cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2009

No nieźle doprawdy, końcówka marca, a Franciszek dziś na nartach jeździł.
Wiosna zdecydowanie stoi w korku, jak ustalił wczoraj syn zainspirowany przedzieraniem się do koleżanki mojej z synkiem kolegą jego (zaimki ach zaimki). My takie trochę dzikusy bywamy, bo zazwyczaj poruszmy się albo krótko autem albo piechotą z przedszkola, więc korki Frania zaskakują. Wiosnę chyba też.
No więc jeździł i calkiem fajnie jeździł. Lula goniła, potem była tak miła i zasnęła w aucie i trochę nawet spała, bo szukaliśmy Franiowi nowego fotelika. Chwilowo bez skutku, ale w zasadzie wytypowane jest i tylko trzeba znaleźć i nabyć. Jak cena będzie wyższa, to jeszcze allegro może.

Wskutek podrózy i koneiczności sporych zakupów (jutro imprezka) na obiad pyzy mrożone, ale dzieci się zachwyciły. Julcia w krzesełku jedzieniowym stroi minki, szczerzy się do nas, lamentuje tylko, gdy zbyt wolno nakładam jedzonko.

Potem Ł. z Julcią na basen, a my z franiem (bo kaszle i nie jechaliśmy) zajęliśmy się nie zrobionym jeszcze (bo fajna zima była) prezentem ze Szwecji. Miło dać trafny prezent.

Siostra po powrocie oczywiśc ie odkryła, że coś robiliśmy i …

Ja powinnam pracować, a kontempluję książki kucharskie pod katem „co zrobię na święta”. Kolacja na jutrzejszą imprezkę gotowa (gołąbki, po serii okazji mam dość sałątek plus zimnej płyty), ciasta jutro, będzie debiut metrowca, muffinki i tort galaretkowy.
Tort zrobiłam też ostatnio, jak byli znajomi z córkami annalogicznie ustawionymi jak nasze dzieci, te same roczniki tylko pół roku starsze. Lila jak zobaczyła to zaczęła wołać: mamusiu, zobacz! Ale pyszności, mamusiu, mamusiu! Franio też zachwycony. To może jutro też się załapię na komplementy;)? Czyli powód wykryty.

Tonę w odmętach zmęczenia pochorobowego, wiosennego, czy cokolwiek. O np. wczoraj Lula wstała nie wiadomo czemu po 4. I w zaległościach pracowych tonę, bo wieczorem nie mam siły.
Szefowa, z którą widziałam się minut 10 we wtorek oświadczyła, że się o mnie martwi, bo jak ja dam radę, dzieci chorują itd. itp. Matka Polka, niezastąpiona, Moja szefowa wsiada czasem na takiego konia, ze gnębi mnie patriarchalny system. Ja się nadaję, moje koleżanki w zakładzie nie, bo nie mają dzieci. Ale chyba miałam minę „za 5 minut złożę wypowiedzenie”, bo znianacka zakończyła, że na pewno dam radę, bo jako kobieta muszę. Normalnie chodzący paradoks. Pożegnałam ją i poszłam, od dawna jestem odporna.

Julia działa czasem jak pasmo powtórkowe, wczoraj malowaliśmy z Franiem, to dziś z rana ciągnie mnie po fartuszek, wodę, farby i siiiiiiup. A potem ciastolina, kolejna miłość od tygodnia i od dawna kochane puzzle. Te mniejsze 10-elementowe układa samodzielnie, tak samo umie duże piankowe. A takie z większą ilością klocków układamy razem kontemplując zwierzęta: owca (baaa), krówki (buuu), koniki (umie tak językiem naśladować), kotki (najświeższe miau z pięknym przeciągnięciem), pieski (hau, ale nie tak jak prosto przeczytana, ona idelanie jak nasz pies leci) i kaczki (tatak – Franio na zasadzie kotła i garnka ją kiedyś poprawiał: NIE TATAT, TWA TWA).
Ostatecznie po iluś puzzlach, namawiam ją na chwilę zabawy z sorterem – nadzwyczajna rzadkość, ze bawi się zabawkami zasadniczo do jej wieku. No chyba, że Franio je tknie.

Gdzieś wcięło hotwheelsy, więc chwilowo nie robimy wyścigów. Ale znajdę je i znowu będzie.

Ale ostatnio nasza córka rozbójniczka ZAUWAŻYŁA, że ma lalki. Do spania lubi tą od nas – strasznie mnie rozczuliło, że pierwsza była ta, którą sama z takim pietyzmem wybrałam. Potem zauważyła drugą i ją taska za sobą i kładzie obok. Lala obserwuje znaczy. Teraz ona też idze do spania. Ale czasem chyba rozrabia i Julcia nie moze spać :))).

Dziś w sklepie Julcia:
MAMA! AM AM BUUUUUUU.
Tak, córka lubi krówki.

Stanąć z nim na ślubnym kobiercu
nawet łzami zalać się
potem stanąć serce przy sercu
i i usłyszeć kocham cię
-
śpiewa pogodnie Janowski.
14 lat temu usłyszałam to od Ł. po raz pierwszy (dokładnie 19 marca było 14).
Prawie 7 lat temu ten kobierzec.
A wczoraj słuchałam tego zmywając z podłogi butelkę soku malinowego.
Starszy z owoców (no idelanie pasuje) naszej miłości pomagał rozpakować i trącił nogą butelkę.
A ile soku w niej było!

***
Mam dziś urlop mamusiu – poinformował mnie syn i poszedł.
Przeszedł jakieś 5 kroków i wrócił.
A co to właściwie jest urlop?

***
W zeszłym tygodniu, gdy szaro było strasznie z powodu pogody i choroby, Julcia siedząc u mnie na rękach, ujęła moją twarz w swoje łapki i dała mi buziaka.

Film

Brak komentarzy

Dzięki mojej mamie, która zajęła się maluchami i jeszcze nas (mnie) solidnie popchała poszliśmy na film.
Na „Popiełuszkę”.
Siedziałam i łzy płynęły mi po policzkach.
Ja bardzo niewiele pamiętam, byłam w końcu malutka. Że tata nie odebrał mnie kiedyś i mama przyjechała tak późno. Tata poszedł do wojska w trybie super pilnym, stracił wcześniej pracę. Jak wrócił, to trzymałam go z całej siły, nie chciałam nawet do łazienki pozwolić.
Że potem tak śmiesznie jeździły autobusy, nie zawsze stawały na przystankach. Że koleżanka z podwórka też czekała na tatę, ale jej nawet na przepustkę nie przyjechał. Był w więzieniu. Potem ywjechali do Stanów, tu wyrzucali go zewsząd.
Ważne, by jednak nie zapomnieć. Nie przykryć pogodnymi komediami Barei. Najgorsza była ta bratobójcza walka. I jak zabili Przemyka ot tak.
Cieszę się, że oglądałam to w kinie. W skupieniu i spokoju. Nie chciałabym w domu, przy desce do prasowania, czy biegając do dzieci.

Piątek

3 komentarzy

Niestety przegłosowali. Jedynie pociesza mnie, że Franio może uniknąć i jeżeli nie nastąpi coś super niespodziewanego, to go wcześniej do szkoły nie zamierzam puszczać.

U nas zima w pełni, tak z okazji pierwszego dnia wiosny, ale w środę udało się nam z Julą wyjść!!!! Tak, wyszłyśmy w słońcu, a część powrotu było w śnieżycy, ale jednak się udało.
Zasadniczo zdrowie nam wróciło, aczkolwiek ja jestem strasznie zmęczona. I wciąż coś mi nie wychodzi. I jakoś nie mam siły po prostu. Jula wczoraj leżała 2 h i NIE zasnęła. Co ciekawe w świetnym nastroju dotarła do wieczora. Czego nie można powiedzieć o Franciszku, który z powodu bezsensownego wbił się w histerię i zepsuł sobie i nam wieczór. Ani dobranocka nie dokończona, ani na sporcik i pogodę się nie zgodziłam (nawet nie pytał), kąpał się sam – bo Jula skonczyła nim doszedł do wniosku, że wejdzie, ani czytania nie było. Byłoby, ale długo myślał nad przeproszeniem (musiał się zastanowić) i zasnął.
Syn ma dużą zdolność konstruowania dramatów:
Mamusiu, jat się zastanowisz, czy jeszcze będę módł tiedyś obejrzeć bajtę to mi powiedz.
Dziś znowu do rany przyłóż.
Mamusiu, co modę zrobić, żeby ci poprawić humor?

Ech

Tylko dzień żółwia miał, ale chyba nie tylko on, bo Ł. opowiadał, że jak przybyli prawie spóźnieni do przedszkola, to prawie wszyscy jeszzce za nimi przybywali.
To na pewno ta wiosna.
10 cm śniegu na podwórku.

Co do Julii imperatorowej to ona ma Swoje Standardy. Biada, jeśli nie stosujesz.
Nosi się kapcie. To nie ma opcji zsunąć jakiś pod stołem, co lubi babcia.
Lula ubiera czapkę? Już nas klepie po głowach, my też, już już, natychmiast. Wizualizuję siebie w czapce w maju:))))).

Nasza wiosna:
Wczoraj:

Dziś:

Wiosnę mamy tu:).
Pomysł by przedszkole, ale Frania nie było i oczywiscie musialiśmy zrobić w domu.
Potem opowiedział pani Danusi i dostał jeszcze fiolet na krokusa.
Kwiatki w ogrodzie też mamy.
Te, które tolerują zimę
Przebiśniegi mamusiu, bo przebijają śnieg!

I malowanie w wersji beta.


Franciszek zapragnął kamienie (więc chodź, pomaluj mój świat). Przyniósł też jeden dla Lu. Ten z przewagą czerni. Były wszystkie kolory, ale czerń w końcu je zakryła.
Mój ulubiony to zielony. Słoneczko na nim jest.

[Miałam napisać notkę do południa, ale poświęcałam czas pisząc maile do posłów. Błeee, ale nie chcę mieć do siebie pretensji. Bo ja jestem zdecydowanie przeciw proponowanej reformie oświaty. A o ile Frania obronię, to gorzej z Julinkiem.]

Ja zdecydowanie nie lubię marca. Mimo że w marcu się mi parę fajnych rzeczy przytrafiło. Ale ten stan między-zimą-ale-już-niefajnie-a-jeszcze-wiosna-żadna mnie męczy. Jest nam w sumie już lepiej – Mamusia złapała smettę, informuje ogół Franciszek ta smecta się mu nieźle wyryła w pamięci negatywnej*, ale zadołowane w domu też mamy dość. Mama dziś została z Julą, to poszłam sama po Frania i ach, nawet wianie mnie nie ruszało. I miło, że w stosownej porze na chwilę lekko pogoda wyhamowała, bo był też dziś śnieg i burza.

Franio źle sobie przyleżał jakoś i boli go kark, przychodzi nocą / świtem i płacze. Utulamy, uspokajamy. Nie śpimy przesadnie.

Burze też domowo mamy:).
Julia urodziła się, aby być imperatorem, Franciszek oświeconym despotą. Julia rozkazuje, Franio jeszcze Ci wmawia, że będziesz wtedy szczęśliwszy
Mamusiu, pobaw się puzzlami, ale nie tat, nie tat… ooo, tat… zrób, prawda, że lepiej?
Julia komunikuje się z nami bezbłędnie.
Opa opa – czyli na ręce. Głównie do mnie, spędzamy tak sporą część dnia.
Brum brum (BRUM BRUM – jeśli tępi rodzice udają że nie rozumieją) oznacza coś przenieść, wynieść, wyjąc Julę z krzesła. Tak, miewam opory, jak właśnie przyniosłam krzesełka i stolik z ich pokoju do ogólnej części, a ona dysponuje spowrotem.
I rządzące – DEŃ – z pięknie wyciągniętą ręką, którą mozna podziwiać na każdym obrazie archanioła wyganiającego z raju. Czyli idziemy.
Na dół mama
Na górę mama
Córko piję kawę
DEŃ, DEŃ, DEŃ!!!!
 

***
Ja teraz będę drzał.
Ale co grzał? –
syn nie zawsze wymawia g, więc domniemuję. Błędnie.
Albowiem on drzał przez d. Papiery drzał. A Wy lubicie drzeć?

***
I ponieważ pojawiły nam się do czytania książki dłuższe niż-na-raz, to zrobiliśmy:

A ponieważ syn jest hurtownikiem i musiał zrobić dla każdego, to mieliśmy kolorowo. Obecnie Franio używa swoją (jest w Encyklopedii, którą czytamy do poduszki, o czym jeszcze będzie) i Julciowej – w Chatce Puchatka. Reszta u właścicieli. Moja w Cusslerze.

* Moim zdaniem Franio ma taki zasób pamięci, gdzie gromadzi to czego nie lubi i argumenty na obronę przed tym. Głównie ma tam buraczki i barszcz, teraz dorzucił smectę.

Bu

3 komentarzy

Julcia powoli, ale ma się lepiej, zaczęła biegać, jeść i pić. Bo do połowy piątku to musiałam ją przenosić z miejsca na miejsce, sama się słaniała.
I jak jej się zaczęło poprawiać, to mi się spektakularnie pogorszyło.
Sms do taty: „Ratunku!” Przybył i sam stwierdził, że niesamowicie szybko się rozchorowałam. A więc wirus zarotował i teraz dręczy mnie. Niemniej dziś lepiej, ale wczoraj po południu to priorytetem było przetrwać. Dzielny i kochany ojciec mój, zrobił z Fraciszkiem (i z książki Franciszka) maxi postne kluski – kładzione. Dzieciaki się zajadały, Jula po dwóch dniach niejedzenia poczuła wilczy głód. Ja zjadłam jedną…
Nie smatuje ci mamusiu? – w głosie syna gotowość do smutku, więc zapewniam, że pyszne, tylko jestem chora, przecież wie.
Tak, wie, w zasadzie jest empatyczny:
Bardzo jesteś chora mamusiu? Tat jat ja?
A też nie lubisz tego otropnego lekarstwa?
Ale wiesz, że ono zwalczy batterie?
-Wirusy, tak wiem i dlatego wypiję
….
….
….
A czy przy odlądaniu będziesz spotojniejsza?
Noooo…
To puszczę ci jedno z moich było sobie żyć.
:))))
Poza zasadą, to matki powinny mieć zakaz chorowania, w każdym razie dzieci ciężko to znoszą.
Julia nieszczęśliwa, gdy nie chcę jej nieśc po schodach (zawroty głowy), Franio co chwilę zapomina i wiesz się na mnie, względnie wchodzi.
Lub:
Mamusiu lepiej się dziś czujesz – 6.30 AAAAAAAAAAAAA
Noooo
To dobrze, to wstaniesz zrobić nam śniadanto?

Wstaliśmy. Ł. też i zrobiliśmy. Aczkolwiek nie o świcie, jakoś na bazie Franklinów i tulenia dotrwaliśmy do 8.

Dziś jakby wiosenniej.
Aczkolwiek Franio z Ł. pojechali na narty:)

***
Franciszek budząc się z zamyślenia nad jajecznicą:
Bynajmniej…To ma sens!

Przebieraj ją w jasne rzeczy – zasugerował mąż wychodząc do pracy.
Wczoraj zrobił dwa prania i teraz na kolejce mogą być jasne. Logistyka wirusów żołądkowych.
Julcia dziś zdecydowanie kiepsko, wymioty zmieniły się w biegunkę i niestety od południa nie chciała nic pić. Gdy już pełna byłam czarnych myśli o naszym okropnym szpitalu pediatrycznym, udało się dać kisiel i zupę. Potem wieczorem jeszcze na 500 rat pół kubeczka herbaty. I – i tu cieszę się, że nie mając za bardzo wizji, jak odstawiać dziecko, zwłekam z tym – wieczorem moje mleko.

3/4 dnia spędziła leżąc na mnie lub będąc noszoną. Chwilami ma zrywy do życia, ale zaraz się męczy i kładzie. Wieczorem w wannie nie miała siły na zabawę. Ale teraz śpi spokojnie. Byle do przodu.

***
Franciszek podczas modlitwy wieczornej:
I nie budź nas na pokuszenie…

***
Franio nadrabia posiłki. A że posiada własną książkę kucharską – Cecylii Knedelek (nawet odkryłam dziś, że wyróżniona w Dziecku:)), to kontempluje ją chętnie (pisałam, że oglądanie książek kucharskich to jedno z jego hobby?) i wybiera, co by chciał. Wczoraj w ramach szukania przepisu na szarlotkę (metrowiec od MGiH i Calenduli musi czekać, bo z masą, ale urodziny męża coming soon). znaleźliśmy też opcję na kolację. Ł. nieźle z nas polewał.

Wirus

3 komentarzy

Franio poradził sobie, dziś nadrabiał te trzy dni mało-jedzenia. Ale w południe wirus pokonał Julcię. Od 13 do przed chwilą na zmianę wymioty i biegunka. Na szczęście pije, a nawet chciała jeść. Więc póki co się trzyma. Niemniej okropne były godziny między 13 a 17.30, gdy tylko spała lub ja ją nosiłam, bo nie miała siły sama. Schodziła mi z rąk, dwa kroki i wracała kładąc od razu głowę na moje kolana. Zero gadania, zero kłocenia się z nami, zero uśmiechu. Potem nastąpiła regeneracja, ale niestety wirus wciąż jest, chwilę temu była akcja „Spokojnie Lulciu, zaraz zmienimy piżamkę, zaraz będzie dobrze”.
Boję się pogorszenia i tak strasznie mi jej żal, biedna nic nie rozumie, rzy wymiotach ewidentnie się boi, co się dzieje.

Komplementy

1 komentarz

Czasem
syn
jest uroczy:

Jestem tati jat ty mamusiu. Cały dzień robię różne pożyteczne rzeczy.

[rzekł Franciszek wieszając pranie]

***
Liskowi i Milence dziękuję za urocze popołudnie. Zebranie poszło bdb:))). Na pewno zasługa Mi.


  • RSS