cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2010

Choć to dopiero pierwszy śnieg, taki jesienny jeszcze (nota bene klimet idealnie, jak wtedy, gdy urodziłam Lu), to oczywiście skoro napadało do dużo, to my na sanki (dziś – jest wtorek, obiercałam Julci powrót z przedszkola na sankach, a Franiowi przejażdżkę szybciej, bo siediz w domu).

No to jazda

No a ponadto zaczął się Adwent, czyli po luźniejszym listopadzie znowu intesywniej. Roraty jeszcze nie, bo Franio pozbywa się kaszlu, ale też będą. Zaczęliśmy od wieńca, serduszka na przygowanie się i postanowień. Bardzo lubię adwent, podobnie jak Wielki Post, bo to czas na odnowienie, otrząśnięcie się. A równocześnie, teraz w grudniu jest tak czarownie. Lubię dekoracje, dźwięki, przyłumione w padającym śniegu dźwięki.

3!

4 komentarzy

Julcia ma 3 latka.

Jednego dnia, początkiem listopada, odebrałam Frania
znacznie wcześniej z przedszkola, bo musieliśmy jechać do szpitala. Więc
skradamy się po schodach, cichutko, ostrożnie. Tak, grupa Julci myje ręce, więc
czekamy. Wychodzą, pociągiem, dzieciaki grzecznie tup tup do Sali, wjechali.
Schodzimy, Franio już już miał się wychylić zza drzwi, gdy z łazienki wypadła
rozwichrzona blondyneczka, w spódniczce w paski, ręce i pozycja na Małysza,
przemknęła przez korytarz do sali – Jeście
jaaaaaaa!

Taka jest nasza Julcia. Ale też nieśmiała przy obcych,
przytulna niesłychanie, mamowa wciąż bardzo.

Potrafi mnóstwo, choć czasem nie ma takich prostszych jakby
umiejętności, bo już, za Franiem, gdzieś wyżej wymiata. Liczy do 14 (no tak
akurat, na tym skończyła), pięknie mówi (o ile nie dzidziusiuje),  buduje zdania wielokrotnie złożone, a dziś
ujęła dziadka, bo pytała „co tu jest napisane”, a nie „co tu pisze”. Chyba
dorosła do zimy, bo w świeżutkim śniegu z zapamiętaniem buduje ze mną bałwany,
a i na sankach wczoraj długo była rozbawiona zanim poprosiła o powrót. Bo
ogólnie jest średnio spacerowa, czy nawet wychodzeniowa. Ot domatorka. Ale z
nami wychodzi jednak.

Ma teraz trudny okres. Czasem daje nam w kość na tyle, że aż
przesłania to jej urok i delikatność. Ale potem zarzuca nam rączki na szyję lub
obejmuje nogi – Psiepjasiam –  i topniejemy.  Sporo się nałożyło, brat, przedszkole i jak
sądzę, jej forma buntu dwulatka/trzylatka. Nie robi awantur (b. rzadko), nie
rzuca się raczej po niczym. Ale łatwo wznosi wrzaski, zalewa się łzami, chce by
jej było na wierzchu. Walczy z Franiem, z tatą, ze mną. Inaczej niż Franio,
rzadko daje się ponieść emocjom, potrafi wykalkulować i przerwać potok łez (i
ewentualnie wznowić też). Bardzo mało podatna na manipulację. Nie lubi TV,
wciąż ogląda max kilka minut, w komputerze raczej tylko fotki ogląda i wybiera
buźki w skypie dla tatusia.

Nasza córeczka. Wyczekana, ukochana.

Imprezkę urodzinową małą rozpoczęło przedstawienie „Teatrzyku
Frania i Mamy” – „Na straganie”. Kukiełki robiliśmy jeden dzień, próby trwały
trzy dni. Jubilatka zachwycona, musieliśmy odegrać drugi raz, z nią. Potem była
laurka od Frania – Julcia czekała na nią od paru dni. Uściskała brata – bajdzo cię kocham –  i nie gryzła tego dnia wcale! Następnie tort –
z zamówionym dinozaurem (tak, tak, nasza Julcia dalej lalki to rzadko, głównie
do leczenia i wśród maskotek, które bierze do przedszkola lub  z którymi śpi (ale górą Kubuś i Owieczka). Dinozaur
– stegozaur dokładnie – to oczywiście wpływ Frania. Dmuchanie świeczek,
jedzenie tortu (Julcia zjadła 1,5 kawałka!). I na końcu prezenty, od nas łyżwy
(bardzo chce, zobaczymy, są regulowane, ma na parę numerów, więc spoko, nawet
ten najmniejszy będzie wymagał skarpet, bo Julcik ma nogę 23/24, a to jest od
26). I laufrad od dziadków. Pełnia szczęścia. Laufrada obecnie próbują  głównie Franio (i dobrze, może na wiosnę
opanuje rower na 2 kółkach). Impreza więc uda w 100 %.

Śnieg

2 komentarzy

Skoro jest, choć niewiele, to od razu trzeba skorzystać.

Julia chciala bałwanki, Franciszek wybrał igloo

Szymcio korzysta też, bo śpi w wózku na polu po 2-3 h. Został we wtorek zaszczepiony i zważony – 4960, nic dziwnego, ze taki fajny krąglutki, aczkolwiek po porównaniu statystyk z książeczek – i tak jest najlżejszym z naszych dzieci w tym okresie.
Dziś bioderka – w porządku i niestety :(((( też ma stópki skrzywione. Ale dość elastyczne, więc masaż masaż, masaż, dr jest dość optymistycznie nastawiony.

I jeszcze – nie do końca standardowe użycie chusty. Oprócz dziecka można tam, jak widać, różne rzeczy chować…:)

Niedziela to ten duży, po małej główce spłynęły krople wody,
mój syn stał się chrześcijaninem.

Cały dzień był dzieckiem pokazowym, reklamą macierzyństwa,
spał w kościele i podczas chrztu, potem jeszcze 1,5 h w wózku, obudził się cywilizowanie,
jak skończyłam jeść obiad, zjadł też, znowu spał, potem zjadł jeszcze raz i już
był wieczór. Posapująca, ciepła kulka na rękach babci, czy chrzestnego –
naprawdę pięknie zachęcał do posiadania dzieci.

Odbił sobie w poniedziałek.

Weekend to
też inny cud, taki mały kroczek. Po dwóch latach zainteresowania,
niezobowiązującego flirtu, powolnego zacieśniania kontaktów, Franio przeskoczył
– nagle, bo tak jest, gdy dzieje się to samoistnie – magiczną granicę i litery
poddały się jego woli. Jeszcze nieśmiało, na razie po kilka słów tylko, ale już
widzę, jak go kręci nowa możliwość. Już nie walczy tak, by złożyć słowo, już
nie tylko poznaje te zapamiętane. Patrzy w litery i one zmieniają się w obraz,
znaczenie. Nie pamiętam oczywiście za dobrze, jak sama uczyłam się czytać (też samodzielnie
i mimochodem), ale pamiętam, jak opanowałam niemiecki. To uczucie satysfakcji,
swobody, smakowania słów, otwierania się drzwi. Mogę, potrafię. Więc obserwuję
zachwyt mojego dziecka z pełnym zrozumieniem.

Nota bene przeskok nastąpił przy czytaniu karty z gazety z
polskimi ptakami chronionymi.

 

Czasami jestem tak zmęczona, ze bolą mnie ręce, aż po końce
palców, nogi, kolana, plecy, włosy chyba nawet.

Po 17 ryzyko błędu wzrasta niepomiernie
– informuję męża, gdy okazuje się, że coś pomyliłam. Odebrał mi ostatnio
formularz Rodziny plus, śmiejąc się, że nie umiem instrukcji przeczytać (było,
że wielkimi literami ma być), wydrukował ponownie i nie dał już do wypełniania.

Ale wciąż idzie mi gotowanie – bronię
się. I super. Bo reszta też Ci wróci, a
na razie ja to wypełnię.

Może wróci.

Szymuś miał
skok rozwojowy 6 tygodnia. Co oznacza: jeść, ulać, spać tylko na rękach (lub w
chuście, chwała za nią), jeść, jeść , jeść, ulać, ulać, ulać. Wkomponujmy jeszcze
zmiany pieluch. Zaczął płakać łzami i ogólnie też mu chwilowo źle z tą
sytuacją, robi podkóweczkę i jest najsmutniejszym Szymusiem na świecie. Ale zaczął
się też śmiać do nas. I nawiązuje interakcję z kanapą. Chyba się jej na nas
skarży. Że my jemy, a on musi leżeć. I nie jeść.

Ale też odkrył nas – patrzy z zachwytem na rodzeństwo,
śledzi mnie wzrokiem, obrażony (brakiem jedzenia) wbija w nas oskarżycielskie
spojrzenia.

Drugi raz udało mi się
wygrać z Moniką –
opowiada mi Franio, zadowolony z siebie.

Monika szybko biega- trochę
się dziwię, może niesłusznie, ale M. jest pulchną dziewczynką, niedużo, ale o
sprinty jej bym nie podejrzewała. No i gdzie oni biegali…

Nie, je – syn przerywa
moje rozmyślania.

Pranie

3 komentarzy

„Nic nie rośnie w naszym ogrodzie tak szybko jak pranie. I dzieci” (Dylan Thomas)

Dialog z mężem ze skypa:

Ja:

- standardowe pranie – zrobione i powieszone

- standardowana porcja
prasowanie – done

- całe Szymcia, trochę
Frania i Lu

-  szansa, że uprasuję coś naszego – może w
sobotę

Mąż: – szansa, że
uprasuję coś naszego – bezcenne :)


Takiego Syzyfa to zamiast z kamieniem mogli do prania i pasowania zapędzić. Piorę praktycznie codziennie. Prasuję i prasuję i wciąż mam co.

Na forum matek dziewczyny deklarują, że nie prasują. Jest to niby wyznacznik normalności matki. Szalenie irytująca Agnieszka Graff określa prasowanie fanatyzmem. Ok, kto nie lubi, nie prasuje, ale czemu ma to być jakieś takie cool? A ja lubię miękkie, cieplutkie koszulki i spodenki, sukienki. Prasuję nam, to i dzieciom. Zresztą zasadniczo uwielbiam prasować, jak i gotować i piec. Taki wyraz miłości. Bo dla siebie to znaczniej mniej to uwielbiam.

A  w weekend było ciepło i miło częściowo. Więc część ciężka to tere fere, a lepsza Jaworze i naleśniki w Ustroniu. Tzn. niektórzy wybrali mleko. A co.

Banda trojga

5 komentarzy

Banda trojga idzie na spacer.

Banda trojga podwójnie, troje opiekunów, troje podopiecznych. Ubieranie 5 osób plus siebie nie jest takie trudne, bo dwie osoby były szalenie spokojne i spolegliwe.
Poza tym nie ma tak łatwo, Szymuś lubi wertepy, ale Małgosia nie, nie wiemy, co lala, bo Julcia trochę jak kukułcza mama za chwilę nam ją podrzuciła.
Poszliśmy, zakupy zrobiliśmy i jeszcze las zaliczony. Ale to nie wczoraj, bo wczoraj zimno było. Wczoraj tere fere w sferze i amerykańska restauracja. Szymuś w chuście spał spokojnie.

Na forum dziewczyny dyskutują o rodzajach smoczków, firmach, kształtach. Hmmm – nie odzywam się, bo ja tylko zleciłam, że kauczuk,  a pozostałe kryteria to było, że ładnie połyskuje (Jul) i z  rakietami i Saturnem (Franio). Firmy za chiny sobie nie przypomnę.

Z pokoju dzieci oburzony krzyk Frania – Julaaaaa
Przecież tylko w piżamkę go ugryzłam
- próbuje się bronić winowajczyni.

Franio pisze i choć generalnie nie zgadzam się mu literować (niech ćwiczy sam, błędy się potem skorygują, nie mam uwag o monkę, ziemjaczaną czy pajack, bo y słyszy razem z c), ale ok u/ó czy inne haki ortograficzne mówię, jak pyta.
mmmm – mamrocze pod nosem piszący.
Włącza się niezawodna siostra – A m otwarte czy zamknięte?

Przymontował się do mamusi – Jul komentuje karmienie piersią.

I jeszcze – Julcia wlewa Szymciowi kropelki do ust, namłodszy wrzeszczy w niebogłosy, po wlaniu wrzeszczy dalej, a może i głośniej.
Podoba mu się -  stwierdza Julcia z niezmąconym optymizmem.

Miesiąc!

4 komentarzy

Co można powiedzieć o miesięcznym Trzecim?

Szymuś jest nader ciekawskim maluchem, kręci głową za
dźwiękiem, teraz już też wodzi za nami oczami. A jak dziadek kotlety tłukł, ach
istny szał!

Jest chyba też dość stoicki, bo bez jęku toleruje czułości
Julci, a są one nieraz hmmm trudne. Julcik zawsze leci go całować, uwielbia
trzymać za łapkę, ale przygniata go bez pardonu.

Nie przyciskaj tak
mocno, będzie go bolało.

A usiąść mogę?

Nie, bo zrobisz z
niego marmoladę.

Szymusiowa marmolada.

[Nie, nie, to nie są akcje z zazdrości, jak kiedyś mówiłam,
że dzieci powinno się zaczynać od drugiego, bo rodzic jest na luzie, tak teraz
dodam – rodzeństwo od trzeciego. Julcia walczy podjazdowo o mamę i jej uwagę –
zmagamy się ze trwającym już od dawna (zawsze?) syndromem „Najlepiej zrobi to
mama” (na szczęście nie zawsze), ale nie ma agresji, niechęci, smutku.

Gdzie twój misiu,
mamusiu?

Kto?

No, Szymuś.

Ona jest moją myszką (lub misią), Franio kurczakiem lub też
miśkiem. Misiaki trzy w sumie. Cóż.]

Wracając do miesięczniaka – nie do wiary, że już – to jest
oczywiście głodomorem, mlekożercą. BARDZO łatwo odróżnić płacz z głodu, jest
wyraźny i mocny. Mama, jak możesz mnie
przebierać, gdy tu pustać w żołądku.
A jak Ł. w niedzielę przebrał i … nic
(bo mama w kościele), to ajaj, drżyjcie ściany. Na nasze szczęście skutki „dobroczynnej”
ustawy naszego cudnego rządu nas nie dotkną – nie mieszkamy w bloku.

Szymuś wyznacza też najnowsze trendy we fryzjerstwie –
najlepiej układa się włosy na mleku – ekologicznie, trwale, a przy tym zmywa
się samą wodą. Hit. Szymuś pracuje tylko nad tym, jak ułożyć też przód fryzury,
ulać pod spód to pikuś. Więc czasem chlusta. Ulewa na potęgę, zajada pod korek,
albo i wyżej, a potem siup, na siebie, mamę (lub dowolnie wybraną osobę
trzymającą), kanapę.

Płata psikusy – zdjęłam pampersa, zaczął sikać, więc
szybciutko zakryłam. Odczekałam, zdejmuję znów… cóż, on też odczekał.

Przesunął nocne karmienie na 2-3 (pierwsze), a potem
4.30-5.00. Czasem dopiero na to drugie się budzi. Pierwsze budzenie to nic,
zjada i śpi i jakoś nie ulewa, drugie bywa masakrą, 1,5-2 h wyjęte. Jak łatwo
policzyć, zaraz potem dzwoni budzik (6.45) i lecę robić śniadanie. Umie trzymać głowę, ze 3 minuty, dziś pokazał. Wieczorami się męczy i zaczyna marudzić, chce co chwilę jeść, więc ulewa więcej, chce na ręce. Generalnie uwielbia mieć człowieka na własność, umie leżeć spokojnie sam, ale człowiek, u człowieka na rękach, na kolanach – the best of the best.

Więc jest bardzo dobrze. A jak go przytulam, ach. Reszta też
się przytula chętnie, mam się świetnie w tej chwili, jako że mąż też mnie przytula.

Najtrudniejsza jest logistyka, ale o tym osobno może.

A w bonusie wielka wygrana nasza!!! Po 2,5 roku czekania, po
gipsach, rehabilitacji, obawach i w ostatnim czasie lekkiej już gimnastyce –
ortopeda orzekł, że Julcia ma już nie wracać! Stopy są prawidłowe. A ja mam
przed oczami, jak mówi o tych szynach (doła oczywiście złapałam, ale zaraz mnie
przywrócił do pionu, że jak to nie zadziała, to stały gips lub operacja, jakże
to zmienia światopogląd). Potem udało się uniknąć metalowych wkładek, a wczoraj
taka nowina. Franio też został oddalony, stopy (płaskostopie) się wysklepiają,
iksowatość nóżek zniknęła. Franio podbudował jednak pana doktora, że wrócimy …
z Szymusiem. Niestety tu boję się powtórki, bo chyba też ma stópki skrzywione.
Pediatra potwierdza obawy, ale zawsze jest szansa, że się będą prostować same,
a i znajome mi masaże już zaczęłam.

Aktualnie na stanie zdrowotnym wciąż nierozwiązane badanie w
kierunku mukowiscydozy i rehabilitacja Franiowego brzuszka. Plus zwykłe
przypadki i lekkie uczulenia.

30.10 i 1.11

3 komentarzy

Lunch w sobotę – 30.10!

I Wszystkich Świętych. Mimo iż to ciepło wraz  z wiatrem halnym było bardzo męczące (tak jestem meteopatką), to tak się cieszę.
Udało się nam spokojnie być na cmentarzach, wszyscy. Szymuś przespał obie wyprawy, Franio odkrył nowe fascynujące zajęcia  – czytanie dat życia zmarłych (w pełni go rozumiem, też czytam nagrobki), zapalali z Julcią znicze.
I tylko przykro, gdy na naszym parafialnym cmentarzu czytam nazwiska znajomych osób, rodziców moich kolegów z podwórka, których pamiętam z tamtych lat, nie postarzeli się w mojej pamięci, więc są tacy, jak wtedy, gdy wracali z pracy, koscioła, ochrzaniali nas na placu zabaw. Wtedy byli tacy, jak ja teraz, a o tyle doroślejsi się wydawali.
Ściskam łapki moich dzieci, półgłosem odmawiamy modlitwy.


  • RSS