cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2007

Obiad

3 komentarzy

Nie mielismy dziś pomysłu na obiad, więc trzeba go było wymyślić. Na bazie zawartości lodówki… kiepsko. Ale były jajka, mleko, więc dzielni tucharze poszli na dół uliczki po drożdże i kefir. Jeżyny z ogrodu (sukces! dziś nie było małych jeżynowych łapek na moim ubraniu)i zrobiliśmy tlusti na parze. Na parze, na parze.

[Z nieznanych powodów "na parze" strasznie się Siajowi spodobało.]

Zrobiliśmy ciasto i potem Ciasto i Siajo odpoczną tejas.
Potem połowa duetu odpoczywających wstała i zrobiliśmy kluski i sos.
Było dobre.
kluski7.jpg

A dla Felusi zrobiliśmy pierwsze podejście do wózka. I jeden bardzo nam się spodobał, jest duże prawdopodobieństwo, że go kupimy:).

:)))

4 komentarzy

Wszystko wskazuje na to, że będziemy mieli Córkę. :))))))))))))

Ł. twierdził tak od samego początku. Mimo, że mądrość ludowa inaczej i statystyka też raczej.

elblag.jpg

Jutro

2 komentarzy

Jutro wybieram się na usg połączone z podglądanie Felusia pod kątem : różowe czy niebieskie.

A dziś – 27 tygodni. Wczoraj czułam się nie za bardzo, tak mnie te nogi bolały, że Ł. zaczął wspominać coś o lekarzu. Feluś się chyba nieco lekarze wystraszył i dziś było lepiej.

I trzeba by wózek jakiś kupić, a ja nie mam pojęcia, jaki bym chciała. Trochę ich chyba za dużo. Franiowy (który właściciel zdemolował skutecznie) był wybierany głównie na zasadzie zmieszczenia się do bagażnika, teraz mamy nieco większy bagażnik.

Siajo spał dziś do 8 ;)). Ale najpierw w nocy trzy razy budził Ł. i życzył sobie wyganiania jakiejś mitycznej muchy. Much akurat brak, niestety są komary i gryzą w zasadzie tylko jego. W niedzielę był cały aż opuchnięty, biedny maluch, na samej główce naliczyłam 10 ugryzień.
Niestety dłuższe spanie – to w południe ledwie się położył, to już mi tłumaczył, że Siajo już się wyspał. W końcu zasnął na godzinę ;).
Ale wieczorem już bez oporów, o 20 do wanny i potem biegiem do łóżeczka i Stoliczet pjosie puścić.

n

2 komentarzy

Nie mogłam wczoraj napisać nic, bo kazałam mężowi zagonić się do pisania artykułu, który bardzo bym chciała najdalej jutro skończyć. A strasznie mi się nie chce, jak zawsze, gdy mam coś napisać.

III trymestr daje się we znaki, Feluś przygniótł mi coś, jakiś chyba nerw i nogi bolą strasznie, chodzę jak kaczuszka, no w sam raz na kampanię wyborczą nie?
Za to test z glukozą wyszedł w piątek dobrze, uf uf. Lekarka mnie pogoniła, bo cos tam w wynikach jej nie zachwyciło. Pierwsza godzina po, to jeszcze ok, ale w drugiej zaczęło mdlić. A jak wyszłam z przychodni na te drobne 33 stopni…
Hardkorowo poszłam jeszcze do szpitala i jupi, pani doktor kardiolog pozwoliła urodzić.
Znaczy nie żeby perspektywa porodu była taka ekstra, ale nie chciałabym usłyszeć, że coś znowu nie tak. Co do porodu, to uważam, ze teraz mógłby Ł. poznać to mistyczne ;) przeżycie, ale on jakoś nie…

Franio pomaga mi cały czas i w ten to sposób słoiki ze śliwkami mamy podpisane podwójnie:

sloik.jpg

A teraz czeka cała micha gruszek, które przerobię na kompoty, jak Siajo wstanie. Bo jakbym teraz siedziała na polu, a on by się obudził, to byłby baaaardzo nieszczęśliwy zanim bym go usłyszała.

III trymestr

2 komentarzy

III trymestr tak jakoś rozpoczęty, miałam w zasadzie to napisać wczoraj, ale zadzwoniła koleżanka i godzinę 09 minut później zdecydowałam się iść spać. Jej mąż w Krakowie, mój we Wrocławiu, dzieci spały, ona też w ciąży no to siup.

Studniówka minęła, początek dnia był wtedy jakiś nie taki, bo nie otwierając jeszcze oczu udało mi się pokłócić a mężem. Ale w ciągu dnia naprostowano :)).

Brzuch wielki, dziś inna koleżanka radośnie mnie poinformowała, ze niektóre tak w 9 nie mają. Zgodziłam się z nią, taka moja uroda i już, nie wzrusza mnie to, zwłaszcza że waga ok – na progu 7 miesiąca +4.

Budowa leci, leci, ciekawe czy uda się nam przeprowadzić przed urodzeniem malucha? Byłoby fajnie, bo tak to kiepsko ze zmieszczeniem łóżeczka, a nie mogę tu Siaja przerzucić do salonu. Najwyżej będziemy kombinować. Zobaczymy.

Coraz szybciej się męczę, nic dziwnego i coraz trudniej mi nadążyć za Franiem. Jak każde dziecko czerpie energię z kosmosu, więc wiadomo………..

brzuch6-1.jpg

Platyna

4 komentarzy

Dzień dobji. Czy jeś żel dla babci? – zapytał Franio wkraczając z rozmachem do sklepu. Na szczęście był.

W „Sezonie na misia” któryś tam bohater mówi, że mowa jest srebrem, milczenie złotem. Ale co jest platyną?

Platyną jest Siajo. Wielokrotnie złożone, barokowe zdania wydobywają się z jego buzi od świtu do nocy, a często i przez sen.
Faza „czemu” trwa w znacznych nasileniu.
A co mamusia, a co? – to pierwsze zdanie, jak tylko wyjdzie ze swoje łóżeczka i podejdzie do nas.
Komentuje rzeczywistość, powtarza jak papużka.
Jak nie ma już co, to leci Brzechwą. Jak się okazało umie „kaczkę dziwaczkę”, „Lenia”, „Na straganie”, „Lokomotywę” w całości i mnóstwo innych w kawałkach. Poza tym dialogi z Misia uszatka i Franklinów.

Czule zerka w kościele na sąsiadkę i:
Zachwycony jej powabem, hipopotam błagał żabę.

Całkiem spokojnie zatrzymuje obcych ludzi i informuje ich o różnych Ważnych Sprawach.
Bo Siajo był… Siajo był w tultach i wyszedł, jat pieniążet się stończył, etraz Siajo idzie na plaże, a a babcia citała Sianina…
Jeśli są to ludzie posiadający dzieci, to na ogół wykazują stosowne przejęcie, a ja dbam, żeby jednak mogli się oddalić.

Poza tym uwielbia opowiadać przez telefon. Ja służę jako narrator i streszczam fabułę, bo naprawdę nigdy nie wiadomo, w którym punkcie zacznie i co uzna za godne uwagi. Na pewno natomiast każe patrzeć, jeśli będzie coś godnego spojrzenia:
Pać babciu, pać, balon, jati duuuuuży!!!!!!. Babcia na szczęście się umie znaleźć i nie wpada jej do głowy tłumaczyć mu, że ona nie widzi w telefonie, ale stosownie się zachwyca.

Potem przenieśliśmy się nad morze, gdzie byliśmy znacznie większą bandą, bo w porywach w 9 osób (+Feluś).
morze11.jpgmorze6.jpg

Morze, jak nietrudno zgadnąć też nam odpowiadało, zwiększyliśmy jeszcze stopień objadania się, bo doszły gofry i ryby. Z tym że jeśli ja chciałam na plaży zjeść rybę to Siajo musiał jeszcze spać.
morze18.jpg
W przeciwnym wypadku zjadał swoją i moją. Ale padał nam ładnie na plaży i NIE ZAWSZE zdążył się obudzić.
Franio jak cała nasza rodzina kocha jeść. Jada wszystko, prawie wszystko mu smakuje, spala chyba dzięki niespożytej ruchliwości. I lubi wybierać i zamawiać:
morze13.jpgmorze22.jpgmorze23.jpg

Plan na przedpołudnie: śniadanto, kawta, plaża
morze17.jpgmorze16.jpg

Plan na popołudnie: obiadet, tulti, piwto.
morze4.jpgmorze3.jpg

Rzecz jasne kto inny pił piwko, kto inny był w kulkach. Na kulkach wkurza mnie tylko, że my się staramy, żeby szanował innych, nie wpychał się itd. a spora część rodziców ma to w nosie. Jeśli bardzo mi nie leży zachowanie (np. Franio odczekawszy zjeżdża, a tu takie większe do góry zjeżdżalnią zaczyna), to zwracam uwagę. Najczęściej wtedy rodzic zaczyna jednak patrzeć. O ile jest. Bo część zostawia tam dzieci i idzie do sklepu itd.

Nie utyliśmy na takim stylu życia, bo wszędzie trzeba było sporo dreptać. Np. na plaże 800 m, w tym pod i z górki ;)). Wersja lajtowy odpoczynek to jakoś mi nie działa, ale i tak odpoczęłam super.
morze8.jpgmorze19.jpgmorze5.jpg

Pokus jak wiadomo nad morzem sporo, Siajo ma kilka namiętności: tulki – Siajo wyjdzie, jak pieniążet się stończy, mamusiu!, piłeczti z mentomatu i takie autka itd. automatyczne.
morze10.jpg

Byliśmy też w Gdańsku na jarmarku dominikańskim, czego mi się od dawna chciało.
morze14.jpg
Ale prezent Ł. kupił mi w sklepie – kolczyki z bursztynami, bo takie najbardziej lubię.
Siajo kupił sobie (haha, ale sam wybrał) jedną drewnianą kuleczkę i rzemyk. Kosztował dziadka złotówkę :)).
Najbardziej podobało mu się siedzenie na moście i statki:
morze15.jpg

Pogoda zmienna, ale padało niewiele i tylko krótkimi zlewami. Dzięki temu zaliczyliśmy też pociąg (z miasta do miasta) i fantastyczną (jak się okazało, bo Franio wciąż o tym mówi) wycieczkę prompem.
morze7.jpg

I jeszcze minozoo:
morze21.jpgmorze20.jpg

Było super:
morze9.jpgmorze1.jpgmorze2.jpg

Warmia jest piękna prawda?

warmia9.jpgwarmia13.jpgwarmia15.jpgwarmia10.jpgwarmia14.jpgDziękuję tatusiu, że nas tu psiwioźleś na to pyszne jedzonko.
warmia3.jpg

Podobne teksty Siajo serwował także kelnerkom, ale zasadniczo to podziękowania należą się Ł., że nas wziął na super wakacje ;). Bo były absolutnie super, właściwie powinien być dla mnie wredny, bo wtedy nie byłoby mi tak żal wracać ;).

Franiowi podobało się wszystko w zasadzie. Po pierwsze on lubi podróżować, nie ma żadnych kłopotów, ogląda widoki, je i śpi.
Po drugie reszta też była atrakcyjna. I mieliśmy świetną pogodę. Bo jak upał to woda, taki przejęty nosił wodę w wiaderku (Siajo niesie wiaderto pełne wodą!), polewał nam nogi, sobie brzuszek.
warmia1.jpgwarmia4.jpg

I kopał. Czasem w najdziwniejszych miejscach, np. musiał nosić piasek po kilkanaście metrów, ale jak takie ISO akurat.
Tatusiu, prosze wytopać głęboti dołek. Taaaaki głęboti, że Siajo musi się schylać.
Jak bardzo nieprzyjaźnie (2 dni) to basen. Mi najbardziej pasowało ciepło, pochmurno, bo wtedy mogłam z nim siedzieć nad brzegiem, a nie chować się w cieniu.

Upał był taki, że piasek parzył:
Idź na paluszkach – próbuje pomóc tata.
Nie tatusiu, Siajo idzie porządnie, na całych nóżtach.

Idealnie nam padał na kocyku w południe, chwila głaskania i odpoczywamy:

warmia2.jpg

Żelaznym punktem był PZ – plac zabaw, gdzie Siajo w zasadzie głównie zjeżdżał, od nas żądając interakcji:
Tu jeś tata zjeździalnia mamusiu i Siajo będzie zjeździał. Ja cię zaprowadzę. I prowadził, nie ma szans na zakamuflowane czytanie książki.
warmia8.jpg

W sumie moze się wydawać, ze to monotonny sposób spędzania wakacji. Prawie żadnego zwiedzania itp. Ale na zwiedzanie był czas kiedyś i będzie znowu, a teraz z lubością budujemy baby i patrzymy jak Franio odkrywa świat.
warmia16.jpgCysterna jedzie! Z mlećkiem. Cysterna jedzie do Afryti mamusiu, bo nad wodą się nie zmieści.
Dał nam do myślenia z tą Afryką, ale w końcu raz ją pokazał… Lactima, fabryka serów i jogurtów, faktycznie w drodze nad wodę.

I do tego lody i kawa. I szanty w Olsztynie na rynku :)).
warmia12.jpgwarmia17.jpg

Tak nam po prostu dobrze tam było.

warmia7.jpgwarmia5.jpgwarmia18.jpg

i jeszcze warmińskie osobliwości:
warmia11.jpg

ODP

Brak komentarzy

Odpowiadając na pytanie Connie, a potem będzie o wakacjach. Holter jak napisałam to nic innego jak EKG z tym że trwające 24 h. Pozwala zarejestrować pracę serca w dłuższym okresie czasu i też np. w chwilach kiedy rzadko się EKG robi, np. nad ranem. Mi kiedyś wychodziły nieprawidłowości właśnie o 4, a potem już nie. Jako takie badanie nie ma za bardzo związku z ciążą. Ja miałam wadę serca i operację, mam ofkors wpis do karty ciąży i imponującą bliznę. Muszę więc mieć karteczkę od kardiologa dotyczącą sposobu porodu. W przeciwnym wypadku raczej od razu byłoby cc. I po to moja kardiolog robi badanka. Zasadniczo na odczucie własne to chyba nie ma kłopotu, jako pewną ciekawostkę miałam tylko w obu ciążąch taki pierwszy, najpierwszy objaw ciążowy – tętno 120, zaraz po przebudzeniu ;). Lekarka zamierza być może zrobić jeszcze echo serca,a potem podejmie decyzję :). Frania rodziłam naturalnie, zobaczymy co będzie teraz.
Holter jest tylko kłopotliwy, nie można się sensownie umyć, kable wiszą, no i z brzuchem to nie bardzo jak aparat zaczepić, bo i pasa brak, i drażni. Miałam go w kieszeni spodni, ale w nocy mi bardzo przeszkadzał, ale nic ponadto.
Dodatkowo dziecko trzeba potem ok. 2 lat przebadać, czy wada się nie odziedziczyła. Franio nie ma, robiliśmy badanie w styczniu :))).

Spowrotem

4 komentarzy

Wróciliśmy. Było absolutnie super. Jutro więcej, dziś padam. Na dodatek mam założonego holtera i cała jestem okablowana. Aż do jutra, bo to całodobowe badanie. Pierwsze do decyzji jaki ma być poród :).


  • RSS