cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2007

Nałogi

3 komentarzy

Nałogi mówisz MG… hmm

1. Na pewno książki. Czytam w każdych praktycznie okolicznościach. Tylko Frania urodziłam na tyle szybko, że nie była mi tam książka potrzebna.

2. Wychodzenie / wyjeżdżanie. Dokądkolwiek. Jedno słowo i mogę na kawę, do sklepu, na grilla, na tydzień do Pragi, na Słowację, świtem na narty, cokolwiek. Warunki nie muszą być super, byle coś fajnego się kroiło, do Anglii jechaliśmy na 2 tygodnie, mając 3 zaklepane noclegi. Raz nawet spaliśmy z Ł. jedną noc na dworcu w Rużemboroku, bo nie znaleźliśmy noclegu, a chciało mi się do ciepłych źródeł.

3. Kawa. Jako przerwa i czas na miłe gadanie lub czytanie. Nigdy nie piję kawy, gdy pracuję. Nie wpływa na mnie, mogę iść zaraz potem spać. Pijam latte, mam w domu takie coś do ubijania mleka. Jak byłam w szpitalu po operacji to mama przemycała z McDonalda i na korytarzu udawała, ze to jej.
Na takim jednym kursie pani psycholog zrobiła nam psychozabawę, gdzie się podawało ulubione różne, m.in. napoje. Podałam kawę, potem wyjasniając czemu (bo kazała) powiedziałam, że jest dla mnie synonimem przyjemności. Okazało się, że napój to był stosunek do seksu. Coś w tym jest.

4. Jedzenie – w sensie spożywanie i przygotowywanie. Lubię np. wcześniej myśleć, co zamówię w knajpce. A gotować i piec uwielbiam, zwłaszcza próbować nowe, odtwarzać coś, co mi smakowało gdzieś lub po prostu gotować na fantację.

5. Kremy pielęgnacyjne i balsamy – kolorowe kosmetyki mnie nie kręcą, ale te… Mogłabym wciąż coś nowego kupować. Walczę ze sobą, aby najpierw wykończyć stare.

Pewnie jest więcej, ale te 5 przodują…:).

Badanie

9 komentarzy

Dzień rozpoczął się ciężko raczej. Ł. poszedł o tej 4.30 i niestety, niestety Franio się obudził i już nie zasnął. Co nie było miłe, dalsze spanie bowiem ograniczało się do drzemania. Płytę warzyfka (bo zaczyna się od „Na straganie”) posłuchaliśmy 4 razy…

Ok. 6 wylałam sok na podłogę i prawie popłakałam się na ten widok.

Mamusiuuu, ciemu jesteś śmutna?
I co na to powiedzieć?

Potem robiłam obiad. Akurat dobry – bo chyba trudno nie lubić pierożków z jagodami? W każdym razie większość pewnie lubi.
I omal nie poparzyłam się wrzątkiem robiąc ciasto.

Bo denerwowałam się badaniem. Bo skoro lepszy sprzęt, to łatwiej coś znaleźć nie? Szalenie sensowne. Na tej zasadzie najlepiej wcale do lekarza nie chodzić.
Poszłam jednak, znaczy tata mnie zawiózł. Trochę poczekałam.

[Haha, w pewnym momencie było nas 3, każda z drugim dzieckiem i te same obserwacje - brzuch szybciej, biodra bardziej bolą jakoś]

Doktor fajny. Jeszcze raz chce nas widzieć, więc w sierpniu (w ramach tej samej ceny, miło), ale na razie nic nie znalazł, co by go niepokoiło. Oby tak mu zostało.

Powiedział, ze maluch ma piękny kręgosłup (pierwszy komplement dzidzia).

A i wszystkie parametry wychodzą tydzień dalej, czyli 19 i coś, więc przesunął mi termin o 8 dni. Na 20 listopada. co prawda nie wiem, czy Feluś przyjął to info, ale tak samo miałam z Franiem.
Z 29 grudnia na 20, a urodził się 18.

Ofkors kończenie pierogów po powrocie szło mi śpiewająco.
Miałam im strzelić fotkę, ale nie zdążyłam. Franio zjadł 8.

Stosztuj, jakie pyszne.

Samochwała jestem, ale to ekstra, gdy Mały tak mi coś pochwali:)).

18-tka

5 komentarzy

18 tygodni hmm, jakoś nagle się tak zrobiło, dopiero co nad szóstym dumałam. Moze stąd się wzięło, że dumałam zawsze w Jednej Pracy, czyli Szacownej Uczelni, bo tam we wtorki miałam zajęcia. A dziś też tam byłam, dokonać różnych wpisów i jeszcze jeden egzamin, który teraz niestety trzeba poprawić.
Ja naprawdę nie lubię egzaminować.

Ale to i dobrze, że mam zwolnienie. Moje koleżanki tam z tematem ciąży nieobeznane i np. jak już weszłam na II piętro (ledwo), to jedna zapytałą, czy pójdę po lucze do sal na egzamin (na dół). Odmówiłam.

Ł. jutro do pracy na 5.00, bo coś tam musi u Niemców przełączyć. Więc wróci znaaacznie wcześniej zakładam. Bo normalnie to wychodzi o 9.00.
Firma jest fajna uważam, zwłaszcza oddział tu. Ale czymś szczególnym jest ten zestaw tu właśnie – takich fajnych kumpli / mężów / ojców.

Tata

6 komentarzy

Notka w zamyśle miała być skończona zaraz, ale nie wyszło no nie?

Dzień Ojca, więc ojcowie zostali uhonorowani. Znaczy dostali prezenty (ja staram się o 3 – od Frania dla Ł., dla taty mojego i taty Ł.)

Ł. to tata na medal. Choć Franio to ewidentnie synek mamusi, to tata jest jak najbardziej kluczowy.
Jest zawsze – przez ciążę, przy porodzie, pediatra zna go równie dobrze jak mnie. Apteka znacznie lepiej.
Jest w Testosteronie (przynajmniej takim teatralnym), gdy jeden z bohaterów przepytauje żonę przez telefon, co i jak tam dziecko. W oddziale firmy Ł. jest to absolutnie typowe, ponieważ byliśmy na sztuce firmowo, przez rząd przeleciał wybuch śmiechu.
A więc dziękujemy :))))

W nagrodę na ognisku wieczorem…
Było dwóch tatów – Ł. i gospodarz. W. mógł sobie grillować, donosić, karmić nas i ścigać uciekającego królika, którego chciał Franio. Ł. mógł grać z chłopakami w piłkę.
Myśmy mogły sobie posiedzieć…:)
Wyglądali na zadowolonych z życia…

Dziękuję

3 komentarzy

Dziękuję za trzymanie kciuków:))
Przydało się.
Wygląda, ze nie jest źle. Szyjka się trzyma. Co prawda żelazo, furagina, nystatyna i dalej magnez, ale to mniejszy problem jest.

Co prawda mam wciąż wiele obaw, ale mi lepiej.

Oby to następne badanie było ok. Doktor chyba dobry – Dziekuję Missja za info.

A lubicie poziomki? My tak…

poziomki4.jpg

17 tygodni

6 komentarzy

17 tygodni dziś ma Feluś. I rusza się! Od kilku dni wyraźnie, w zeszłym tygodniu jeszcze nie byłam całkiem pewna.

A Franio mi dziś przyniósł czereśnie.

czeresnie3.jpg

Całe pudełko przyniósł ze spaceru. Całe dla mnie, sam się najadł pod drzewem już.
Od sąsiadki, fajnych tu w okolicy mamy sąsiadów nie?

Wtorek niby lepszy. Poprawa nastapiła m.in. na skutek lodów czekoladowych, które moi chłopcy przywieźli, żeby mi było lepiej:)).

Ale:
1.Praca wciąż się problemuje. Czy środa będzie lepsza?
2. Wciąż mam dołek. Może po prostu, jak Ł. wrócił to ze mnie zeszła ta dzielność trochę, którą musiałam mieć, jak był daleko?
3. Zapisałam się na takie lepsze USG, bo mamy wskazania – moja wada (i operacja będąca jej konsekwencją) – może być też u dzieci. Choć niby nie dziedziczna. Ale jak już wiem, czasem to znaczy, ze nie wiadomo ewentualnie jak. „Zdarzają się ciągi rodzinne” – jak to określa lekarka, do której chadzam na kontrole. No i też się martwię, co tak zobaczy, ten specjalista, który do nas dojeżdża aż z Łodzi.

sombrero.jpg

Wrócił. O mało by się spóźnił na przesiadkę we Frankfurcie, bo nad Meksykiem szalała burza. Bagaż się owszem spóźnił, ale dziś dowieźli do domku.

Niestety tata z jet lagiem nie miał zbyt duzo szans. Dziecko wstało o 6.00. Pacyfikowane jakiś czas, po 9.00 zażądało przeczytania „Franklina” przez tatusia.
Interpretacja była zabójcza, co jakiś czas musiałam z kuchni wołać, bo ewidentnie zasypiał.

Mąż z jet lagiem też nie miał się lepiej. Na odmianę wyjechali moi rodzice, a ja wiadomo co.
Teraz śpi, ma czas, dopóki maluch nie wstanie. Rewelacją dla nas są wciąż utrzymujące się 2-3 godzinne drzemki po południu.

***
W Krakowie jest ulica Poniedzialkowy Dół. I to niestety też dziś mamy – Ł. jet lag, Franio skumulowanie buntu, a ja liczne katastrofy w pracy, które zdalaczynnie musiałam rozwiązać. Uff.

Czekam

3 komentarzy

O 23.13 sms, ze samolot startuje z Saltillo. O 3.42, że Ł. rusza z Mexico City. Czekam. Nienawidzę, jak ludzie podróżują. Zawsze się boję. Najbardziej lubię, jak jedziemy wszyscy, a najlepiej to piechotą ;).

Czekam na męża. Czekamy na tatę. Rostania może dodają uroku związkowi, ale ciężko samemu, gdy coś jest nie tak.
Powinien być ok. 21 w domu.

***
Pytanie – na ile rat można jeść tabletkę magnezu – ja minimum cztery…

***
Jak jest ciepło…

basen3.jpg

…to fajnie się schłodzić:).

basen1.jpg

Tego jeszcze małemu pytaczowi nie odpowiedziałam, ale jak słusznie pisze Calendula otworzy to tylko droge następnym pytaniom. A wciąz jeszcze nie ma tych egzystecjalnych.

Ze spraw egzystencjalnych to kontrola tak sobie. W sumie nic się nie dzieje, ale nie wszystko w porządku i oszczędzający tryb zycia:
-Chodzi Pani do pracy?
-No to już nie będziemy chodzić do pracy
.

Znowu w czwartek do lekarza, bo ta to nie była moja. Moja pechowo jest w Stanach, ale właśnie ma być już w następnym tygodniu.
Jestem jednak trochę w dołku, bo perspektywy takie jakieś nie za bardzo.

Na poprawę:
Nie ma to jak…

15czerwca.jpg

…wymyślić sobie położenie się do łóżka akurat, gdy…

15czerwca1.jpg

…gdy matka ma w planie jakieś aktyności typu śniadanie. Jak matka chciała spać, to syn absolutnie nie.

15czerwca2.jpg

Róża

5 komentarzy

13czerca1.jpg13czerwca2.jpg

Zawsze chcieliśmy mieć taką pnącą różę. Teraz zdecydowanie spełnia nasze wymagania :)).
Kupowana, jak jeszcze Frania nie było na świecie…
Z drugiej strony rośnie klematis, też ładne.

13czerwca3.jpg

Franio polubił czereśnie. W różnych rolach. Torebki nie nosi. Ale chce malować sobie paznokcie, bo ja tak robię,a co sobie będzie żałował. Życzeń ofkors, bo jednak nie malujemy. Co do czereśni to Siajo ma już dobrze ugruntowaną teorię, ze pestki się wypluwa. Z praktyką różnie jak na razie.

Słowo na dziś to nić dziwnego.
-Babciu wjóciłeś juś s pjacy?
-Nie, dopiero idę.
-Nić dziwnego
.
No nic skoro była dopiero 7.40.

Pojawiła się też fala „czemu?”
Wszystko musi byc dogłębnie wyjaśnione. Nie przygotował nas na to, dotychczas nie szalał,a teraz nagle całe serie. Pytany wykręca sobie mózg, próbując wyjaśnić coś dalej po udzieleniu np. odpowiedzi, że to brokuł, czemu tak jest. Po jakimś czasie osiąga się taki stan, że moja opcja to, że to dlatego, że jest zielony.
W przeciwnym razie byłby kalafiorem, czyż nie?
A czemu dziadek je ser?
A czemu lubi?
A czemu mama się myje?
A czemu chce być czysta?
Czuję, ze za chwilę będzie cięższy kaliber;).

Gdy natomiast pyta się Frania często dostaje się odpowiedź:

Bo tak sie zdazia.

Ułatwia sobie zbój.
Zdazia
się też wejść, tak gdzie wcale Siaja nie posłali, czy zrobić coś czego jakoś nie pragnęliśmy.


  • RSS