cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2010

Pomiędzy wakacjami, których (nieprzesadnie bogate zresztą) relecjonowanie zajęło mi tyle czasu, a obecnym czasem pełnym normalnie listopadowej szarugi (dzięki Bogu za zeszły tydzień!), robiliśmy jeszcze fajne rzeczy. Bo jako szczęściarze wróciliśmy z  północy i wtedy tam się pogoda zepsuła, a u nas zrobiły się upały.

Więc nasze ulubione Górki:

Oraz szanty na naszym Rynku, jako jeden z letnich koncertów.
Przybyliśmy akurat na dziecięcy kawałek Zejmana i Garkumpela, Franio nawet na scenie wylądował.
Bardzo mu się podobało, bo…
Jak skończyli…
Idziemy mamusiu?
Ale jeszcze będą inni występować.
Mi się bardziej podoba ten zespół!

Ok, to Reksio i Delicje, a co.

Trzecia ciąża to jakby inaczej. Inaczej nawet niż druga, z
pierwszą nie ma co porównywać . W pierwszej, to leżysz i koło Ciebie skaczą. W
trzeciej leżysz i po Tobie skaczą. Myśl ukuta przeze mnie, gdy padłam kiedyś po
powrocie ze sklepu, bo mnie mdliło, a Franio i Lul na mnie wskoczyli. Z książeczkami.

Bo nie ma kiedyś siadać za bardzo. A leżeć jeszcze chyba
mniej. Aczkolwiek mogę oczywiście siedzieć, na podłodze u dzieciaków jak
najbardziej. Ostatnimi dniami już nie daję rady i oni tego nie rozumieją. Trudno
się dziwić, przecież dzidziuś w brzuszku jest tyle czasu już, wciąż mogłam
siedzieć, a teraz lamentuję. Franio jest empatyczny, ale pewne rzeczy
przekraczają możliwości dziecięce.

Nie ma też kiedy przytyć. Przy 37 tygodniach było 6,5 kg.
Panie w przedszkolu zaleciły mi jeszcze minimum 2. Za to brzuch jak
transatlantyk. Przedszkole wie o dzidziusiu, Franio dba o właściwy przepływ
informacji. Co kupiliśmy, ile zapłaciliśmy. Byli z Lu przy zakupach, Franio sam
zrobił listę. Kolega Frania, który wielbi Julcię (a Lu przed nim zwiewa od
nadmiaru atencji), zawsze chce ją prowadzić za rękę itp., doinformował się, że
dzidziuś, że braciszek. I minę miał taką, że taka niesprawiedliwość, Franio ma
siostrę i jeszcze rodzeństwo. Jedynacy chyba nie zawsze są zadowoleni. Wczoraj
pytał mnie w szatni przedszkolnej, kiedy dzidziuś się urodzi, ku konsternacji
swojej babci. Franio natychmiast zaczął rozważać, a co jak się spóźni.
Stanowimy ogólną rozrywkę.

Ogromną zaletą tej ciąży był fakt, że poza 2 przeziębieniami nic mi nie było. Nawet anemii nie miałam, żadnej infekcji,zapalenia dróg moczowych, jak przy Lu.. Cukier piękny, ciśnienie niskie (nawet 90/70), ale to norma u mnie, nawet posiew czyściutki, za to Lactobactillusów dużo.

Pięciolatek mierzy na lalce wielkość dzidziusia i rysuje mi
raport „uesgi mamusiu” (bo to rodzaj żeńska, ta uesgia), sprawdza co tydzień, o
ile zmieniła się waga dzidziusia. Jest tak wciągnięty w temat, bawi się w poród
(albo oni z Julcią chcą się urodzić, pod kołdrą, albo lala rodzi Małgosię),
robi modele jajeczka i plemni czka. Aż go przekierowuję na Wszechświat czy
liczby, bo nie mogę już kolejnej encyklopedii.

2,5-latka rzuca się na brzuch z impetem, „Jest dzidzia, jest dzidziaDelikatnie Juleczko, Psiecies delikatnie.

Dzidziuś pije
herbatkę
” śmieje się i popija ze swojego kubka.

Dziadek sprawiedliwie dzieli maliny na trzy część, dla
Frania, dla Julci, dla dzidziusia.

Wieczorami obezwładniające zmęczenie, leżę na łóżku, czytam
im, a brzuch podskakuje. Trójka też lubi czytanie chyba. Imię gdzieś w
niebycie, może zostanie Trójką? Tak oryginalnie i nietypowo.

Wiedziałam, że nie
będziesz umiała się rozstać z tym imieniem, od chwili, gdy w marcu go tak
określiłaś
– pisze koleżanka.

Co do porodu, no to pogodziłam się już z nieuchronnością, z
tym, że nie mam szans posłać Ł. za mnie. Wieczorem boli mnie wszystko i w nocy
śpię na tyle fatalnie, że nawet nawet powoli myślę, że może lepiej już po. Ale
wciąż nie widzę porodu jako atrakcyjnej alternatywy. Serio to boję się, nie ma
co kryć.

Nie jestem jeszcze
gotowa
– informuję męża. Patrzy na mnie z politowaniem i spokojnie
sugeruje, że jednak chyba poród nie będzie zależał od mojej gotowości. Od ponad
tygodnia przepytuje mnie wieczorem, czy może piwko. Ależ oczywiście, ja się nie
piszę na poród w nocy, przecież spać mi się chce!

Tak poważniej to wczoraj wieczorem już się marnie czułam,
ale potem doszłam do wniosku, że chrzanię, nie będę tak siedzieć i myśleć  i wzięłam prasowanie do „Gwiezdnych wojen”. Zresztą
dziś chcę jeszcze o 15 obronić jedną miłą studentkę. A na urlopie już mi nie
wolno i pozostałe 4 sztuki (ale lesery kompletne) będą czekać. Niemniej zaletą
wczoraj był fakt, ze Ł. spakował torbę do końca. Uparł się i zaczął jakieś 2
tygodnie temu, ale tak trwała niedokończona. A to wczoraj to może nadmiar
rozrywek? Bo i prasowanie i do przedszkola i szarlotkę piekliśmy z maluchami i
obiad.

Zresztą nie ma dobrego terminu: 18-19.09 było wesele kuzyna
Ł., to nie mogłam (nawet zatańczyłam kilka wolnych), potem w piątek 24.09
broniłam tamtą studentkę, 20.09 dopiero brałam wyniki posiewu, 23.09 mój tata
wyjechał na tydzień i zażyczył sobie, co bym czekała do 1.10. W zeszlym tgodniu jeszcze znienacka przetwory mi doszły, bo brat nam posłał 20 kg papryki. Więc leczo, marynowana wg „Miłości nad rozlewiskiem”:), marynowana z miodem plus ekstra małe powidła z czekoladą z Dwóch Chochelek, bo mi się spodobały. 26.09 mieliśmy
nasza (piątą już pielgrzymkę rodzinno-przyjacielską [w tym roku Szczyrk i było
nas ok. 70 osób, w tym kilkanaścioro dzieci! To Twój braciszek będzie? – zapytał zakonnik Franciszka – a jak na imię będzie miał? Nie ma jeszcze,
na razie Trójka? Ale dlaczego? Bo jest trzeci przecież!
],  dziś znowu studentka, 3.10 teściowie mają 35
rocznicę i teściu dopiero po kawie mi zezwolił. Poza tym Ł. ma antybiotyk, bo
przeziębienie go trzyma. Już tydzień temu był u lekarza, wtedy lekkie leki, ale
pani dr zarządziła, żebym może nie urodziła jeszcze ze 3-4 dni. No to nie
rodziłam, a tu mąż dalej chory no! I korektę chciałam skończyć, ale dziś już
posłana.

I tylko babcia Ł., a prababcia moich dzieci, jak Ł. wczoraj
do niej dzwonił, liczyła, że to już…

Ale nawet w kinie byliśmy w poniedziałek, na „Wall Street” i
było bardzo fajnie, tylko hałas Trójeczkę chyba denerwował, bo skakał. Ale
trochę już odpuszczam, w sobotę nie byłam na Błoniach, wczoraj w A. na kulkach
też nie. Bo ja zasadniczo lubię, jak razem jeździmy, nie cieszy mnie zostawanie
w domu.

No i my z Trójką z soboty, też Franiowe.

Franio lubi biegać z aparatem, a i efekty moim zdaniem fajne:)

Sierpniowy ogród

Wrzesień

25 września

Brak komentarzy

25 września, a śniadanie w ogrodzie :))))
Obiad zresztą też, bo były duszonki.

Wakacje 5

1 komentarz

Jeszcze raz wakacje, bo strasznie mi tęskno:). To samo miałam, gdy czekaliśmy na Julcię, zmian się zawsze boję, a było tam nam tak dobrze.

Tu – wnętrze Fischhalle, tej od mojej bułki z makrelą.

Świanoujście by night. Wracaliśmy ok.23, szliśmy przez pół miasta na prom i Franio mi opowiadał coś o limfie z Było sobie życie.

Moja mama:

O czym on mówi? To jest jego zdaniem luźna rozmowa, gdy chce się spać???

Plażowo. Mieliśmy dużo szczęścia z pogodą tego lata. Bo tam było ok, a jak wróciliśmy to u nas się zrobiło 3 tygodnie upału.

Franio po roku lekcji pływania radzi sobie super. Zrzucałam go z materaca na głębokiej wodzie i ze śmiechem dopływał. Na basenie próuje fikołków itp.

Prezes w kąpieli

Poranni piżamowcy próbują swoje pilki. Dla Julci o jakieś 2 m za długa :))).

A wydawało mi się, że miałam duży brzuch. A co dopiero teraz…

Znowu Prasłowianie i wikingowie

Mały prasłowianin

W tym roku oglądaliśmy naparzanie się indywidualne.

No to odjazd siostra

Tak, było cudnie.

Wakacje 4

2 komentarzy

Oceanarium było faktycznie z wycieczek najcudniejsze. My zresztą nie bardzo byśmy się czuli w opcji hotel i basen, raczej musi być łączone, żeby coś zobaczyć, poznać.
Oczywiście takie miejsce to wyzwanie. Odpowiedzieliśmy zbiorowo na milion pytań, mózg nam się gotował. Ciężkim orzechem były czasem nazwy ryb – spoko opowiem o rybie, ale jak jest nazwa niemiecka i angielska, a ryba całkiem dla nas nowa, to jak powiedzieć po polsku? Czasem jeszcze łacina ratowała. Wrażenie jest niezatarte. Już w domu wciąż odpowiadam na kolejne pytania (ile razy na minutę bije serce płetwala błękitnego?), sama zresztą też wycieczkę uważam za jedną z piękniejszych wypraw. Nota bene nie spodziewałam się po sobie, że będę biegać 3,5 h po ocenarium w 31 tygodniu ciąży….

Za robienie zdjęć płąci się 1 EUR, zapłaciłam za jeden aparat, chcę za tatę, a tu miła niespodzianka – państwa razem, jedno pozwolenie wystarczy. Tylko lampy nie wolno, więc nie wszystko się dało.

Flądra
Photobucket

I inni
Photobucket

Photobucket

I śledzie. Dużo śledzi były i szalenie się nam podobały.

 Photobucket
Photobucket

Co do niektórych zwierząt, to nawet ich nie kojarzyłam nigdy w tymi morzami. Rozgwiazdy, gąbki, ukwały.
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

A tu taki tunel, woda z każdej strony, ryby zresztą też.
Photobucket
Photobucket
Photobucket
Photobucket

I Atlantyk, największe akwarium, majestatyczne manty 

Photobucket

Photobucket

Pingwiny i przy okazji widok na Stralsund. Wart obejrzenia.
Photobucket

Morska kipiel, gdzieś wybrzeże Szkocji
Photobucket

 Jest sala zabaw dla dzieci, oczywiście tematyczna, od wsponania i huśtawek-delfinów, przez ścieżkę od bieguna do bieguna, labitynt w wodorostach i przede wszystkich mostek statku podwodnego, gdzie wszystko coś robi, a pod spodem można przejśc i poczuć się jak w głębinach. Maluchy nijak nie chciała sali opuścić, ale chęć poznania Sali Olbrzymów wygrała.
Photobucket
Photobucket

I olbrzymy. Modele oczywiście, nie ma szans na inne. Płatwal – 26 m, max miewa 34m. Doczytaliśmy, że niemowlę płatwala wypija dziennie 600 l mleka…
Na dole leżanki i można sobie kontemplować samemu oraz co 20 minut pokaz z objaśnieniem.
Photobucket
Photobucket

A potem jedliśmy w takie Fischhalle, takim rzeźniku rybnym, ale wszystko można dostać w bułce, plus sałatki, zupy,frytki. O sfiksowaniu ciężarnej może świadczyć fakt, że mi z tych wszystkich cudnych widoków w nocy śniał się bułka z makrelą…
Photobucket

Wakacje 3

1 komentarz

Niemieckie kutorty mają to do siebie, że są urocze. Międzyzdroje (też kiedyś kurort Ostseebad Misdroy) też powoli pięknieją, remontowane są wille i domeczki, ale większość polskich nadmorskich miejscowości jest średnia, dużo bud itp. Tam tak nie ma. A na straganach były piękne rzeczy i drewniane zabawki. Plac zabaw był kamienno-drewniany. I inne zabawy, np. batut na płaskim, dobry dla mniejszych dzieci, Julcia wciąż wspomina „płaskie skakanie”. I co kawałek fontanny plus te ścieżki rowerowe. Jeszcze sporo u nas do zrobienia. Druga ciekawostka, to jedzenie. U nas królują fast foody, są smażalnie i weszły już pieczone ryby. Ale jakoś najwięcej widać teoretycznego jadła jak w domu, czyli kotlet lub kurczak. Tam ryby są na milion sposobów i różne i ta bułka ze śledziem. A jeszcze lepsza była z makrelą, ale to potem. Desery, lody i kawy podobne.
No więc szliśmy sobie miło z Ahlbecka do Herringsdorfu:

Płaska fontanna z węgorzami

To mnie zachwyciło, ale nie piłam :), myślę, że osobom w moim wieku świetnie znane, taki jakby skruszony napój lodowy, kolorowy, kręcący się w pojemniku.

Fontanna, na widok której w mojej głowie błysnęło łaciną (tak, uczyłam się jej przez 3 lata). No bo naprawdę Imago Mundi.

I droga powrotna, Franio szalał z aparatem

Świnoujście

Jako że następnego dnia było średnio udaliśmy się do Trzęsacza i pojechaliśmy wąskotorowką. Co zawsze się dobrze sprawdza. Przez spory korek na drodze dojechaliśmy właściwie spóźnieni, ale pociąg stał, wskoczyliśmy do środka, moja mama, dzieci i ja, a potem gryzłyśmy paznokcie, czy tata i Ł. zdążą zaparkować i dogonić pociąg. Zdążyli. Uroku tej scenie dodawał fakt, że to oni mieli pieniądze

W Trzęsaczu oprócz zjadanego kościoła odwiedziliśmy malutkie muzem na 15 Południku. Małe, ale miłe, takie multimedialne raczej, plus widok na klif i oczywiście potem plac zabaw, bo jakże.

My z góry

Czerwone pajączki na czerwonym pajączku

A następnego dnia mieliśmy naszą najpiekniejszą wycieczkę do Oceanarium w Stralsundzie. Najpierw jazda pociągem, niemieckim – bilet dla 5 dorosłych plus 2 dzieci tam i poswrotem po 100 km – 28 EUR, bo to Mecklemburg-Vorpommern Ticket. W Bawarii też takie były, różne promocje, jeździsz tylko regionalnymi i od 9.00 (żeby nie do pracy) do 3.00, ale dużo taniej, na Bayern Ticket byliśmy z Ł. w Neuschweinstein. Pociąg czysty, punktualny, ech, to też w Niemczech lubię. A i jechał z Polski – Niemcy zbudowali pierwszą stację swojej kolejki nadmorskiej w Świnoujściu.

Kolejka  spora, jakieś 45 minut czekania, ale bez problemów, bo to port, mnóstwo do obejrzenia, żaglowce, hanzeatyckie spichlerze (do Hanzy mam sentyment, miasta hanzeatyckie są urocze generalnie).

Plus mało hanzeatyckie, ale też urocze rodzeństwo

No to powoli start. Oceanarium dotyczy Bałtyku, Morza Pn. i Atlantyku i było dla nas wielkim odkryciem, jak ciekawe są nasze morza, nie tylko tropiki. Choć kolorystyka inna, tu nie ma takiej feerii barw, ale ta groza czasem i dostojeństwo :)…
Muzeum oczywiście interaktywne, z modelami, guzikami, pokrętłami.

Plankton

I model dna Bałtyku, od razu widać, czemu woda w Kołobrzegu zawsze taka zimna, a Międzyzdroje to co innego :)

C.d.n.

***
A bieżąco, to przedszkole. Julcik bardzo chciała iść z Franiem i wczoraj owszem pytała, czy już jest jutrek i chętnie poszła, bawiła się dobrze aż do leżakowania, Franio ją odwiedził przynosząc rysunek (zaskrońca), ale potem odbierałam już zapłakaną. I na razie kiepsko, dziś nie chciała, ona płakała, ja płakałam, ech źle mi.


  • RSS