cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2007

MG pisze, że jest Matką Polką i dobrze, brzmi to super.
Ja też jestem, najczęściej słyszę to od szefowej.
I nie jest to miło, raczej ironicznie. Moja szefowa ma mi subtelnie za złe, że jestem w ciąży. Choć teoretycznie
popiera posiadanie dzieci. Ale chyba nie w wykonaniu podwładnych.
Bo ja zasadniczo utrudniam pracę, trzeba mnie zastąpić.
I nie deklaruję, że ja wszystko i naychmiast – a koleżanka też w ciąży, deklaruje, że jak jej macierzyński wejdzie w II semestr to ona i tak wróci i będzie pracować, a ktoś inny to będzie firmował. Ja nie.
I nie zgodziłam się, że wydłużenie urlopu macierzyńskiego o 2 tyg. (od stycznia) to przejaw opresyjności państwa.
I szefowa uważa, że z drugim dzieckiem to juz w ogóle nie będę chciała kariery robić, a już teraz ma furę zarzutów, że wielu rzeczy nie chcę, bo rodzina.
To jest raczej subtelne i pomiędzy przesadnymi pytaniami o samopoczucie.
Nie-subtelna była tylko pierwsza rekacja, chyba, że ujęcie w jednym zdaniu „katastrofa” i „drugie dziecko” to gratulacje. Chodzi o to beznajdziejną karierę. Bo ona myślała, że jednak parę lat dam sobie spokój.
Potem jednak załatwiła mi awans (bo to wszystko było w toku konkursu) – bo nikt inny u niej się nie łapie :), a jak jest zgoda na stanowisko to nie można zmarnować, ale wyraziła tysiące zastrzeżeń.
Bywa miła. I ogólnie wynika to chyba z tego, że sama się tak zakręciła na tle pracy. Przykro mi z tego powodu.
Ale mi nie odpowiada takie podejście do życia.
Nie wiem, czy chcę tu pracować.

Mam jeszcze szefa w drugim miejscu pracy. Bez ochów i achów ucieszył się i planuje, jak sensownie rozwiązać moją nieobecność. Dziecko potraktował naturalnie.

Mówiły mi już studentki w ciąży, że łatwiej im uzgodnić różne wcześniejsze terminy z mężczyznami niż z kobietami. Tak.

Mama

Brak komentarzy

dzienmatki.jpg

Na Dzień Mamy wraz ze świeżymi bułeczkami dowieźli tfiatuszti.

Ja właśnie tak robię, że jak energii nie ma, to staram się robić tylko to co konieczne.
Niestety jakoś tego dużo przy Franiu, pracy, domu nie?

Wczoraj kontrola, maluszek rośnie, chyba wszystko dobrze. Oby oby.

***
Franio mi referuje:

- Ciocia napjawiła jużowego słonia…
- A co mu się stało?
- Gjowa odleciała…
- Sama?
- Tat. Siama.
- A kiedy?
- Jak Siajo rzucał.

Logika, logika. On nie psuł przecież to elementarne drogi Watsonie.
Siajo analizuje świat dokładnie i precyzyjnie, a że my nie zawsze rozumiemy?:
- Siajo odłożył.
- A gdzie odłożyłeś?
(Nie pamiętam, jaki to był przedmiot, ale Ł. gwałtownie zapragnął to mieć, więc pytał)
- Tak (wskazanie na kuchnię)
- Ale w którym miejscu?
- Tak że dobzie widać.

- Co robiłeś dziś?
- Bawiłam się babciu.
- A czym?
- Ziabawkami.
Aż głupio dalej pytać nie?

Z rana miałam dawno nie notowany zapał do różnych prac, więc wreszcie trochę posprzątałam w kuchni, łazience i salonie, zrobiłam 2 prania, rosół, sprzątnęłam ubrania, które od 2 tygodni układałam jedne na drugich i jeszcze parę drobiazgów.
Miałam chęć jeszcze umyć podłogi, ale po pierwsze Ł. mi zabronił,a po drugie energia sobie nagle poszła.

Niestety już nie wróciła.

Dziekuję za gratulacje, to duzo dla nas znaczy.

A jak jest?
Generalnie nieźle, choć zestaw dolegliwości bogaty.
Mdli od początku, tylko zmiany jakościowe zachodzą :)).
I od początku zasypiam, czasem nawetna własnych wykładach, ja tak nie nudzę naprawdę :((.
Fel (Feluś lub Fela, tak nadał tymczasowe imię mój tata) ma fochy. Od tygodnia np. nie lubimy cytrusów. Za to znowu lubimy jabłka. Generalnie nie lubimy mięsa raczej. Jemy więc głównie ser.

Brzuszek jest, waga minus 1.5 kg – a to akurat skutek piątku, odwodnienia. Niefajnie było, wizyta w szpitalu, ale już ok. Tylko strach – że z maluszkiem coś i że Franio obudzi się rano, a ja będę w szpitalu. Na szczęście skończyło się strachu.

Totalne zmęczenie, ledwo ogarniam pracę, potem tylko Franio i ewentualnie obiad. Z resztą kiepsko,ale niedługo wakacje :)).

A więc po takim ładnym wejściu Syna, to trzeba było skorzystać.

Więc dzień 19 marca sponsorowały dwie liczby.
Najpierw 12, bo (o rany) od takiego to dnia właśnie jesteśmy z Ł. razem. I też lało.
I po drodze parę razy mi tłumaczono, że takie licealne miłości to nie przetrwają i że się je dobrze wspomina, ale raczej nic więcej. Co może w wielu przypadkach się sprawdza, ale nam wyszedł ślub. Aczkolwiek wtedy właśnie, to jakby tak nie przypuszczałam, co z tego wszystkiego będzie.

A druga liczba to 27 i:

test.jpg

Taki więc mi wyszedł prezencik.
Może wcześnie robiony, ale data, data :)). Kolejne dwa testy pokazały to samo. No to uwierzyliśmy.

A potem nastąpiła seria choróbek i spiętrzenia w pracy (buuu) i wciąż myślam: „Jutro napiszę tę notki, teraz tak szybko tylko coś”. Ale w końcu.

Jak akurat kiedyś był śnieg udaliśmy się z Siajem robić bajwanki. I Siajo wskutek jakiejś chyba lektury zadysponował:
Bajwanka Mamusię
Bajwanka Siaja (standard)

Potem zaszaleliśmy:
Bajwanka Tatusia
Bajwanka Babcię
Bajwanka Dziadzia
Bajwanka Juja

I na koniec:
Bajwanka djugiego małego Siaja

To samo było, gdy malowaliśmy serduszka i gwiazdki na śniegu.

W

Brak komentarzy

Wróciłam i jestem przynajmniej fizycznie. To nie jest dobry plan wrócić w sobotę nocą, a w poniedziałek mieć zajęcia. Nie jest dobry.

Generalnie mam kłopot nadążyć, bo jestem zmęczona. Niestety. Ale już już i usunę zimę z góry strony i będę uaktualniać. Się zasadniczo.

Niemcy były ok. Jak studentka, która zarekwirowała mój aparat i zrobiła jakiś 500 fotek mi je da, to co pokażę.

Siajo spoko. Jak Ł. jedzie to juz wypraktykowaliśmy przygotowanie, więc i teraz zastosowane zadziałało. Kółeczka do zakreślania na kalendarzu, info o dalszych planach itd.
No i plus, na razie nigdzie nie pojadę.

Siajo raz do mnie z babcią zadzwownił do N. I zapytał tylko, czy przywiozę krzesełko.
Bo akurat zapragnął do księgarni, a jeden fotelik z tatą pojechał do pracy. Drugi był w moim małym autku, które pożyczyłam bratu.
Mógł sobie pojeździć w Kraku fotelikiem…

Wczoraj byl super pogodny wieczor. Bylam na lodach i potem wracalam wzdluz Menu. I nagle taki widok – podswietlone mosty, wiezowce finansjery i gotycka katedra. Zero zgrzytu, pieknie.
Tylko ja wole takie rzeczy z kims dzielic.

Tu mam co prawda 10 studentow, ale chyba akurat nie z nimi :)).

Z L., zeby mnie tu pocalowal.
Lub zeby pokazywac te swiatelka i statki Franiowi.

Jutro do domu :))).

W

3 komentarzy

Niestety znowu mnie nie ma, tym razem fizycznie. sluzbowo w Niemczech. Na szczescie ostatni wyjazd na dluuuuugi czas. Strasznie dziwna maja klawiature blee.
Za to wyjazd dluzszy niz wszystkie inne. Bo do piatku tu posiedze. Wiec tesknie i licze dni. Glownie na tabletkach, ktore lykac musze, a zapakowalam sobie odliczone. Jestem tu od dzis, ale juz bym wracala.


  • RSS