cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2007

22:17

4 komentarzy

Czekam na Ł., mieli dziś imprezę integracyjną, jakieś manewry terenowe na górze Chełm, a potem karczma.

A my z Siajem z powodu braku pogody i nieruchawości matki cały dzień w domu. Zrobiliśmy sobie różne dźwięki w kubeczkach (owsianka, pieniążki, grysik, rodzynki, pestki dyni, makaron) i sprawdzaliśmy, co jak brzmi. Brzmiało :)).

O ile syn dopołudniowy miał jakieś inne wizje i aferka była to syn popołudniowy do rany przyłóż.

Ja próbuję i próbuję się uporać – z różnymi rzeczami przed Felusią. Ale primo to mi idzie powoli (tylko pranie jakoś szaleje), secundo ciągle coś dochodzi. Więc pewnie w połowie czegoś i tak zawsze będę.

Aaaaaa – mama twierdzi, że brzuch się obniżył. Znaczy ten poród to jednak jakoś blisko jednak?

***
Siajo zabrał wujowi, któren wpadł był, zapałki. Zaraz jednak zostało mu przypomniane, ze dzieci się zapałkami nie bawią (ach ta matka!). To wyjął pudełko z zapałkami właściwymi i dał mi, a sobie zostawił to wsuwaną górę.
Ciekawe kiedy wujo odkryje, że nie całkiem ma komplet?

Sobota

5 komentarzy

Sobota była najpierw urzędowa – 2 h u notariusza, dobrze, że Frania zostawiliśmy u drugiej babci. Potem kawa i lody, dziwnie tak spokojnie siedzieć;).

A co przykładowo dało poczucie absolutnego szczęścia? Zmiana pościeli, całą bandą, przy rewelacyjnych kawałkach jazzowych.
Tak, udało się nam nie podrzeć poduszek;).

zmianapocieli.jpgzmianapocieli1.jpg

Nie, ja nie przepadam za tym zajęciem. Ale z taką muzyką i tak entuzjastycznym pomocnikiem nagle zrobiła się nam super zabawa:)))).

Dziś

5 komentarzy

A dzie ty będziesz mamusiu?

To na informacje, ze z przedszkola odbierze go ciocia. Tłumaczę, że pójdę do pani doktor, lawina dalszych pytań. Tak trzeba sprawdzić, czy u dzidziusia wszystko w porządku.
I jat dzidziuś będzie grzeczny to dostanie natlejtę.
[Naklejki "dzielny pacjent" Siajo jest fanem naklejek, nasza pediatra nigdy ich dzieciom nie żałuje, ginekolog o ile wiem ich nie posiada...].

I potem zjobimy dziuję w brzusztu i włożymy mu natlejtę – Franio kontynuuje łagodnym głosem.

O nie nie nie synu, nie ma robienia dziur, negocjuję przechowanie naklejki. Siajo nie protestuje, ale też nie potwierdza.

***
Wizyta na szczęście w porządku. Krew nawet jakby lepiej, trochę infekcji i pogodne „o, ale Cię musi boleć”. No boli, boli, moje dzieci mają tendencję do układania się w dół i do przodu. Z tyłu mało co widać,a przód hoho:)). I to niestety powoduje nacisk, bu.
Ale szyjka trzyma.
Mamy nakaz jeszcze minimum 2 tygodnie:)), a potem to już bardziej luz.

Bo wczoraj nie było fajnie i się nieźle w końcu wystraszyłam. Franio spał, nikogo więcej, a ja na trzy raty wstawałam, żeby nospę dostać.

Więc Ł. mi torbę spakował:)). Nie byłam za, ale tata mój argumentował (bo jak po mamie i on przyszedł z pytaniem, czy mam spakowaną, to cedziłam przez zęby, że nigdzie się nie wybieram), że jakby był on tylko, to będzie się miotał, gdzie co mam. No to się zgodziłam – dla jego spokoju:)). Ale Ł. niezależnie i tak już był w połowie pakowania.

I pierwsze pranie Felusi wrzuciłam.
I od poniedziałku sprzątamy szafę.
„Żeby ubranka dzidziusia się zmieściły” – mówię ja.
Zeby siostsycka się zmieściła – to Siajo. Nie do końca jestem pewna, czy to tylko skrót myślowy…

Poniedziałek

10 komentarzy

Po wyborach – czuję niepokój. Bo, czy będę z tego zadowolona, to się dopiero okaże. Umiarkowany optymizm.

***
Tymczasem na tapecie coraz częściej poród.

Nie ukrywam, że im bliżej tym bardziej mnie hmm niepokoi?;) Fakt, że jeden mam za sobą jakoś nie jest zbyt pomocny. Naprawdę niezmiennie za dobre uważam rozwiązanie, ze parzyste dzieci rodzi mąż.
Ł. twierdzi, że jest za, ale fajnie mówić nie? Nawet nie chce wyjść na męską szowinistyczną świnię no.

Siajo ma idylliczną wizję porodu, bo rzecz jasna akurat tego nikt mu nie przybliża.
A więc w szpitalu i on tam przyjdzie z babcią. Babcię już powiadomił. Podobnie jak mamusia lubi planować i uzgadniać z wyprzedzeniem. każdy, kto czytał „Franklin czeka na siostrzyczkę” wie skąd ta inspiracja.
Druga myśl jest autorska Siajowa. Otóż będzie tak (i powtarza to wielokrotnie):
Tu ( lewej strony brzucha) otforzą się drzwiczti i dzidziuś wyjdzie.
Super rozwiązanie nie?

W piątek znienacka oznajmił, ze drzwiczki się pojawiają i wprawił mnie tym w lekką panikę. Zakulisowe informacje czy jak?

Dzidziuś w interpretacji Siaja wiedzie też bogate życie wewnętrzne, raczej nieznane dotąd dzidziusiom.
Co rano się ubiera.
Jak pada, a idziemy karmić psa, to ofkors ma taloszti.
Jubi – różne rzeczy – kawę, winogrona, żółty ser.
A w basenie – też ma piłecztę, tąpielówti i rętawti, mamusiu!

lizak.jpg

20 października

4 komentarzy

Dziś jest tak:

2010.jpg

A jeszcze w środę:

maliny.jpg

Maliny prosto z krzaka i orzechy spod drzewa.

Więc dziś – w ramach działań przedporodowych – kupno butów zimowych dla Frania.

Bo rano musiał wyjść w kaloszach. A wyszliśmy o 7.30. Od chwili bowiem, gdy otworzył oczka (7.00) nie ustawał w słowotoku – z euforii. No to ubraliśmy się w co było najszybciej ciepłego i poszliśmy rzucać się śnieżkami (Mamusiu, naucz mnie jobić tulti…). Potem spowrotem do łóżka i ciepła herbatka. I prośba do męża, bo po dawce powietrza to śniadanie było pilnie potrzebne.

Piątek

Brak komentarzy

Zrobił się piątek a ja właściwie od środy się zbieram do czegokolwiek. Tzn, cokolwiek to robię, bo wciąż rzeczy z pracy :)).

Od wtorku mam zwolnienie, ale zwalnianie? Nie działa, nie działa, nie działa. Jakoś.

Środa była masakrą. Nie ma co się przyzwyczajać, że wszystko jest na stałe. Żadna tam domorosła filozofia, chodzi o wizytę u ortopedy. Zanadto się przyzwyczaiłam, że Franio jest u lekarzy spoko. Co prawda w zeszły piątek u pani dr bał się, ale bez większych oporów dał się zbadać. Ale ten lęk (skąd, dlaczego????) to był sygnał.

Na mimochodem rzucane uwagi, że pojedziemy do pana doktora od nóżek stanowczo mówił nie. Niemniej oczywiście pojechaliśmy. Czy byłoby tak niezależnie od czegokolwiek, czy zbyt długie czekanie? Nigdy nie przepadał za nim, choć to miły starszy pan. Ale tym razem… taka histeria, normalnie dziecko jak małpka wczepione we mnie. Ledwo się udało zbadać – na siłę oczywiście. Musiałam go trzymać na rękach, ech.
Dwie godziny potem jeszcze płakałam, chyba musiałam to jakoś odreagować.
Jeszcze mój tata (był z nami) twierdzi, że to mam na własne życzenie, bo mu się pozwala, bo każe się uspokoić i przemyśleć.

Aż pcha się „zamiast”, nie? Tylko zamiast czego? Nie pozwalam bić i rzadko krzyczę. Wyznaczam granice, ale chcę, żeby nauczył się je uznawać. Więc daję wybór, stosuję wtedy-kiedy, planuję z nim.

Franio bez oporów raczej idzie spać wieczorem i w dzień. Wie, że jadamy przy stole lub stoliku, siedząc. Nie ma problemu z myciem zębów. Pomaga mi w różnych sprawach. Akceptuje, że nie wszystko będzie zaraz. Wie, że się sprząta i owszem stara się posprzątać.

Ale też łatwo się złości, chce narzucać swoją wizję, krzyczy i rzuca się na podłogę. I jak już teraz wiem ma jakąś (oby chwilową traumę lekarską).

Ja wiem, że to normalne w tym wieku. Ale boję się, ze chwilowo za często sie zdarza.
Dlaczego? Potrzeba mamy, która z coraz większym trudem się porusza?;) Wyczucie rodzeństwa? Zbyt dużo zakazów? Łatwo przeczytać, że nie należy za dużo i trzeba co nieco odpuszczać. Zbyt dużo osób, które zakazują? My z Ł., dziadkowie, niania, czasem pracująca u mojej mamy kuzynka nawet?

Źle mi było w środę, bardzo źle.
Na pociechę tarta z grzybami i zieloną papryką i kino z mężem. Znaczy były zaplanowane, ale wyszły na pociechę.

9

2 komentarzy

Tatusiuuu, wstań i poszutaj mi Toparki Śpioszti – „Koparka Śpioszka” jedna z bardziej lubianych bajek, Franio umie ją na pamięć podobnie jak wielu „brzechwów” i całe fragmenty Franklinów.
Tata chciałby jeszcze pospać, ostatecznie jest sobota, a godzina 7. Więc gra na zwłokę:
-Czemu?
-Bo cesz mi przeczytać
.
No oczywistość, Tak, tak nasze dziecko po pierwsze uwielbia książeczki, po drugie nie da się go nazwać inaczej niż skowronkiem.
Każde z nas czyta po razie dwie książeczki, a potem namawiamy go, żeby poszedł i przeczytał Lali (Teletubiś żółty,z piłką;)). nawet się zgadza, ale strasznie szybko to załatwia i wraca….;).

Infekcja opanowana, choć za łatwo nie było.
Ja w poniedziałek zrobiłam ostatnie zajęcia i od dziś mam zwolnienie. Dobrze, że wykłady poszłyyy, ale czy zwalniam na zwolnieniu? Trudno, trudno. wciąż wiele rzeczy z pracy do zrobienia, budowa w stanie końcowym i wciąż coś trzeba. I jeszcze Siajo – po prostu jest. A mi brakuje sił, fizycznie po prostu:(((. I widzę – jeszcze trzymam pion, cierpliwość, ale coraz bardziej mnie rozdrażnia, jak nie chce, nie słucha czy ucieka. Nie nadążam:(. A akurat znowu takie parę dni, że przekora Frania jest większa.

Bardzo chciałby sam – robić, decydować. A równocześnie mu nie zawsze idzie. I nie zawsze się da – więc to go złości. A że jest to tak – dwa kroki do przodu, jeden w tył, to raz rozumie lepiej i znacznie nam szybciej idzie porozumienie, a raz (i teraz jest TEN raz) wybiera opcję rzut na podłogę i awantura. Nie krzyczę, ale każdy kto z czymś takim walczył wie, jak to męczy.

Felusia rośnie, powoli w 9 miesiąc wchodzimy, 35 tydzień zaczęty. Waga +8,5, za to w pasie (jakim pasie??????) 111 cm. Nieźle nie? Dziś przed marketem budowlanym tata przejeżdżał na inne miejsce parkingowe, bo bym nie wysiadła z auta:))).

***
Ł. bardziej się denerwował niż ja, poradziłam mu wyluzowanie. No i luzuje:
w niedzielę chciał napalić dodatkowo w piecu, bo grzania nie włączaliśmy, a było niefajnie. I Franio chciał pomagać.
To ok. Wybierali popiół. Siali naokoło.
Ł. stoi oparty o framugę:
Spoooko, 50% trafia do wiadra
O, to to, tak musimy patrzeć. A że 50% jest do zamiecenia….Zresztą też Siajo to robił…

popil.jpg

Nocka

2 komentarzy

Ponieważ ostatnio marudziłam na tle różnym dziś otrzymałam w pakiecie żydowską kozę.

Poważnie to w nocy Franio się rozchorował. Cała noc praktycznie nie przespana, dziecko kaszlało tak, ze trzeba go było sadzać. Ciężko.
Jak wreszcie jakoś zasnął, to zbuntował się brzuch. Bo ile można się podnosić, kłaść, przewracać i zwisać, bo na łóżku mało miejsca. I znowu nie bardzo do spania.

Rano Franio był jeszcze taki biedny, ale potem na szczęście się poprawiło. Od razu inhalacje, po południu pani doktor. Wygląda, że na razie wszystko czysto, więc łapiemy choróbsko w zarodku. Oby oby.

puzel.jpg12padzienika1.jpg12padzienika.jpgTęsknię do Jantara i kawy w kafejce przy plaży, i siedzenia na ciepłym piasku, dziecka śpiącego na plaży i spokoju letnich popołudni.

Opcja

1 komentarz

Miałam napisać wczoraj, ale nazbierało się smuteczków i wybrałam opcję 2 chusteczki i popłakać w łóżku.

Dziś nieco konstruktywniej podeszłam do życia. Powoli powoli chodząc udało się sporo zrobić: obiad, szarlotka, pranie, posprzątać łazienkę (bez wanny, niestety na to nie ma szans), kuchnię, hol, buty letnie, podłogi. Może trochę nawet za dużo, ale nie ma źle.

Smuteczki domowe zostawię, ale jedną ze spraw, które mnie wczoraj przygnębiły to znowu sajgon w przedszkolu.

Z początkiem października (niestety) pojawiła się nowa fala rodziców. I właściwie gorzej jest w tej chwili niż na początku września. Bo mamy zawsze wiedzą lepiej?

Ja tego nie rozumiem. Jak daję dziecko do przedszkola, to akceptuję zasady. A tam zasadą jest, że mama czy jakikolwiek inny opiekun może być, ale na sali obok. Są u nas w mieście opcje na zajęcia dzieci i mam. To dlaczego nie tam, jeśli nie potrafi w żaden sposób się dostosować?

Bo poza kwestią szarpaniny dla dziecka (rekordzista adaptuje się drugi miesiąc, bo wciąż wymusza wchodzenie, już trzecia babcia w grze, ten chłopczyk ma już chyba niezłą traumę, bo jak wchodzi do budynku to w płacz), to dzieją się rzeczy dla mnie niedopuszczalne:

- kłócenie się w głos z panią, przy dzieciach

- komentowanie pracy pań tam na sali (szwagierka była wczoraj raz pierwszy. Panie aby uniknąć scen w końcu ostatnio dzielą dzieci i te z mamami/ babciami są osobno, szwagierkę jako pierwszy raz tam zaproszono): „co by się tu działo, gdyby mnie tu nie było?!”, „no on trzy razy mówił zanim pani zareagowała, bo była zajęta kimś innym!”

-ciągłe wtrącanie się – lament babci, gdy jej wnuczce inna malucha wyrwała zabawkę „Biedactwo, krzywdę Ci ktoś zrobił”

- i przede wszystkim – moim zdaniem , można się nie zgodzić – potworny egoizm i nie zauważanie innych.

Bo tam są inne dzieci, których rodzice respektują zasady i wychodzą. I jak to wszystko wygląda?

Zupełnie inna postawa – jest taka dziewczynka, która od początku bardzo lubiła przedszkole, ale wczoraj miała kryzys. I płakała. Mama najpierw poszła z nią w kącik i pogadały. Potem weszły do sali. Mała znowu w płacz. Mama powiedziała, że jest obok, nie wyjdzie, ale tu bawią się dzieci. Pani wzięła małą na ręce. Mama wyszła i przez telefon odwoływała spotkanie, że zostanie, bo nie wiadomo jak się rozwinie. Nie wiem, jak się skończyło, bo poszłam, ale pod koniec mała szalała radośnie w sali.

Panie mają numery telefonów, mogą wezwać.

I naprawdę moim zdaniem są super – świetnie kojarzą dzieci, zwracają uwagę na nietypowe ich zachowania lub opowiadają, jak dzieci sobie radziły. Siajo żegna się z nimi czule, a jak dziś wujek go pytał o ulubionych kolegów lub koleżanki to wymienił panie.

Może tak być, że niektóre dzieci są jeszcze niegotowe po prostu. Czy ma sens taki szał, z kłótniami, pretensjami, płaczem, wymuszaniem na paniach, aby ono tam było? Czy nie zniechęci się tym bardziej? W imię czego – że już musi się uspołeczniać? Może za miesiąc, dwa, trzy?

Poniedziałek

4 komentarzy

Zrobiona kolejna porcja zajęć, jeszcze tylko jeden poniedziałek został, jupi! I robię wolne od uczenia, zostanie biurokracja tylko.

Przytrzaśnięty nerw jak był tak jest, więc dalej rewelacyjnie kuśtykam. Faktycznie konieczna chyba rozmowa ojca z Córką :)). Ale już się do tego przyzwyczajam, poszłam więc dziś po popołudniu puszczać bańki mydlane z synem :). Ale jutro do przedszkola zawiezie nas dziadek, ponownie jupi za pomoc:).

Sobota i pyzy z mięsem na obiad. Siajo spożywa jakiś czas całkiem spokojnie aż nagle lament nie z tej ziemi:
-Ja teś, ja teś, ja teś!!!!!!!
-Co ty też?
-Ja teś chce małe kiełbasti…

No. Skwarek mu nie daliśmy, no. To jak biedak ma jeść?

A to pierwszy rysunek Siaja, gdzie widać, o co chodzi. O jeża ofkors. Zazwyczaj w domu Franio preferuje malowanie rękami osób drugich i trzecich.

je.jpg


  • RSS