cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2007

Dzisiaj o godzinie 19.30 zawitała do nas Julka :). Waży 3,830 kg i mierzy 56 cm.
Reszta potem, teraz idę spać :)
Pozdrawiam, Łukasz.

1…

2 komentarzy

Jeden dzień.

Za oknem zamieć.

2 dni :D

3 komentarzy

Co oczywiście nie znaczy nic :))).

Siajo pytany, co by zjadł odpowiada zasadniczo:
Tromecztę z żółtym sejem.

Szczyt osiągnął w sobotę w kawiarni.

Gofja z żółtym sejem, pjosze.

***
A jak ja będę sitortą to też będę jadł słonintę, mamusiu.

Jak widać dokarmiamy ptaszki. Znaczy dziadek powiesił :).

Stadko żydowskich kóz (oczywiście są mniej i bardziej istotne) ostatecznie zlokalizowało się wczoraj.

Felusia oczywiście zignorowała i halny, i pełnię. Kolejne dziecko indywidualistka?
Z czwartku na piątek spałam dopiero od 3.00. Jak już prawie uznałam, że boli tak, że coś będzie haha.

Ale teraz to już nie wiadomo, czy ją poganiać?
Bo co prawda dwie noce nie spałam, ale z piątku na sobotę to było od 3.00 i niestety dlatego że się Franio w nocy rozchorował. Praktycznie zawsze rozchorowuje się w nocy i zawsze jakoś tak mocno od startu.
Dziś już lepiej, więc jakoś mi spokojniej, ale wczoraj jak pomyślałam, że takiego małego chorego człowieka zostawię?

Dodatkowo niespodziankowo wyłączono nam w sobotę prąd od świtu do 14. Powiadomienie ponoć JEDNO (na kilka ulic w okolicy) powiesili. Gdzieś. Śniadanie z sokiem zamiast herbaty.
I kawy nie zrobisz.

A moja mama ma nawrót jakiego okropnego uczulenia, już nie wiedzą, co jej dać.

A mnie boli, boli, boli. Ciągle właściwie. Nie pamiętam, jak nie bolało.
Nie pamiętam, jak wyglądasz bez brzucha – śmieje się Ł.
Ja też nie:).

Missja :) – jest 25.11, ale nic nie wskazuje, żeby Felusia miała związane z tym jakieś plany ;).

Do środy mam L4, a potem mi policzą już urlop?

5 days to go?

4 komentarzy

23list2.jpg

To ten obraz właśnie, do którego nabyliśmy ramkę. Bardzo mi się podoba i teraz wisi u nas na ścianie. Artysta tworzy dalej.

A tu halny. Normalnie udaje mi się go spokojnie ignorować, ale teraz… Nie ma spania, boli wszystko. Ale moje dziecko indywidualistka oczywiście teraz się nie zdecyduje, jak jest halny nie? :))).

23list1.jpg

40 tydzień

7 komentarzy

40 tydzień czyli coś nowego, bo Franio urodził się w połowie 39.

Jak złamać nóż na pasztetowej – także trudno mi to wyjaśnić, ale mi się zdarza sporo takich przypadków:))). Naleśniki wczoraj i żurek dziś – bez efektów specjalnych :)).

Rozjazd emocjonalny mówiąc krótko. Z jednej strony już bym chciała po, najlepiej ta chwila dziecko na brzuchu.

Z drugiej – teraz jest tak gładko, Franio taki przytulny, dość regularny tryb życia, trochę czasu na książki. A za chwilę… Rewolucja.

Raz górą jedno raz drugie.

Hormony chyba szaleją, bo emocje nie do okiełznania.
Wczoraj wzięłam Frania na kulki i były nieczynne. Ta jego smutna buzia wciąż mnie męczy, chociaż poszliśmy obok do Leroy, gdzie Ł. załatwiał zakupy i kupiliśmy lampy z Bobem Budowniczym do jego pokoju i ramkę na jego obrazek. Dziecko szalało ze szczęścia, ale mi tak było przykro z tej jego smutnej miny wtedy. Ech.

Wczoraj… pierwsze doniesienie przedszkolne;). Siajo ciapał łapką z herbatki po ścianie. Dziadek średnio się przejął (panie zresztą też, ale opowiadają zawsze coś więc słusznie, nie mogą tylko pochwał). Po spaniu wyciągam zeznania:
Herbatka była Natalii.
Siajo ciapał po stoliku i ścianie.
Ale Pani Ewa łatwo posprzątała:)).

Więc średnio był przekonany o problemie :))).

Dziś – spacer. Przegięłam, fajnie się szło, Franio chciał dalej i oczywiście w najdalszym punkcie od domu przestało być fajnie.
Na szczęście szła z nami spotkana sąsiadka z wnuczką, więc spokojnie uznałam, że jak całkiem nie dam rady, to ona kogoś wezwie. No i dzięki temu poczuciu bezpieczeństwa doszłam tylko już nie zgodziłam się na grę w piłkę w ogrodzie.
Siajo zgodził się na zamianę na Misie i budyń.

Po drodze odkryłyśmy z sąsiadką niepokojące tymczasowe znaki drogowe. Niepokojące, bo sugerowały zamknięcie przejazdu i odcięcie tym samym wyjazdu z uliczek. Przepytani panowie potwierdzają, że chyba o to chodzi, ponoć na dwa dni.
Tata aktualnie jest w połowie interweniowania, bo już raz mieliśmy podobnie – przy robieniu kanalizacji chcieli nas odciąć na 3 tygodnie, bez zapewnienia dojazdu karetek, straży czy wyjazdu do porodu ;).
Tłumaczą się zawsze taką niby drugą drogą, ale jakby raz ją sprawdzili, to by wiedzieli, że można po niej, choć straszne dziury, ale nie jak błoto czy śnieg…

Totalnie jakoś zakręcona młodsza kadrowa przysłała mi pismo z pilnym skierowaniem na badania dopuszczające do pracy, bo 30 dni zwolnienia. Nie chciałam się błaźnić przed lekarzem, więc dzwonię i pytam: Po co??????
„Bo ja myślałam, jakby Pani chciała jeszcze wrócić przed porodem do pracy…”
No buahaha normalnie. To po co ma moje zaświadczenie o ciąży i terminie porodu? Niewolnica systemów i liczb.

21list.jpg

Wtorek

7 komentarzy

Złamałam wczoraj nóż. Na pasztetowej. Mina mojego taty, gdy mu to opowiadałam zaiste bezcenna.
Nic się nie stało, przeraziło mnie tylko jedno – zazwyczaj jak kroję rzeczy na śniadanie Franio siedzi na fotelu i „czyta” sobie. I tam mi poleciało ostrze.

No ale wczoraj był wtedy akurat w łazience.
Zresztą wylecieli – on z łazienki, a Ł. z sypialni z identycznym pytaniem:
Co się stało????

Potem – jako że jestem tak okrooooopnie zmęczona – w ramach ułatwiania miał być obiad z resztek i dodatków. Była pieczeń i do tego mama mi podrzuciła kluski w naszym mniemaniu śląskie – że będzie akurat, nie muszę obierać ziemniaków.

Dobrze, że przekroiliśmy pierwszą PRZED polaniem sosem z mięsa…

Kluski były z truskawkami:)
I tak wszystkim smakowało.

Dziś robię naleśniki. Jeszcze nie wiem, co może się przy nich przydarzyć.

***
Tata zabrał Frania do przedszkola.

I mam czas dla siebie. Znaczy obiad, pranie można wstawić, ankiety klepać, jasne. Ale tak jakoś. Nie zdarza mi się często taki czas samej w domu, no. Oczywiście wychodzimy itd., ale ten stan mnie niemalże deprymuje;).
Żartuję, zrobię sobie kawę, a zresztą za chwilę hmmm, nie będę już tak miała.

Felusia nic. Jak ma cokolwiek robić, jak brat jej donosi ogórki kiszone?

„Budził” mnie w niedzielę (umarły by nie spał, ale robili z Ł. śniadanie i Ł. go posłał w tym celu, to potulnie markowałam spanie) i zażądał od taty plasterka ogórka. Przyszedł i:
Jec mamusiu odórka, dzidziuś jubi odórki. Zajas usłyszysz jat chjupie.

Dzidziuś

4 komentarzy

W piątek była u nas koleżanka z córeczką pięciomiesięczną.
Pierwszy raz Siajo zainteresował się dzidziusiem bliżej. Tzn. z racji osaczania ;) zwraca od jakiego czasu na nie uwagę, i leci do nosidełek i śmieje się i mówi, że my też takiego mieć będziemy.

Ale tym razem miał w domu – bez dodatku starszego dziecka, bo starsza siostra dzidziusia jest niestety w sanatorium.

Dzidziuś okazał się hitem. Przynajmniej w tym ograniczonym czasie.

Czy mogę delitatnie pogłastać dzidziusia? – pytał, a potem delikatnie muskał w okolicy łokcia.
Oglądał Teletubisie i wszystko objaśniał:
O tu, dzidziusiu, tu są owieczti, a tu też dzidziuś.

[Nie przyjął do wiadomości imienia dzidziusia, ale wieczorem babci opowiedział, ze dzidziuś był dziewczynką…]

Bardzo go ciekawiło karmienie. Dał małej dwie swoje maskotki do zabawy.
I – a to nowość – nie miał nic przeciw, że trzymam ją na rękach, nawet posunął się do tego, że jak chciał się bawić z ciocią, to sam ustalił, że ja wezmę dzidziusia. Dotychczas coś takiego nie przechodziło.

No więc – bardzo się ucieszyłam. Rzecz jasna, że co innego dzidziuś stale będzie. I nie obejdzie się bez kłopotów. Ale przygotowaliśmy choć trochę. Na tyle, na ile można takiego malucha. Bo sami przecież jeszcze nie ogarniamy, co i jak się zmieni

I dalej zima:)

17list.jpg17list1.jpg17list2.jpg

***
Rozbraja mnie opcja dzwonienia osób bliskich na telefon STACJONARNY i gdy odbiorę pytania, czy nie urodziłam. Taaak, tak tajnie przez poufnie. Co będę komuś się chwalić ;).

Miałam pisać jak się ładnie skończyło 38 tygodni, ale wtedy robiliśmy z Ł. skład książki. A wczoraj miałam totalnego doła i fatalnie się czułam. Więc dziś.

***
Zasadniczo rogaliki są proste, jak ktoś chce mogę napisać przepis. To zmodyfikowane marcińskie, bo miałam mak niebieski a w oryginale jest biały.

***
Kupiliśmy Felusi kosz, więc ma gdzie leżeć ;).
Co poniektórzy od razu sprawdzili, czy działa. Działa.

16list.jpgTejas będzie tu siostsycka spała. Jat Siajo będzie malutti to tes będzie tu spał.

***
Śnieży ostro. Wczoraj od lekarza jechałam godzinę (standard 20 min.), Ł. z pracy ponad godzinę, a normalnie 15-25. Co mnie trochę niepokoi w kontekście ewentualnego wyjazdu do szpitala. Ale może akurat wróci jesień.
Poranek z odśnieżaniem (a ja im robiłam jajecznicę).
16list2.jpg16list3.jpg

A w południe dziadek dał się namówić na Santiii!!!!!!
[Miałam w planie ja, ale jakoś rodzina była przeciw temu planowi, hmm].

16list4.jpgDziadziu, ja cię jeszcze nie mogę ciągnąć, bo jeszcze jestem tjochę majutki. Ale potem będę cię ciągnął, jat ty będziesz majutki.

***
Dołek po wczorajszej wizycie u lekarza. Fizycznie, bo samo badanie i cały wieczór po bardzo bolało.
Psychicznie, bo… no bo właśnie nie wiadomo co.
Znaczy – bdb – maluszek w porządku.
Nic się na razie nie dzieje – też ok.
Ale: pani dr ma obawy, czy uda się naturalnie, bo kłopot, który już był w pierwszej ciąży się pogłębił.
I teraz – takie trochę bez sensu uczucie – już się wszystkiego boję.
I cc, bo nie znam, i że jak nie cc, to ciężko może być.
i czy na czas zdecydują, co należy.
Lekarka kazała nie czekać w domu długo, bo to szybko może być. To też jakoś mi nastroju nie poprawiło.
Niby mam konsultację na ewentualne zzo, ale tam się wtedy raczej daje oksy, a ja na to jedyne dotąd w życiu podanie oksy zareagowałam fatalnie. Tylko, że wtedy to było PO urodzeniu i zabrali zaraz.
Tak ze więc mam nadzieję, że opcja wywoływanie się wcale nie pojawi.
Niby nic, ale jakoś mnie wczoraj zdołowało. Pewnie jak by mnie tak nie bolało, to bym się tak nie urządziła.

Mąż na pociechę zapodał film. Wybrałam „Dziewięć miesięcy”, bo lubię.

I ja – tym razem brzuch dokładnie taki, jaki jest – 114 cm, 10 kg.

Syndrom?

6 komentarzy

Nie chciało mi się pracować, zachciało mi się natomiast rogalików, no to zrobiłam. Siajo ofkors pomagał – dolewał, dosypywał i wyrabiał ciasto. Potem pojechał do przedszkola, umówiwszy się, że ja skończę :).

rogale.jpg

Ł. pyta czy to moja wersja syndromu wicia gniazda. Bo sprzątanie to eee, a okna to już w ogóle bee.

Pregnancy Weekly, w które kiedyś niebacznie kliknęłam zaleciło mi tym razem occasionally kucać, żeby dziecko mogło się ładnie na miejsce przemieszczać (tak napisali). No ja to mam nawet więcej niż occasionally, przy Siaju. On jest lepszy niż szkoła rodzenia, podręcznik i gazety, jeśli chodzi o zapewnianie ruchliwości.
Jest też szalenie empatyczny i ile razy jęknę, bo boli, a niestety poranki są ciężkie, to leci dmuchać, głaskać i tak się martwi. Rozczulające.
Zwłaszcza, gdy dodatkowo kopiuje swego ojca i słyszę:
Co jest totek, mamusiu?

Mniej mnie zachwyca, że zakłada, iż po podmuchaniu wszystko jest ok i mogę: wstać, czytać, obrócić się do niego, przynieść picie, ubrać kapcie (dowolnie).

Ale nie chcę narzekać, bo uważam, że jak o ograniczenie moje chodzi, to super z nim się układa. Naprawdę nie ma awantur o na jączti, schylanie się czy inne takie.
Dodatkowo zrobił się ostatnio strasznie przytulny. Do wszystkich. Może jak i my reaguje na zmiany, które tuż?

I widok zza okna:
13listopada.jpg


  • RSS