cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2007

Tak, pakujemy furę manatków i wybieramy się imprezować. Trzeci rok z rzędu z to samo miejsce i kolejny raz będzie jedno dziecko więcej. Jeszcze na 100% wyjdzie nam tak za rok, bo gospodyni w ciąży jest.

Nawiasem mówiąc strasznie trendi nagle się staliśmy (skutki lektury Twojego Stylu) -  nie dość, że ewidentnie jesteśmy new victorians, to jeszcze domówki robimy – tylko zamiast sushi ewentualnie ziemniaki w kominku. A propos wiktorian to dziwne takie nazywanie normalności nowym stylem życia, ale cóż. Dzięki temu nagle jestem na czasie.

Tak więc Jula zaliczy pierwszą imprezę. W sobotę zaliczyła pierwszy lokal (naleśniki!!!!). Bo tata z Siajem, brat i jego Bogdanka (nasze czułe miano dla jego narzeczonej) pojechali najpierw na basen. Spotkaliśmy się potem (Lulę i mnie wzięli rodzice) u wujka, bo jest tam świetna szopka, duża z kóliczkami i POCIĄGIEM jeżdżącym zawsze chwilę po mszy. Siajo był zachwycony:
-Popatrz jak pociąd sunie po torach. i siup do tunelu! (kłania się „Tomek i przyjaciele” mimo że oglądani w czerwcu ostatnio…)
Zawołał tak jakieś 356 razy i potem nagle stanowczo wygłosił:
-Stop, dość, idziemy do domu!

Był też ofkors aniołek na monety:
Jest aniołet na pieniążti, OCZYWIŚCIE, że jest (tu kłania się Filemon) – [Siajo ma na razie jeszcze tyle miejsca na dysku, że chyba nic nie usuwa. Komentuję, ze jak nie ma innych zajęć czy chęci to włącza sobie książeczkę lub bajkę – leci z pamięci i recytuje dosłownie, nawet długie teksty i zna ich już spoooro).
Niemniej jednak opowiadając o szopce, najpierw wspomina, że był Jezusek, Maryja i Józef, a potem pociąg, co mnie cieszy ;).

No i potem naleśniki, o jak było fajnie.
Zdjęcie zastępczo, bo z szopki muszę dopiero zdobyć, ja nie zrobiłam.
To my na balangę, a jakieś Zusammenfassung to po sylwestrze, a moze przy urodzinach?
Ponadto Siajo właśnie wstał, a Lula też się kręci ;).

Świątecznie

1 komentarz

Świątecznie było i miło.
Posprzątane o tyle o ile, czyli czysto tak, ale bałagan hmm. Tyle zdążyliśmy i już.
Makowiec za to super, w końcu znalazłam perfekcyjny przepis. Przekładaniec też nam wyszedł, orzechy wyłuskaliśmy solidarnie z Ł., dzieląc się nielubianą pracą. Franio z nami piekł, gotował, sprzatał trochę. Nie chcę,żeby myślał, ze krasnoludki to robią, więc swoją półkę z książkami (z moją pomocą) porządkował. Kuchnię natomiast niezmiennie lubi.

Ja walczę z tym, żeby dopadające zmęczenie nie robiło ze mnie zołzy – powoli się chyba udaje troszkę.

A potem lub opłatek, życzenia, wigilia, prezenty.

Siajo z kuzynką dzielnie rozdawali, cała frajda to patrzeć jak roznoszą, z powagą, swoje odkładają na boczek (Emila), u mnie na kolana (Siajo). Teraz tydzień będziemy te prezenty odkrywać, bo tak na raz to byłoby za dużo, obajrzane w pierwszym rzucie, ale dokładniej teraz.

Kolędy. Siajo zaskakuje nas, bo siedzi i stara się śpiewać.

Kolejne dni też miłe, pogoda pierwsza klasa:

I Julcia, dziecko pod choinkę, nasz drugi cudowny prezent.

Miesiąc

3 komentarzy

Jula ma miesiąc.
Nie do wiary. Poród stał się odległym wspomnieniem, pamiętam już tylko, że bolało, a nie jak. Realne jest mała kulka, która jest z nami – czy kiedykolwiek jej nie było?

Bywa nam trudniej i łatwiej. Ale generalnie większość moich strachów poszła sobie – jak zawsze, gdy wyobrażone już się stanie. Bycie mamą dwójki dzieci jest cool. Choć na razie nie mam zielonego pojęcia, jak do tego później ewentualnie mam wkleić pracę :D.

Jula jest silna – trzyma głowę, nie lubi leżeć.

Najchętniej spędza życie na cudzych rękach – w końcu Lula – lubi być lulana.
Umie się złościć, oj umie. Bo:
-kąpiemy zamiast karmić,
-ubieramy zamiast karmić,
- przewijamy zamiast karmić,
- wieziemy zamiast karmić,
- robimy cokolwiek zamiast karmić.

Z czego wynika, że lubi jeść. Nic dziwnego. My też.

Oprócz złoszczenia się, czasem jest NAPRAWDĘ nieszczęśliwa. Wtedy robi podkówkę. I strasznie smutną minkę. Od pierwszego dnia płacze łzami.

Robi też inne miny. Nagłe uniesienie powiek i łobuzerski błysk, gdy pomyślę o odłożeniu jej do koszyka;). Mina pełna entuzjazmy tuż przed rozpoczęciem jedzenia. Niesamowite uśmiech znienacka, np. w środku nocy (niby wiem, że nieświadome, ale nie przyjmuję tego).

Od kilku dni powoli załąpuje, ze wieczorem się zasypia. Koło 20.30-21.00 karmię, potem 1 do 3 razy ją wyjmuję, ciut dokarmiam i odkładam. Zasypia. Potem śpi. Budzi się między 3 a 5.30. Więc chwilowo (tak, wiem ten stan będzie zmienny) jestem zdecydowanie bardziej wyspana niż w końcu ciąży.

Bardzo ją kocham.

:)))

4 komentarzy

Wesołych Świąt!




a…

Brak komentarzy

A przed świętami tak się walczy, jak przeciwnik pozwala, czyli tworzenie makowca :)

23.12

Brak komentarzy

Calendula ma świętą rację. Dopiero co byłam w ciąży, dopiero co ją urodziła, a tu już tuż tuż miesiąc no!
Cóż zrobić, dobrze chociaż jak miło czas nam leci :))).

Porządki jakoś jednak opanowane, kończymy powoli.
Ciasta jutro, bo my najbardziej lubimy takie zaraz z pieca – makowiec i ambitnie z mamą będziemy robić przekładaniec wg ponad stuletniego przepisu. Zapisała własną ręką moja prababka (niestety szalenie bazgrała, strasznie się namęczyłyśmy z odcyfrowaniem), ale starszy na pewno. I kresowy, bo tamci dziadkowie stamtąd.
Aktualnie mamy z nim dwa problemy:
- jak skłonić orzechy, co by się wyłuskały,
- czy możemy nie robić ściśle jak przepisie – konkretnie chodzi o hasło „mięsić 1/2 h” i zaraz potem (znaczy jak ciasto podrośnie) „mięsić 1/4 h”. No my jakoś zawsze krócej drożdżowe robimy…
Ale jakoś te wstrząsające decyzje podejmiemy.

Niestety mimo, że nie żyję tylko na marchewce, to sporo pyszności będę mogła tylko obejrzeć, ale cóż :)

Mamy zimę. I w związku z tym wreszcie miło spacerujemy.

Lista

7 komentarzy

Jednak są jakieś postępy i coś skreślamy z listy porządkowej, którą zrobiliśmy sobie z Ł.
Np. dziś ubrałam z Siajem choinkę – bardzo mu się to zajecie podobało. Znaczy podawał mi bańki, bo nasza choinka kłuje. Jak to sosna.
Rano współpracował przy zakładaniu światełek na polu, a wcześniej pojechał ze mną do pojemników wyrzucić fuuurę butelek (po mineralnej), bo jak była cienka pogoda to tam nie chodziliśmy. Pchał wózek, bo ja niosłam worki z butelkami. Naprawdę super nam dziś pomagał.

A rano…
Zblizają się święta, więc mogę pić hejbatkę ze świętego tubeczka mamusiu.


[Znaczy kubeczak z Mikołąjem, gratis z KDC]

Po południu wpadliśmy di położnej, z którą jesteśmy zaprzyjaźnieni. Gadamy no i w końcu miały się już zacząć zajęcia w szkole rodzenia. Mówię B., zeby dała im Lulę, to na pół godziny ma luz. A ona siup na salę z Lulą. Ale furorę zrobiliśmy :D. Ale przewijać się bali.

Trwa niestety nasza epopeja z bankiem.
Od miesiąca załatwiamy kredyt, a budowa wciąż się posuwa. No i tydzień temu osiągneliśmy dno absolutne – nie u nas na koncie, bo tu dawno, ale i moi rodzice, którzy nam pożyczają też już nic nie mieli (w debecie, kasy to nie mamy od dawna…;)). Pożyczyliśmy jeszcze od brata mamy, żeby dotrwać do świąt.
A bank? Wciąż coś chcieli. Normalnie łatwiej dostać kredyt jak jedna osoba na rencie, a druga na umowie o dzieło plus 3 dzieci (absolutnie prawdziwy przykład mojej kuzynki) niż jak dwie osoby pracują… Problemem był fakt, że miałam 2 miejsca zatrudnienia i w jednym umowa wygasła z chwilą porodu. Tak cudowali, ze w końcu moja mama jako ja zadzwoniła z awanturą, że traktują mnie jak bezrobotną,a mam prace i działalność jeszcze. to się odczepili (jakoś NAGLE SIĘ DAŁO, JAK ZAŻĄDALIŚMY uzasadnienia na piśmie). Wymyślali dalej, w tym bez sensu, bo chcieli dokumenty, w których nie było tego, po co rzekomo je chcieli. Błeee. Jak pan nie zrobił na dzień, co się umówił, to próbował wmawiać Ł., że ze mną umawiał się na 2 dni później. Bo mąż z żoną to nie rozmawiają nie?
W środę zrobiłam awanturę osobiście, bo miała być już umowa. Pan od umowy (wyższy rangą niż doradca zwykły) starał się, ale musiał wysłuchać, co myślę. Doradca-fajtłapa zapomniałą bowiem powiedzieć, ze jeszcze coś chce. i że znowu coś mu się nie spodobało (to już była złośliwość, zaraz się okazało, że jednak nie). Po awanturce na żywo panowie starali się podwójnie. Zwłaszcza żebym już nie przychodziła – nawet dali druki in blanco.
A-  jeszcze kazałam ścigać pana po banku – bo byliśmy umówieni na godziną konkretną, ja mam Lulę w domu (uprzedzałam o tym) i ma się nami zająć nie?
Nie jestem taka zołza zwykle. Raczej lubię załątwiać miło i uprzejmie. Dotychczas tak było i tam. Ale ten doradca, to albo niekompetentny, albo złośliwy. Więc i jego przełożony miał pecha.
Ale ale. Niby wczoraj dali na przelew.
Ale dziś w historii mamy, że przelali całą sumę i wycofali. Miały być transze, więc pewnie komuś znowu nie wyszło. No ręce załamać. Ale jak nie będzie do poniedziałku, to znowu zadzwonimy. Choć przykro to będzie robić w wigilię.

Tylko wkurza mnie wielkopaństwo urzędników (niektórych). Myśmy się postawili na wydumane żądania (no jak mam umowę o pracę do 2016, to naprawdę nie zrobię z siebie idiotki idąc do pracodawcy i żądając pisma, że potem mnie dalej zatrudni. Nikt mi tego nie da). Ja się postawię, ale tylu ludzi, będzie się miotało, wiem co mówię, z przykłądów w rodzinie choćby. Lub donosiło dane o sobie – mimo że nie ma tam tego, co niby chcą sprawdzić. Bo? Procedury niby. Ale jakoś potem się okazuje niekonieczne. Dziwne trochę.
Uf.

I Lula – tchnienie spokoju:

W związku

6 komentarzy

W związku z faktem, że mała postanowiłą mieć niedzień spaniowy (znaczy nie miała chęci spać) na Franiorazie jakoś nędznie wygląda opcja posprzątania czegokolwiek. Ł. próbuje zmniejszyć stertę prasowania (skazane na porażkę, nowe pranie się suszy, no ale nie przyrasta :)).

Spała owszem – po południu -  jak wstał Franio, więc też nie sprzatałam :D.
Nieźle.

Ale prezenty są. I są zapakowane.

3 lata temu o 23.05 życie zmieniło się absolutnie. Urodził się Franio.

Mój najukochańszy synek. Zmienił życie, zmienił nas, to oczywiste. Inaczej wygląda dzień, inaczej wakacje.
Każdą propozycję zawodową oceniam pod jego kątem. Przerzuciłam część pracy do domu, po to by móc z nim odkrywać świat. Nigdy nie będę już całkiem spokojna, bo zawsze jest w tle cichy niepokój o niego. Chce mi się płakać, gdy mu źle, choć wiem, że i to mu potrzebne i uczy go być człowiekiem.

Jest fantastyczny. Oczywiście krzyczy, złości się, ale czasem. Zazwyczaj natomiast jest słodki i kochany.
Lubi się przytulać i dawać buziaki.

Kocha nas – my mu to mówimy, on nam też. A ostatnio:
Kogo tochasz mamusiu?
Wymieniam liczne obiekty moich ciepłych uczuć i pytam:
A Ty?
A ja Lulcię.

Od kilku dni rozkoszuje się wskakiwaniem mi na ręce i na kolana – mogę mocno przycistać mamusiu? Bo jak byłam w ciąży, to obiecałam mu, że jak brzuszek zniknie, to będzie znowu mocne przytulanie.
Uwielbia książeczki.
Uwielbia puzzle i jst w nich naprawdę dobry. Te na jego wiek rozpracowuje sam błyskawicznie. a po kilku próbach z nami umie i takie na 54 małe kawałeczki.
Maluje, ale tylko gdy ma czystą kartkę i swobodny dobór kolorow. Kolorowanki i linie na razie w pogardzie.
Ma bujną wyobraźnię i to mu trochę przeszkadza np. na zjężdżalni.
Pamięć jak mały słonik, sam sobie „czyta” lub cytuje nam bajki.
Gada jak nakręcony, położony wieczorem toczy dialogi sam ze sobą.
Sprzedaliśmy mu część naszych hobby – lubi basen, wspomniane czytanie, chodzenie na kawkę i lody, teraz zaczniemy powoli narty.

Jest naszą rewelacją, spełnionym marzeniem, wymodlonym darem.
Proszę Boga, by umiał kochać, by był kochany. By był szczęśliwy.

A jako że chcieliśmy, by miał fajne urodzinki, to bardzo się angażowaliśmy w przygotowania.
Wszyscy:)).

Dziś jestem zmęczona.
Bo oprócz pierniczków w sobotę, to w niedzielę była impreza z racji jutra.
Trochę miałam wieczorem dość, zwłaszcza, ze Jula je co chwilę.
Ale – chodzi nie o to, że ja chcę zrobić wszystko. Nie, spokojnie odpuszczę sporo rzeczy.
Ale chcę, żeby moje dzieci miały ten taki zaczarowany czas – Święta, urodziny. I stąd pieniczki, Filemon i urodzinki. I zresztą – JA też lubię to wszystko. I lubię z Franiem robić różne rzeczy – jak się cieszy, jak się stara, skupia i przejmuje. I bije nam brawo potem.

[Zresztą robienie urodzin z noworodkiem na ręce to pikuś w porównaniu z wersją zeszłoroczną i nieznośną szefową, która czasem nie respektuje życia. Ponadto pomogli nam rodzice - tata zrobił Franiowi tort, podobnie jak kiedyś robił mi.]

Dziś był więc plan, że trochę spokojniej (choć i tak kochana Lula spała wczoraj do 5.30..). Tylko wypad na spacer z sankami okazał się niezłym fitneslubem.

No to idę na kolację, bo mąż mi zrobił. I poluzuję, zanim zasnę.


  • RSS