cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2010

Jestem w Monachium. Pogoda piekna. A jak u was? – Ł. poleciał i meldował z przesiadki.
U nas też, nie pada, tylko mży – i nie pisałam tego z przekąsem. Jestem lepiej, prawie cały dzień tylko mżawa, lania ok. godziny. Miasto spokojne, ludzi jeździ mało. Ulicą koło przedszkola przestała płynąć rzeka, pani dyrektor twierdzi, że wszystko już ok, więc Franio jutro wraca.
dwa dni na wysokich obrotach, bo dojechać, wrócić, jak będzie. Jak wczoraj wróciłam, to zeszło ze mnie 300% energii. Smska od Liska zobaczyłam koło północy dopiero. Dziś ugotowałam grzybową, zrobiłam spaghetti, przywracam normalność. Julcia się uspokaja, po niespokojnym poniedziałku pilnowała nas kurczowo. Jutro zrobimy biszkopt z rabarbarem.

A skoro Niemcy, to moje były takie (padało a jakże, ale fotki strzelałam pomiędzy):

Księgarnia

Lunch

Hmmm.

Moja biblioteka

Ot takie

Herrenpark

Ogród księcia

taki niemiecki nie? Choć z nazwy to francuski typ

Ł. optuje za taką chatką

… być najpierw o czym innym, ale jako pierwszy problem wystąpiła praca po przyjeździe, potem się przeziębiłam, potem nastąpiła finansowa katastrofa zawodowa.
A potem wczoraj chciałam jechać do Krakowa. Już prawie wychodziłam, gdy tata zadzwonił, żebym nie jechała, bo ani od Wadowic ani od Zatora nie przejadę. Najpierw byłam zdołowana, bo raz, że zajęcia, dwa że te finansowe sprawy chciałam załatwiać i jak raz ten tydzień mi nieobecność nie pasowała. Ale po przemyśleniu uległam (i całe szczęście, bo zakładając, że bym jakoś jednak przejechała, to wjeżdżam od Debnik zawsze, a tam już zalewało. A dziś co bym zrobiła?). Druga wizja, to był pociąg, ale tu tata mnie od razu doinformował, że torowisko w Czechowicach zalane.  Ostatecznie Ł. wymyślił, że wyjdzie wcześniej z pracy i mnie zawiezie. Więc odwołałam zajęcia, a po południu włożyłam kaloszki (butki do plecaka) i pojechaliśmy. Dziś wędrowałąm po Krakowie, udało się mi wszystko załatwić i to chyba pozytywnie. Kalosze się przydały. A o 13.45 przerwano mi zajęcia, bo rektor w trybie natychmiastowym nam je zawiesił. Więc udałam się (piechotą, bo korek był już straszny) na dworzec i pojechałam do Katowic. A stamtąd tata mnie przywiózł do domu. I oto wróciłam, uf.
Co widziałam po drodze, to lepiej nie mówić, straszne to było.

I bez polskich znakow, bo jestem w Niemczech:). Nazywa sie to kwerenda biblioteczna plus jedne zajecia, czyli w zasadzie oficjalnie pracuje, a ponadto zgodnie z zaleceniem mojej mamy - odpocznij tam, bo szybko ci sie to nie  trafi – jakby odpoczywam. O, dzis np. spalam od 23 do 7.30. I czytam przy jedzeniu i nie musze tego jedzenia robic.

Tak ogolnie czuje sie juz lepiej (juz????), aczkolwiek totalnie niesubordynowany Trojka, dalej protestuje na kawe (wiec moja wypija Lu), mleko (nie gotuje rytualnego, czwartkowego budyniu, albo gotuje, jesli nie ma kto, ale ten ktos najpierw mi przeleje mleko do garnka) i surowe mieso.
I dalej bywam bardzo zmeczona niestety, aczkolwiek badzmy uczciwi, oprocz Trojki przyczynia sie do tego ilosc obowiazkow. Jak nie mam sily na nic wiecej, a dzieci sa tylko ze mna, to klade sie kolo nich i po prostu jestem. Tule, glaszcze, pozwalam wlazic na kolana do woli. Czasem puszczam baje. Bardzo duzo czytamy, oni to takie moliki ksiazkowe. Gramy w gry, budujemy, skladamy, wycinamy. Oni sie tez bardzo fajnie bawia razem. Jezdzimy – niedawno np. do glownej bilioteki, na czytanie ksiazek dla dzieci. gotujemy, sprzatamy. Wychodzimy do ogrodu, oni sie gonia, ja jestem w centrum, siedze sobie. Przybiegaja co chwile, Franio pokazuje sasanki (i mial racje, w ten sposob poznalam, jak wyglada sasanka). Jak ktos jest, to korzystam, bo odpoczynek jest nam konieczny.

Smallangel pyta, czy sie boje. Ale oczywiscie, zwlaszcza, ze generalnie strachajlo jestem. Porodu sie boje, ze bedzie jeszcze gwaltowniejszy sie boje (dalej przekonuje L., ze tym razem on sie wykaze, ostatnio sprzedalam te czarowna wizje przyjaciolce, co w lipcu trzecie bedzie miala, tez jest za. L. sie nie opiera, przeciwnie deklaruje chec, co mu w koncu szkodzi).

dalej pracy sie boje, generalnie tu jest dosc ciezko, to osobna notka bedzie.

I boje sie radzenia sobie troche, o finanse sie boje, szkole Franiowi musze wybrac, Jula moze pojdze do praedszkola, to jak to bedzie.
I oczywiscie, to jak to wszystko wyjdzie. Nie martwie sie jakos super zadroscia, ona bedzie, musi byc, ale o cierpliwosc wlasna, aby kazdy mial nas. Franio potrzebuje mnostwo naszego czasu, ale to procentuje niesamowicie, Julinek to samo, i tak tez bedzie z Trojka. Ja jestem przeciw przekonaniu, ze mozna oczekiwac od dzieci w tym wieku, ze mniej nas potrzebuja. Czego ucze to, ze nie zawsze wszystko jest mozliwe natychmiast, bo ktos inny lub czasem i ja sama tez maja swoje prawa. Nie znosze argumentu ‚bo jestes starszy’, moze dlatego ze sama jestem starsza siostra:)? Ale fakt bycia starszym nie jest przeciez przestepstwem.
Julinek jest zazdrosnikiem, ale z drugiej strony od zawsze ma brata (i mimo zazdrosci o niego uwielbia go niesamowicie  – i leci wydrzec mu w reki, cokolwiek on akurat pozyskal). Wiec moze bedzie jej nie tak zle. Bo generalnie to fajnie miec rodzenstwo, i na tym gruncie stoimy.


  • RSS