cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2009

Ziuuuuu

3 komentarzy

Po dniu chaosu wieczó robi się spokojny. Spakowaliśmy pół domu, upiekłam jagodzianki i mleczne ciasteczki z moichwypieków.blox (polecam, wszyscy się zajadają) na drogę. Tak, można by sobie odpuścić jeszcze jagodzianki, ale taki fajny nastrój się zrobił.
Położyłam dzieci – Dziękuję za ucztę – oświadczył Franciszek po zjedzieniu małej kromki chleba z żółtym serem i wypiciu kakao.
Franio niesamowicie przezywa wyjazd, cały dzień z nami biega, nosi, przynosi, odnosi. Jul robi zamieszanie i na każde hasło o wyjeździe włada buty, przy czym jej zdaniem jedyny słuszny kierunek to ciap ciap.
Lało bardzo bardzo, przeciekło nam okno, jeszcze je uszczelnialiśmy :).

Znikamy, jedziemy nad morze na dwa tygodnie, ach!
:))))))))))))))))))

Domowo

2 komentarzy

Dziś z dedykacją dla Babi, której to obiecałam już jakiś czas temu, ale najpierw nie mogłam zdążyć, a potem jak się ten regał zawalił, to nie miałam chęci dawać zdjęć, jak akurat nie było. Ale dziś uroczyście książki zostały przywrócone.



A więc książki wyszły z pudeł.
A my na balkon (stara fotka, teraz mamy kwiaty :)).

I Franiowe miasteczko


Letnio

1 komentarz

Jest nam cieplutko, gotowanie staram się załatwić piorunem, jemy w ogrodzie.
Budujemy z lego, kąpiemy się (znaczy kąpią się ci poniżej 1,50 mw  baseniku).
A tu proszę Titanic rulez.

Generalnie najfajniej się produkuje katastrofy.
Ewentualnie indywidualne podtopienia.


A gdy wieczorem wreszcie pojawi się cień, to wtedy zaczyna się:)))



Dodatkowo wczoraj wycieczka ciap ciap, czyli nad rzeczkę, a przedwczoraj…
Przedwczoraj – 3 matki, 7 dzieci, dwa wózki, 1 zakonnik (brat koleżanki) i 5 km Kalwaryjskich dróżek. Dzieci to z 8 km.
Mimo trudu i mimo faktu, że przeżycie uchowe to inne niz stadardowe, było świetnie. Kolano i boczek obdarty (Franio), Ubranie przemoczone (Ola i Piotruś). Wózkiem jechali prawie wszyscy, poza 10-letnim Szymkiem (tylko siadł), bo mu nie dali :)))). Każdy coś wyniósł z wyjazdu. Tymuś np. łyżeczkę z kawiarni. A Piotr, Ola, Szymcio i Franio – masę drobnych pieniążków z fontanny, ale wszystkie radośnie wrzucili spowrotem, bo clou to było łowienie.
Fajbi fajbi – zachwycała się Julcia w kapliczkach. Fakt, pomalowane było pięknie.

Wien

2 komentarzy

Nie było nas, bo…

Na 7 rocznicę ślubu dostaliśmy od rodziny voucher – na weend w Wiedniu, plus opieka nad dziećmi.
Byliśmy tam zaraz po ślubie.

No więc szuuu…..
Było wiedeńsko, idyllicznie, cudnie.

Grinzing – ta sama knajpka co 7 lat temu, wtedy grajkowie zagrali nam tango milonga Santor, bo chcieli coś po polsku.

Torebusia. Szynszylki

Sukieneczki dla lalek.

Najbardziej lubię gotyk. Ad maiorem Dei gloriam…

I Cesarz Franciszek Józef. Workaholic. Zawód: cesarz.

Schoenbrunn

To co lubię w Wiedniu najbardziej.

Nie zwiedzaliśmy. To, co ważne już kiedyś zwiedziliśmy, oczywiście jeszcze by sporo było, ale.
Ale teraz po prostu cieszyliśmy się weekendem.

Niezależnie od zawodowych smuteczków, które tak sobie egzystują, ale jako że niewiele więcej mogę zrobić, to nie chmurzą mi dnia w całości, jest nam raczej idyllicznie.

Piasek przesypuje się dzieciakom między palcami, a woda chlupocze w baseniku (poza już nie chlupocze, a onie z radością ją tam wysyłają), ukłądamy klocki lego, zbieramy wiśnie i robimy konfitury (Franio dryluje), pieczemy letnie ciasta, typu biszkopt z wiśniami i gotujemy tak, by zajadać się dostępną zieleniną. A jemy w ogrodzie, dziś naleśniki z serem i szczypiorkiem, Franio z miodem, bo Kubuś Puchatek rządzi, zdecydowanie.
Jak wieczorkiem robi się lpeiej, to jeździmy na rowerach, Franio skrupulatnie notuje zwycięstwa swoje i tatusia, dziewczyny nie nadążają zdecydowanie. Julia do lekkiej letniej sukienki zmienia sandałki na kaloszki i tak mniam mniam idziemy zebrać poziomki i maliny.
Franio zasypuje nas słowami, tworzy na komputerze okrągłe ciasteczko, takiego pieguska, drukujemy, koloruje, jest.
Czy jego też mogę zabrać do nieba? Tak, do nieba, zestaw rzeczy ukochanych, aczkolwiek nie teraz, jak już będę stary i się nażyję.
Leczymy wuja, który obok u rodziców na rekonwalescencji, uczymy go lepszego żywienia, odkrywa lekkie jarzynowe zupy. rybę pod ziołową kołderką czy kurczaka z cukinią i pomidorami. Gotowanie to moja miłość, komponuję sama albo kopię po książkach i necie, podmieniam składniki, próbuję. Rodzina je, nawet jeśli akurat nie bardzo. A wczoraj grill.
Ostatni czas Franio nas martwił, nie chciał za bardzo jeść (jak na moje dzieci, bo z takim niejadkiem to i tak by się nie równał), grymasił i bardzo nie chciał pić, ale zdrowieje, pije i wcina, zamawia dania, na śniadanie parówka, biały ser, cebulka, pomidor,ogórek zielony i małosolny plus kromeczka, po zupie dziś przybiegł, taka była pyszna.

A czasem prawem kontrastu idylla gdzieś się chowa, wczoraj runął nam regał z książkami, pociągając lampę. Dzięki Bogu, byliśmy na zewnątrz, choć zazwyczaj o tej porze już powoli w stronę spania.
Trochę mi przykro, bo miłe bibelotki, takie ważne się potłukły, ale
Tak, wciąż ma przed oczami obraz, że Franio tam siedzi, ogląda Puchatka.
Panie Boże, dziękuję.

Julcia wciąż nie ma szkarlatyny. To dobra wiadomość.
Z mojej strony, to częśc problemów była uprzejma się zintensyfikować, a część spraw wreszcie zakończyłam. Poza tym pogadałam z Ł. i mamą i jednak mi lepiej, chociaż rozwiązania na razie kiepsko się rysują.

A wiec co można robić z chorutkami?
Można malować, a jak się do malowania podejdzie z rozmachem, to dopiero jest.

I dostajemy piękną mapę podróży św. Pawła. Aktualnie wisi na ścianie, okręty parkują.

Tematy malowania wybiera syn. Syn zasadniczo maluje rzeczy typu mapy, schematy budowy maszyn do robienia poduszek czy łodzi podwodnych, albo np. kamienie złota czy fale harmoniczne.
A następna mapa do malowania już jest w analizie.
Analiza bywa męcząca, zwłaszcza wieczorna.

Można też pozbierać owoce w ogrodzie i zrobić pakiety kompotów na zimę.
Teraz zrobimy zapasy, a w zimie będziemy mieć w sam raz:)).

A w niedzielę kawka w ogrodzie.
Niektórzy morele.
Inni też kawkę.

A jeszcze można wywieźć rodzinę i psa na spacer.
Prawie jak na … np. Warmii.

O, proszę

I jako podsumowanie zbuntowana córka.

Jak już pokrzyczała, upewniła się wielokrotnie, że JEDNAK nie pójdę w przeciwną stronę, to baaaaaardzo powoli szła za nami. Oczywiście tylko, jak nie patrzyliśmy.
Franio już siedział w aucie, koło babci, bo jak stwierdził nóżki go bolały. Ale że córka szła baaardzo powoli, to wypoczęły i (relacja babci), ocknął się nagle i oświadczył:
Gdzie ona jest? No nie, idę po nią.
I poszedł. Wziął siostrzyczkę najukochańszą za rękę… I przyszli.

Opary

Brak komentarzy

Na oparach to ja jadę. Franio znosi szkarlatynkę nieźle, Ale rozchorował się też i to solidnie Ł., a ja sama biorąc antybiotyk też średnio się mam. Tymczasem trwa konkurs, kto zdobędzie mamę. Robię coś z Franiem, to Jula musi, po prostu musi też. Dziś natomiast jeszcze wykombinowała i czaiła się ze swoją książką, jak Siajo na chwilę odszedł, to siup na kolana.
Ap Deń! Czyli Julcia skacze.

Deń miał niestety dziś humor bez kija nie podchodź, ech.

Skrzynka mailowa żyje swoim życiem, ciągle ktoś coś chce, czasami niestety szefostwo, ale i nie-szefostwo zmusza do racy, w końcu obowiązki to obowiązki.

Jakoś nie bardzo mi wychodzi cokolwiek, poza obiadem i deserem dziś. Może jest coś w tym, że po całym dniu z dziećmi kreatywność nie do konca chce być? W zasadzie to mogłabym gotować dalej, a piec jeszcze lepiej, a niech ktoś za mnie napisze. Dużo do wyboru.

:((((

2 komentarzy

Wysoka gorączka u Frania wzbogaciła sie o ból gardła i już w poczekalni u lekarza o wysypkę.
Czyli – szkarlatyna :((((
Biedny maluch, leci przez ręce, jak tu ta temperatura rośnie. Na urodziny kolegi w sobotę nie pójdzie:(.
Martwię się o Julcię, bo dopiero co miała zapalenie krtani. Szczepienia wciąż nie można zrobić i odstęp od poprzedniej dawki robi się duży.
Mi po 2 dawkach antybiotyku jakby ciut lepiej.

Optymistycznie? Pani dr stwierdziła, że do wyjazdu to już wszyscy wyzdrowiejemy.

Życie nie szczędzi zwrotów akcji, no bo czemuż niby właściwie?

Weekend totalnie idealny. W sobotę udało się wreszcie do długo odkłądanego Parku Dinozaurów (bo jak Franio anzbierał książeczke i mogliśmy jechać, to albo Lu chora albo lało albo imprezka jakaś).
Było świetnie, po samej części dinozaurowej chodziliśmy 1,5 h. Jako gadżet Franuś wybrał sobie kostke selenitu. I ma.

połknięci i wypluci

Paszcza i paszcza



Franio pierwszy raz na gokarcie. Byliśmy z niego dumni – jeździł naprawdę spokojnie, pewnie, nie gazował (jak ja sobie przypomnę moją pierwsza jazdę, to…), nie zderzał się prawie.

Jul w swojej ulubionej wersji i krzywe lustra – jak ja ich dawno nie widziałam!!!

I poskramiacz

A w niedzielę Oravice i termalne baseny, ach jak fajnie.

Niestety dołki też są – pracowe to raz, ale gorsze, ze dziś nie wiadomo z czego u Frania bardzo wysoka gorączka. Znowu lekarz?
Zeszły tydzień zaliczylam 3: kardiolog Julci (EKG lepsze niż rok temu, szmer bez zmian, raczej wszystko ok, ale za rok kontrola), chirurg – oboje, Franio ćwiczyć, bo płaskostopie, Julik znacznie lepiej, gipsy wyrzucamy, ale jeszcze ciut jest, jak nie ustąpi, to będą metalowe wkładki, kontrola za pół roku. Jako trzeci był alergolog dla Frania – będą testy. To w tym tygodniu szczepienie Juli może i pokazać te wyniki związane z wątrobą.
Do tego prace, testy, wnioski.
Poziom zmęczenia – obezwłądniający, zwłaszcza, że po ponad miesiącu nie-wyzdrowiania, znowu boli mnie okropnie gardło, no i lekarz, zatoki i antybiotyk.
Ale jest ciepło, jeździmy na rowerach, kąpiemy się w tej starej piaskownicy;), byle do przodu.

7+7

5 komentarzy

7 lat temu, było tak samo gorąco, tylko nie było burzy.
Jeszcze 20 minut miałam mieć na głowie welon;).

7 lat po ślubie, 14 lat razem.

Jakaś scenka – akurat ostatnio mi się przypomniało. Z czasów mocno przedmałżeńskich, klasa maturalna. Wracamy wieczorem, Ł. mnie odprowadza, śnieżyca straszna, śnieg leci poziomo, ostro, oczy mi łzawią, boli.
Zamknij oczy i trzymaj się mnie.
I tak szłam.
I dziś jak najbardziej poszłabym za nim z zamkniętymi oczami.


  • RSS