cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2007

Wakacje

3 komentarzy

Jedziemy dziś w nocy. Franio cały dzień opowiada o tym każdemu, komu się trafi. I z tego Reisefieber ciągle jeszcze nie śpi :)).

Z niechęci do pakowania załatwiam je zawsze w ostatnim dniu. I jest, zrobione. Teraz jeszcze zjeść arbuza i spać.

Wracamy 12 sierpnia :)))

***
Siajo lubi tawę:

15lipca1.jpg15lipca.jpg

:)

6 komentarzy

Dostaliśmy zgodę na wyjazd na urlop – znaczy Feluś i ja. Lajtowy ma być oczywiście, czyli Wysokie Tatry skreślamy.

Nie lubię takich kilku dni przed wyjazdem, bo piorę, oczywiście pada i oczywiście już sama nie wiem, co ubrać, bo co mam zabrać a co nie?

Brak mi miłej bluzy bawełnianej. W sklepach tylko takie, że zapięłabym jakbym Felusia na bok odłożyła…

***
Wołamy Siaja na zupę.

Nie mogę jeszcze, mam jeszcze trosztę pracy do zrobienia, mamusiu.

I „arbuz dzidziuś” lub raczej „arbuz mama i arbuz siajo”.

arbuz.jpg

Zęby

5 komentarzy

-Pojedziemy do pani doktor dentystki – od ząbków.
-Nie
. Tak brzmiała zwięzła odpowiedź Siaja.

Ale jednak pojechał. Całą bandą pojechaliśmy. Dziadek (który dzielnie nas wiózł,ale sam też chciał), ja, Franio i Feluś (ten ostatni towarzysko wyłącznie).

Franio dał sobie idealnie ząbki obejrzeć, bo była szalenie atrakcyjna lampa. I tyle, bo ząbki ładne, „widać ze zadbane”. Ach, miło, zważywszy że strasznie długo walczyliśmy o polubienie mycia, a potem o opcję, ze myje nie tylko Siajo siam, ale mama / tata też.

Ja też nic uf uf.

Połowa

3 komentarzy

Dziś połowa.
Dalej jest we mnie wiele strachu. Zwłaszcza, gdy czyta się takie smutne notki jak u Crazy.

Pamiętam mój lęk, gdy jechałam do szpitala z plamieniem.
Ale też jest cudownie. Maluch rusza się dużo teraz, mam nadzieję, ze pani doktor w czwartek nie dopatrzy się niczego złego.
Czekamy. Wszyscy. Bo… oto ja i dzidziuś, 20 tyg.

20tyg.jpg

Siajo zdrowszy. Gorączka jak przyszła nagle tak znienacka poszła. Nie wiadomo, co mu było. Oj nie jest miło tak się bać, mam nadzieję, ze nie było to nic ponad nagły atak temperatury, może trzydniówka.

Co

3 komentarzy

Co można powiedzieć o takiej niedzieli?
Sobota super, znajomi na grilla, dzieci szalały. Czteroletnia Ola chciał wymienić na Frania swojego niespełna rocznego brata;).

Pod koniec imprezy Siajo zrobił się taki marudny i „boli ząbek”, „boli ząbek”.
Myśleliśmy, że to ostatnia piątka, ale potem nagle gorączka zaczęła rosnąć i w nocy 40 stopni. Rano spadło. Potem znowu, dziecko leci przez ręce.
Pojechaliśmy na pogotowie, jakiś wirus, albo zapalenie gardła albo jamy ustnej (bo ślini się na potęgę).
Przespał cały dzień, w nocy znowu gorączka, ale już mieliśmy mocniejsze leki to zbiliśmy.
Z tej gorączki bredził biedak:
Mamusiuuuu bjudne nóżti, prosze wytrzeć. Nie jącztą, ściejecztą.

I jakieś pajączki go straszyły.
Ciężkie nocki,a tu dodatkowo taka duża analiza i zasypiam nad kompem.

Dziś lepiej. Analiza cierpliwie czeka. Mam na nią jeszcze 4 dni. W niedzielę nad ranem zamierzamy wyjechać. Oby.

5

5 komentarzy

Tatuś spowrotem siądzie – stwierdził Siajo, jak zawsze gdy ktokolwiek wysiada otworzyć bramę – a dzisiaj jest piątet. Bo Siajo tworzy zdania własne, ale i zbiera wszystko, co słyszy. Potem przetwarza w najdziwniejsze kombinacje.

A 5 lat temu to nie był piątek tylko sobota. Jedna z dwóch najlepszych w moim życiu. Druga to ta, gdy urodziłam Frania.

lubne.jpg

Było bardzo ciepło, ale to mi zupełnie nie przeszkadzało.
A wcześniej były szalone tygodnie.
W jednym ja broniłam się na niemieckim.
W następnym Ł. bronił się u siebie. Biegłam z nim i jego kolegą na obronę i M. pytał – „Co się robi, gdy się obleje?” „Obiecuję, że dowiem się, jeśli oblejesz, dobrze?”
W następnym tygodniu mój brat zdawał egzaminy wstępne, czym denerwowałam się chyba bardziej niż swoimi.
Potem kolega i sąsiad miał szkolenie, został dłużej i poszliśmy balować. Dzięki obecności sąsiada mogliśmy następnego dnia pakować dwa mieszkania do dwóch samochodów,a nie jednego małego polo mojej mamy.
W jeden dzień spakowaliśmy kilka lat mieszkania.
Wróciliśmy i w następnym tygodniu braliśmy ślub. W przeddzień ogromnym wysiłkiem Ł., który udawał mojego brata i mojej koleżanki z Krakowa, która chodziła dwa razy dziennie do komisji rekrutacyjnej i patrzyła błagalnie, dowiedzieliśmy się, że M. dostał się na studia. Podczas dekorowania sali wręczyliśmy mu szampana i patrzyliśmy na jego totalne osłupienie.
Wesele było rewelacyjne.
Potem pojechaliśmy na 5 dni do Wiednia.

No więc obiad zrobiłam. Drożdżówkę też, wnioskując, ze pożarta w tym samym dniu, to wyszła. O północy skończyłam poprawiać te egzaminy (wrr) i posłałam oceny do konsultacji koleżance z ćwiczeń. Poszłam spać przed`1.00. Franio obudził się o 5.00 ;).

5lipca1.jpg

A na dru dzień rano energetyka zabrała prąd. Bez uprzedzenia i do 14.00. Śniadanie bez herbaty. Wyników nie szło posłać i 80 studentów nachodziło sekretariat, kiedy będą. Sekretariat aż tak studentów nie kocha, żeby się przejąć, ale tam zdawała dyrektorska córka i wicedyrektorski syn, więc sekretariat zadzwonił (!), jakie dostali oceny haha.

Franio był nie do wytrzymania, bo:
1) wstał jak wstał,
2) pogoda pod psem,
3) miał obejrzeć jedne misie (jak miałam posłać wyniki) i wtedy zabrało prąd
4) taki dzień był po prostu.
Uff

Na popołudnie mieli być goście i groziło, że dostaną same wiśnie, a anie placek (placek szłoby kupić, wiem, bez przesady, ale miałam dość).

O 13.30 prąd oddali.
Placek upiekłam.
Sprzątnęłam kuchnię, łazienkę i przedpokój.
Napisałam Ł. że to zrobione, a jak wróci, to zostawię wszystko jemu i pójdę w siną dal ;).
Chciał ze mną raczej niż z gośćmi, poza tym zjadłam coś i poprawiło mi się :)).
Nie uciekłam. Mąż i brat dowieźli drugi placek i było w sumie bardzo fajnie.

Dziś Franio wstał dopiero o 5.40 ;) i deszcz pada z przerwami, nie ma egzaminów tylko tekst do korekty (ale we wtorek też był plus egzaminy i analiza do zrobienia (j.w.). Od razu lepiej nie?

Dzidziuś jubi być głastany mamusiu!

5lipca.jpg

80

5 komentarzy

Na dziś przewidzane jest poprawienie 80 egzaminów i to bardziej opisowych. Nie zebrałam się od środy,a na jutro obiecałam oceny, to cóż.
10 za mną, w kolejnych przerwach napiszę dalej.
Bo jeszcze:
-pojadę zaszczepić Frania,
-obiecałam mężowi drożdżówkę z czereśniami i kruszonką
-obiad jakiś?


  • RSS