bywam bardzo zmęczona i najchętniej bym siadła, co więcej ktoś chce mnie wyręczyć, ale zazwyczaj jednak daję się i idę. Do łazienki, kuchni, książeczek, zabawek. W końcu nie zawsze będzie chciał tak ze mną nie?

***
Książki to nasza mania. Całej trójki. W naszym nowym domku cały czas kombinujemy, jak by tu jak najwięcej półek zmieścić. Siajo odziedziczył to po nas. Tak więc codziennie jest opcja Mama / tata / babcia / dziadzio citaj. Dziś – „Ptasie radio”. Tak więc płynnie i bez zająknienia (ach trening zaprawdę czyni mistrza) czytam „czykczyrikać i pimpilić”, Ćwir, ćwir czyrik” itp. Na pamięć jeszcze nie umiem. Pewnie przez te listy ptaków. na razie tylko „Lokomotywę” i parę krókich, nie ma co liczyć. Ale, jak sądzę, „Radio” to tylko kwestia czsu. Chyba, że znów nam się gdzieś schowa za innymi (ja nie chowam, naprawdę):)).

Był…

Brak komentarzy

…raz bal na sto par.

A my na nim :). Bardzo lubię tańczyć z Ł. Tańczymy zresztą już długo ze sobą – moja studniówka, jego studniówka.

Taszka

2 komentarzy

Pod wpływem ilustracji w książeczce na kolację Mama taszkę Siajowi jób, pjosie.
kaszka.jpg

Poza tym piątek, a więc jest dobrze. A zarazem średnio bardzo, bo Ł. znowu ma w planie ciepłe kraje na jakieś trzy tygodnie. A mój plan na przyszły semestr wygląda mniej fajnie niż na ten. Ale na tym tle nie mogę przesadnie narzekać, bo primo i tak nie muszę siedzieć tyle poza domem, co w innych pracach, secundo, ten semestr krótszy jest.
A jeszcze średnio, bo coś. A na to nic się nie da poradzić, tylko cierpliwość.

A Siajo dziś do Dziadka, który w opcji tygrysa komunikował zamiar pożarcia wnuka:
Dzionko śniadanto byjo.
Fakt. Nie da się ukryć, że było i to dobre (wszyscy lubimy jajka).
A i jeszcze, to wreszcie kupiłam sobie patelnię teflonową. I wreszcie smażenie placków było przyjemnością. Którą dziś uskuteczniałam. Znaczy uskutecznialiśmy, bo Siajo asystował. Stojąc obok na krześle.


  • RSS