cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2007

Wczoraj

3 komentarzy

Ja oczywiście szukam cosiów. Niestety są to istoty podstępne i wcielają się w różne rzeczy. Często pojawiają się przy malowaniu farbami czy rysowaniu:
-Mamusiu cio Siajo jisiował?
-Hmm, może trawa
-Nieee! Cioś innego!

***
Wczoraj był niedobry dzień. Środa Popielcowa na całego, pół przepłakane.
Więc na notkę też nastroju nie było.
Ale będzie lepiej, prawda?

Pytania

2 komentarzy

Pytania dwulatka jeszcze nie są egzystencjalne. Zazwyczaj nie są też przesadnie trudne.
Chyba, że pytanie jest takie:
Mamusia gdzie jeś cioś? Pomuś Siajowi poszutać cioś….

Narty

3 komentarzy

Udało się nam wczoraj na narty, wreszcie, bo już myślałam, że nie wypróbujemy nowego sprzętu. Oczywiście świtkiem to już myślałam, że po co mi to, ale jak tylko zrobiliśmy „szuuuuu” (tak właśnie wyjaśniam, gdy ktoś mnie pyta, co w tym jest. Jest szuuuuu. Pod tym kryje się wiatr i wolność i jakaś taka radość i beztroska) i już wiedziałam.
W przyszłym roku planujemy Franiowi nartki i będziemy go zarażać naszym kolejnym hobby (woda i książki przeszły bez pudła).

A propos książek. Bardzo długo ulubioną książką Siaja była „Lokomotywa”. W wakacje co rano od tego zaczynał, więc mu wręczałam i nie otwierając oczu leciałam z pamięci, no bo wiecie, w końcu każdy zakuje, a ja akurat miałam jedne studia, które taką śmieszną pamięć do zapruwania ćwiczą.
I w piątek jedziemy z basenu (!!!) i Franiowi już się usypiało. Więc żeby nie zasnął, to bawiliśmy się w Sroczkę, Kosi kosi, raka nieboraka i doszliśmy do Lokomotywy.
I dla mnie szok. Okazało się, że umie prawie całą na pamięć. Nie miałam pojęcia, choć przecież wciąż coś podłapuje i powtarza. Podrzucam mu pierwsze słowo z linijki i on leci dalej. Super to brzmi jak recytuje.

A poniżej nowy prezent. Nie moglismy się rozstać, nawet na rzecz pyzów (pyz?).
policja.jpg

Wieczór

3 komentarzy

Wieczór wczoraj popsuł się trochę, bo do mnie napisała moja szefowa z Prady :/ i zażądała syllabusa, który zatwierdziła pół roku temu i za 2 tygodnie rusza. Po to, aby go odrzucić.
A Ł. coś się zepsuło w Belize i musiał się ztelekonferencjować o 22.00 i potem przetworzyć systemy, cokolwiek to tym razem znaczy.
Nic to, nadrobione dziś:)).

[Syllabus też dziś pozmianiałam - usiłując stworzyć iluzję, że dużo zmian, a naprawdę mało. Zobaczymy, ile razy ejszcze odrzuci :(.]

***
Mamusiu jibka śpi na duzim bulbulu.

Mam jako wygaszacz przerywnik pewnej miłej stacji z bajkami…

Walentynki

1 komentarz

W ramach walentynek prezencik śliczny, ale najlepszy prezent to fakt, że Ł. ma urlop do końca tygodnia. Już to, ze urlop to super, a po drugie to miała już być Kolumbia, ale jeszcze się przesunęła, za tydzień chyba.
Więc wolne w trójkę, basen, nasze dziecko będzie chyba typowym Australijczykiem
-Mamusia, Siajo bajdzo jubią basen?
-Bardzo.
-Siajo psijedzie znowu?
-Oczywiście.

Od jakiegoś czasu konieczne jest potwierdzanie, że nastąpi powtórzenie, nawet w przychodni u pani „doktoj”.
Może jeszcze dziś jakieś lody albo kawa, może w Empiku np.?
Dobre wiadomości – tata po operacji już, chyba ostatnia, dwa lata temu wypadek z ręką, ta już chyba szósta. Ale udana, ręka prawie odzyskuje sprawność, tyle ile się da, ale bardzo dużo, zwłaszcza, że wtedy po wypadku wyglądało, że nic nie będzie.
Więc dziś jest dobrze i wszystkie inne zmartwienia proszę dziś nie przeszkadzać.

Zima u nas:
las3.jpg

Lubicie?

8 komentarzy

Lubicie…

pczki5.jpg

pączki?
Bo my bardzo.
***
Syn mój jest póki co absolutnie szczerym dzieckiem. Za karę się chodzi do kąta. I potem należy przeprosić, ukochać i obiecać, ze już się nie będzie (cokolwiek się tym razem broiło). No więc psiepjasiam jest, ukochać to betka, bo on ogólnie przytulny jest (i te dwa elementy to zgłasza już w chwili, gdy jest do kąta prowadzony). Potem pytam:
Nie będziesz już…. (tu wstawić dowolnie – rzucać, wyciągać szuflady itp. itd.)
Bęęęędzie Siajo jeście bęęęędzie, znooowu.

I co Superniania na to?

13 h

6 komentarzy

Wzięliśmy wczoraj dziecko na basen, bo po pierwsze wreszcie wyzdrowiało, a po drugie jak się mieszka na południu pod górami, to śniegu nie ma i żimowe rozrywki chwilowo niedostępne. Dziecko zadrzemało w drodze tam, potem poszalało. W rękawkach pływa bardzo ładnie i pięknie się przy tym zmacha/ Potem pojechaliśmy do ulubionej naleśnikarni i po drodze Siajo padał niemalże, ale po jedzonku ożył, w drodze do domu NIE zasnął, położyłam go potem i niestety. Poleżał i:
Mamo Siajo pał juś, nie bedzie pać jeście.
[Czy ja pisałam, że Siajo uwielbia wszelkie określenia typu "bardzo, już, jeszcze, znowu, na pewno"? Uwielbia i używa bez umiaru :)))).]
No to wstał. I co dalej?
O 17.40 usiadł po turecku koło mnie, kiwnął się do tyłu i zasnął w pięknej pozycji a la joga. Na amen zasnął, nie dało się obudzić.

Mimo złych przeczuć naszych (dziecię jest skowronkiem, ja też, ale nie AŻ TAKIM) spał nieźle. O 4.45 siusiu i trochę gadania, a potem do 7.10.

A jeszcze argument mojego brata:
Jak Ci się obudzi o 3 to tym razem przynajmniej będziesz wiedziała dlaczego, a tak to zazwyczaj nie wiesz.
Bo niestety często się budzi. Zazwyczaj po jakimś śnie, bo gada, woła coś i pyk – oczy otwarte.

Zapraszamy na herbatkę:)))

herbatka5.jpg

Każdy chętny dostawał wegług wymagań. Oczywiście najbardziej grymaśna byłam ja, tygryski miały dużo mniej życzeń. Kawka, herbatka, z mleczkiem, cukrem, miodzikiem.
Pjosie mamusiu.

Byłam wczoraj na Rubiku na żywo. Oratorium, ora, modlitwa. To było coś właśnie takiego. Muzyka, słowa. ale to by nie wystarczyło. Jeszcze to jak oni śpiewali i jak on dyrygował. Całym sobą, śpiewając razem z nimi. A oni śpiewali z uśmiechem i ten uśmiech było słychać. Taka niesamowita energia.

A pod sceną 4-5 letni chłopczyk stał i dyrygował. Jak Rubik do góry to i on do góry, jak się kłaniał, to on też. W finale operator go złapał i po obrazie Rubika tak przejętego rzucił równie przejęte dziecko :)).

Dwulatek

1 komentarz

Bunt dwulatka szaleje. Generalnie mamy grzeczne, uprzejme, obficie szafujące słowami „pjosie” i „doma” dziecko. Równolegle w dziecku szaleje przekora i walczy o granice. My też walczymy.
4.30 – Siajo postanawia, że chce picie i wyjść z łóżeczka. Ponieważ jest to za wczesna pora (może do nas przyjść, gdy jest już jasno – na przytulanki oraz poranne picie, ale zbyt wczesne zabranie powoduje, że dziecię nie śpi, za to przyzwyczaja się i potem coraz wcześniej chce wyjść z łóżeczka. Stąd nasze starania by mniej więcej do 7 spał u siebie), Tata otula go i zapewnia, że jak będzie jasno to wstanie. Normalnie Siajo obraca się do Lali i śpi. Dziś – nie. Wstaje i krzyczy. Długo niestety, ale cóż. Nie możemy go zabrać, gdy krzyczy, bo niestety zbyt łatwo łapie, co działa. No to nikt nie śpi.
Rano – pogadanka i „psiepjasiam”.
Niestety po południu kolejna walka – nie chcemy dać kuzynowi zabawek (choć typowo zawsze się dzielimy).
Może przez tę chorobę jest bardziej rozdrażniony. A może akurat szczyt buntu mamy.
Co robię? Nigdy nie krzyczę (nie jestem taki anioł, po prostu widzę jak mu się udziela moje zdenerwowanie, wypracowałam stoicyzm, w domu luz, gorzej, gdy poza domem – na razie na szczęście bardzo bardzo rzadko), cicho i spokojnie powtarzam, że coś tam będzie, jak się uspokoi lub, że niestety czegoś nie można. I nie odpuszczam aż do przeprosin i obietnicy poprawy. Najczęściej siedzę obok, gdy już pierwsza furia minie, tłumaczę i przytulam.
Nie jest łatwo. Ale zawodowo widzę zbyt wiele dzieci, które takie wyznaczanie granic dopiero w szkole mają.
Mimo tej świadomości jest trudno. Najłatwiej jest z niemowlaczkiem, potem zaczynają się schody :)).


  • RSS