cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2010

Jutrek

2 komentarzy

Czy już jest jutrek? – spytała Julcik dziś wieczorem, ubierając piżamkę.

Tak już jest jutro, czyli jedziemy na wakacje.
Cały tydzień piekliśmy ciasteczka do wakacyjnej kawy.
Wyprasowaliśmy milion rzeczy.
Spakowaliśmy też jakiś milion.
I po cichutku znikamy sobie na razie:)))

Letnio leniuchujemy. O tyle o ile. Bo po pierwsze w poniedziałek jeszcze obslugiwałam egzamin II stopnia. Ale to jeden dzień. Za to teraz wczoraj, dziś i jutro też pieczemy ciasteczka. Wakacyjnie. Dziś kruche cytrynowe – wycinane foremkami Julci i Franklinowe (przepis w „Franklin i ciasteczka”).

Trójeczka wczoraj zbadany, kręcił się na usg niemiłosiernie, ale w końcu go pomierzono. Waży 1300 g, czyli przybrał w miesiąc 400, a u mamy waga stoi. Nic dziwnego, jak ciepło jest. Od wagi startowej mam 2,5 kg +, realnie 4+, bo najpierw schudłam. I tak sobie chodzę z piłką do koszykówki. Ciśnienie pełza (90/60), ale cukier bdb i na razie wciąż bez żelaza.
Dzieciaki odkładają dla dzidziusia poziomki, malinki, głaszczą brzuch. Julcia długo nie interesowała się Trójką, w koncu ma swojego idola, Franusia, ona z Franusiem, tylko z Franusiem, żeby Franuś też, czy Franuś idzie się kąpać? Ale jakoś z miesiąc czy trochę więcej temu zainteresowała się, teraz głaszcze, tuli się i pyta, kiedy dzidziuś wyjdzie. Niemniej jest to inne niż jak Franio czekał na nią, wiadomo, oni są w dwójkę.

Zmieniliśmy modus operandi czytania wieczornego, bo i tak Jul wychodziła i leciała zobaczyć, co czytamy Franiowi, to teraz czytamy hurtem. Julcia sobie przynosi, a Franio wieczornie Misia Uszatka. W dzień różnie, Puchatki, Frankliny i inne, a Frańcio obecnie szaleje na punkcie książki „Jak to się robi”?, dostał ją od dziadków z okazji zęba pierwszego i teraz opowiada mi np. jak sie robi świece woskowe, zapałki czy piłkę bejsbolową.
Pisałam, że byli ze mną ostatnio u mojej dr ginekolg? Też ją zasypał pytaniami i był przeszczęsliwy, bo mu pokazała, jak mierzy Trójkę i dala wydruki. U kardiolog z Julcią (szmery coraz mniejsze, następna kontrola za 2 lata) też ogladał echo serca. Cytat dosłowny:
Co prawda nie wiem jeszcze wszystkiego o leczeniu, ale przynajmniej połowę tak.
Urocza dr B. , mama mojego kolegi z klasy, uspokoiła go, że ma jeszcze czas.
Sam Franio po tzreciej próbie potowej osiągnął po pierwsze wynik mierzalny, co już było sukcesem, a po drugie co prawda wciąz ponad normę, ale znacznie mniej niż ostatnio. Widmo mukowiscydozy się oddaliło, a kolejna próba we wrześniu. 27.09, może zdążę:)))?
Za to mamy skierowanko na rehabilitację, bo leciutki przykurcz mieśni i słabe te mieśnia brzucha (przy okazji tych pró fizjoterapeutka to zasugerowała i lekarze tym razem poszli tym tropem). Franciszek? Zadowolony, bo od czasów, gdy Julik tam bywała z nóżkami chciał poćwiczyć u pani Asi. Cały on.

Letnie dni bez przedszkola to niezła próba. Z jednej strony bardzo na to czekali, z drugiej muszą się zgrać na calusieńki dzień. Więc typowo letnio, ciepło i czasem burzowo, były i rękoczyny, które są zdecydowanie potępiane, ale cieszy mnie widoczny progres. Julcik ostatnio jak walnęła Frania, to z własnej inicjatywy poleciała przeprosić, zawsze też pilnuje, że coś dobrego on też ma dostać. A Franio – jak Julinek pomazała stolik kredką – sam z siebie umył, żeby pomóc siostrze i zrobić mi przyjemność. Nie chcę jakoś co chwilę ingerować, jak napisałam nie toleruję agresji i ciagłego skarżenia. I dobrze nam. Plus pomagają mi bardzo, dzielą pranie i pakują pralkę, przynoszą mokre do wieszenia, sprzątają ze mną. Nie kryję przed nimi,  że wielu rzeczy nie mogę i działa to bardzo dobrze.
Ale i tak wieczorem jestem taaaaaaaaaaaaaaaaaaaka zmęczona:).

4 lipca byliśmy oczywiście zagłosować. Franciszek poszedł ze mną do kabiny, zaznaczył wskazanego przez kandydata, dokonał wrzutu, Julcia wykonała wrzut za Ł. Potem Franio zaczął pytać, więc wyjaśniliśmy:
- ile razy się trafiło, że nasz kandydat wygrał – marnie, rzadko bywamy masowi
- kiedy głos może być nieważny – wszystko miałam na świeżo, bo studentka na pokazowej lekcji WOS omówiła
- jak często są wybory
- czemu są różne komisje i co robią.

Odpowiedzieliśmy.
Temat najwyraźniej okazał się wciągający, ponieważ po powrocie do domu zorgranizowano nam wybory.
Wygrał kandydat 6
Mimo iż ja zaznaczyłam 4, Julcia 5, a tylko Ł. 6.
Ale komisja orzekła taki wynik i nie było dyskusji.

Varia

1 komentarz

Julcia kusi mnie w sobotę w sposób nader wyrafinowany:

Wstawaj mamuuuusiu,
tatuś tupił nowy płyn do prania, pójdziemy zobaczyć?

***

Krótką książeczkę przynieś, bo musisz szybko spać, potem jedziemy po Frania do przedszkola – dialog z córką jeszcze z czerwca.

Julcia przypatruje mi się refleksyjnie…

Ale ty jesteś wielka mamusiu… – no cholara jasna, wiem, że brzuszek to mam, ale czy nawet diecię moje mi to wypomni?

więc mozieś dłuuuugą książeczkę zgoda?

 
***

Julcik zmożony wyprawą do sklepu :)

I posmarowałam sobie buzię mamusiu! Sudocremem a jakże.

Wróżka Zębuszka oczywiście przybyła i zostawiła pod poduszką Frania książkę.

Jest! Jest! Była w nocy i nawet ząb mi zostawila!
Pod poduszką Julci też zostawiła książeczkę, za tamten stratny ząb z jesieni.

A ponadto jest nam ciepło. Nie jest łatwo cokolwiek robić w taki upał, ale radzimy sobie jak możemy. W niedzielę z racji obecności tatusia też moczyliśmy się w rzece, a teraz siedzimy w ogrodzie, dzieciaki chlapią się wodą z basenu, obieramy agrest na kompot. Dziś skubałam ogoni tego agrestu i tak było idyllicznie, Julcia się kąpała, Franio leżał na leżaku i rozważał, o której nadejdzie tyle cienia, żebym z nim zagrała w szachy wikingów  (o 16, była 11…).
Burze z piorunami na razie tylko między rodzeństwem :). Ale teraz mniej, kilka dni po skończeniu przedszkola Franio jakoś chyba odreagowywał, bardzo ostro się z Julinkiem ścinali (Julinek bywa niezłą zołzą).
Skończenie przedszkola była dla wszystkicj lekkim szokiem. Julcia bardzo na to czekała, wcąż chce wszystko z Franiem, ale rónocześnie chce mu też zabierać itd., a on nie pozwala. Franio liczył dni, ale potem musiał się troszkę przestawić. A ja? Ja w szoku, drugi rok przedszkola za nami.
On za raz się ożeni! – mój rozpaczliwy jęk szalenie rozbawił Ł.

Wiem, że nie robimy za wiele, ale nie ma chwilowo możliwości, trudno.
A tu trochę piknikowo, zdjęcia z pikniku z babci pracy, a dokładnie obu babć. Franiowi strasznie się spodobały tym razem konkursy, indywidualne, zwijał smoka i rzucał rzutki oraz drużynowe, choć trudno mu to jeszcze w całości ogarnąć. Potem do upadłego zjeżdżał ze zjezdżalni, Julinka kręciła się na karuzeli, skakała na zjeżdżalni (zjechać się bała), no i upiekła sobie kiełbaskę.

Jeszcze lepszy był piknik z tatusia pracy, ale tu nie mam zdjęć, bieganie po ogromnym boisku było dostatecznie wyczerpujące. Wygrali: czapki, piłki, paletki, skakankę. Najeździli się, franio poskakał, pograł w piłkę. Uwielbiamy ten akurat piknik, moim zdaniem jest on super dla dzieci, tyle atrakcji, plus dowolne ilości grilla, napojów.
Będziemy przez cały podział dla dzieci?
Tak Franiu.
Prawie 6 h.
Pełno rodzin z dziećmi, no i – jak swierdziłyśmy z A. (9 miesiąc ciąży, trzecie dziecko jak my, mężowie pracują razem) – środowisko naturalne ciężarnych, pełno ich było.
A jaki mężczyzna jest najseksowniejszy? Z dzieckiem, małym czy dużym, podnoszący malucha czy grający w nogę ze starszakiem. Zawsze.

Pierwszy!

1 komentarz

DZIŚ WIECZOREM FRANIOWI WYPADŁ PIERWSZY ZĄB!!!

:)))
Na arbuzie.
Taka sensacja, nie mógł się już doczekać, bo tylu kolegów już potraciło ząbki.
No to Wróżko Zębuszko do dzieła!

Nie poszliśmy do kina w czwartek jednak. Zatrułam się tak
pięknie, rany rany, w piątek rano byliśmy 
z Trójeczką pół kilo do tyłu. Na szczęście udało mi się w piątek zebrać,
bo moje seminarzystki po części już od 7 czekały. A tu obrona o 9.00… Ale
obroniły się pięknie, bardzo solidnie, prace tej dziesiątki (6 sztuk zostało mi
na wrzesień, jedna rodziła, a 5 to raczej z grupy leserów) też były bardzo
dobre, uczciwie zrobione, solidnie udokumentowane, bardzo byłam z nich zadowolona.
Przywiozłam do domu bukiet słoneczników i śliczne pióro, które dały mi z
podziękowaniem (może dlatego, że regularnie musiały mi coś dawać do zrobienia
wpisu lub naniesienia poprawek…).

A dziś upał, więc popędziliśmy do Górek nad rzekę, a
co. Dziś z teściami, więc Ł. dojechał później, bo robił zakupy, a ja byczyłam
się w cieniu, poprawka, jednym dzieckiem się opiekowałam. Franio wskoczył do
zastawki i pływał. Po roku chodzenia na lekcje, jesteśmy nader zadowoleni
(toteż już jest zapisany na rok przyszły), bez niczego pływa na brzuchu, na
plecach, nurkuje. Oczywiście jeszcze nie stylowo, ale pełna swoboda i radość z
wody i swoich w niej możliwości. Tydzień temu była pogoda szemrana raczej, więc
pojechaliśmy na pływalnię, to też się prezentował rewelacyjnie, no i wreszcie
przestał się bać i poszedł do zjeżdżalni rury. Julcik dziś też bawiła się
doskonale, a jak ją Ł. przyniósł siniutką i dygocącą, to jakbym siebie z
dzieciństwa widziała. Julcik taka sama chuda, jak ja byłam, jeszcze ostatnio
zafundowała mi mega stres, przy myciu zębów nagle płacz, a za moment sinienie i
bezdech. Ledwo ją z tego wybiłam, to zaczęła się dławić i w końcu zwymiotowała.
Co było przyczyną, co skutkiem? Franuś też raz mi napędził strachu, na sam
koniec przedszkola, 25 czerwca, pani D. dzwoni, kiedy będę, bo Franio
wymiotuje, leży, nie wstaje. Ostre zatrucie chyba, jak po niego z tatą
przyjechaliśmy (ach jak się wściekałam na korki w mieście, akurat od miasta
jechaliśmy, jak raz jeden, nie z domu), leżał taki bladziutki. Ale w domu
powolutku go poiłam i do następnego dnia było dobrze. Więc atrakcje
zróżnicowane mamy.

8:)

2 komentarzy

Wczoraj. Ł. pisze do mnie. Może pójdziemy jutro na to? Albo na to, czy na to? Na skypie
przychodzą kolejne propozycje filmów. No tak, ale jutro? We wtorek? Jak jest
półfinał? Mundial rządzi, Franio z tatusiem mają specjalny notesik na wyniki
(nabyli w tym celu inny program TV niż zwykle, bo dawali notesik), jak chcę na
basen to muszę się zmieścić w okienko pomiędzy i w zasadzie do ostatnich dni
nie było żadnych problemów z ustaleniem, co też włączymy. A tu kino? Jutro?

No cóż, rocznica
zobowiązuje-
na skypie przychodzi uśmiechnięta buźka.

Jestem dobrą,
wyrozumiałą i tolerancyjną żoną… możemy przesunąć…

To na czwartek, bo w
środę też grają.

8 lat temu braliśmy ślub. Dużo? Niedużo jeszcze. Na pewno na
tyle niedużo, żebym wciąż mogła tęsknić i cieszyć się, gdy jesteśmy razem. Czy
dużo się zmieniło? Oczywiście, odpowiedzialność i obowiązki nas kochają. Ale
zasadniczo?  Zasadniczo jest miłość. I
szczęście.


  • RSS