cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 12.2010

18.12.2004

4 komentarzy

6 lat temu to też była sobota. Zaczęła się dla mnie bardzo
wcześnie, bo pierwsze skurcze obudziły mnie o 5. W radiu grali coś spokojnie, a
ja tańczyłam ze swoim synem, choć trudno nazwać tańcem to kaczkowate kołysanie.

A jeszcze wcześniej był wtorek, gdy tak mi było źle w
podróży z Krakowa, że kupiłam potem test. Dzień dwudziesty ósmy i pojawiły się
wymarzone dwie kreski. A było wcześniej trochę łez.

Franciszek urodził się 0 23.05 i moje pierwsze wrażenie
było, że ach, noworodek wcale nie jest śliski, tylko taki ciepły i miły.

Dziś ma 6 lat. Jego narodziny zmieniły całe nasze życie.
Julcia i Szymuś też zmieniali, ale Franio był pierwszy. Z nim wszystko było
pierwsze, pieluchy i kolka, pierwsze kroki, słowa, pierwsze awantury, pierwsze
kocham. Głos, który aż drżał, gdy potwierdzałam, na pytanie, o co przyszliśmy
prosić – O chrzest.

I po raz pierwszy ten najstraszliwszy lęk – gdy się dusił,
gdy w nocy gorączka pędziła do ponad 40, czy ostatnio, gdy padło słowo „mukowiscydoza”.

Mój najukochańszy syn.

Jest pogodny, spokojny i taki prostolinijny. Jak jest zły to
widać, widać też smutek. Na ogół jednak jest radosny i chętnie to okazuje. Umie
chwalić, umie też mówić, że kocha. Podobnie jak ja czuje emocje innych i nie
lubi, gdy tym innym jest źle. Rozpłakał się ze mną, gdy stłukłam kubek.
Empatyczny, często modyfikuje zachowanie, by nie sprawiać przykrości.

Jest mądry, taki mądry, ale często brakuje mu pewności
siebie, to chyba tez po mamusi. Ale wyprzytulany, wycałowany, szczęśliwiec
posiadający tyle kochających osób wokół, wychodzi w świat spokojnie, licząc na
dobre przyjęcie. Niesłychanie pomocny, mnie, Ł., dziadkom, także rodzeństwu.
Dziś czytał Julci książeczki. Szymuś wodzi za nim wzrokiem, a on do niego miło
zagaduje (w końcu ta sztuka rodzeństwa jeszcze mu nie wkracza w zabawki!).

Uwielbiam spędzać z nim czas. Od chwili, gdy zaczął czytać,
czyta cokolwiek się nawinie.

G-U-R-K-E-N-T-O-P-F

Czemu góra grosza
mamusiu, a nie góra groszy?

Czy jelito jest przez
j czy i?

Potrafi się całkowicie wyłączyć. Patrz, maleńki świat, tak kiedyś na plaży skomentowała przechodząca
para, Frania, który siedział sobie w małym baseniku i przesypywał piasek.

Dziś robiliśmy „chemię”. Na życzenie spisałam przepis: 54,5
ml wody, 10 ml szamponu, 10 ml ludwika, 25 g przypraw (ale zmodyfikowaliśmy na
6 g – przyprawy zrobione przez F. rano). Potem odmierzył i zamieszał – znaczy Lula
mu mieszała. Po czym przyszedł. Wyszedł
zielony, aromatyczny płyn z kawałkami suchych traw i patyczków –
oznajmił. A co miało być, coś innego? – zapytała osłupiała
moja mama. Nie, tak jest dobrze – skomentował.
Bo on prowadził eksperyment otwarty, bez
założeń i oczekiwać –
rozwijamy temat z Ł. –  w stylu wielkich odkrywców, co
to raz penicylina a raz wybuch w domu i dach do remontu. A jak dziś.

Bywa niecierpliwy, zazdrosny, nie lubi przegrywać, ale stara
się z tym walczyć. Przerywa innym, denerwuje się, gdy go nie rozumiemy. Jak
przeprasza, to zazwyczaj przytula.Jak dziś zostałam tylko z chłopakami wieczorem, bo córka z tatą na imprezie, a Franio trochę chory, to poprosił, abym z nim trochę posiedziała przy łóżku.Jak 6 lat temu patrzyłam na długie rzęsy, ciemne włosy, słuchałam oddechu.

Jesteś najlepszym na świecie
Franiem
– mówię mu – Każdy by chciał
takiego mieć
.

Dziękujemy za życzenia.

Niedzielnie obchodziliśmy w szerszym ciut gronie urodziny
Frania i Lu. Jak widać czwarty kwartał mamy zalany imprezami. Ale póki co dzieciaki
chcą razem oraz cieszą się z imprez typu rodzinnego, więc wszystko jest fajnie.

 

Julik jako moja mała blondyneczka

 

…i mroczne widmo (czyli wyjście na sanki i bałwana w śnieżycę)

 

…. oraz jej Lord Vader.

Szymusia karuzela fascynuje, nawet dość długą chwilę. Ale i tak najbardziej lubi mówić do człowieka.

No i jak widać po stroju – zima skłania do noszenia pogodnych, ożywczych kolorów. Ja do tego byłam cała na czerwono. Wyglądaliśmy jak reklama warzywniaka.

 

I zmęczenie – mnóstwo śniegu, więc sankami plus roraty. W sobotę, gdy Franio szusował, zabrałam Julę na łyżwy. To było wyzwanie, mój kręgosłup wciąż to czuje. Ćwiczyła ok. 20 minut, ale chyba się jej podobało, bo znowu chce:).

Obrazki

2 komentarzy

U nas też widać potrzebę indywidualnego czasu. Najmłodszy -
by zasnąć wieczorem, Średnia – by poczuć się wyprzytulania i po prostu poczuć
całą uwagę naszą. Najstarszy – by czytać oraz omawiać świat. I jeśli jest jak w
zeszłym tygodniu, że zbiegiem okoliczności trzy wieczory załatwia sama mama, to
kończy się awanturą. Bo wykąpałam, ubrałam, dałam leki, poczytałam uszatka i
bullerbyn (support babci, trzymała najmłodszego), ucałowałam i poszłam do
maluszka. A oni chcą jeszcze i jeszcze, wychodzą, marudzą. Aż nakrzyczałam,
pociekły łzy, ja złapałam doła, że nie mam szans nikomu dogodzić. Ale potem
uśpiłam niemowlę, usiadłam przy kominku, wypiłam herbatę. I się też wyciszyłam.

A najlepsze, że gdy ja goniłam między pomieszczeniami i marzyłam, by usiąść,
mój biedny mąż 7 h jechał z Krakowa (trasa na 2 h) i marzył, by coś robić,
cokolwiek, byle nie siedzieć :))))).

Nie zawsze się da po prostu. Są pomocne ręce, jest chusta,
mata, karuzela. Są książki, nawet TV dla Frania. Ale potrzeba, teraz, na tym
etapie mnóstwa nas.

Franio czyta. Jak już wskoczył w świat liter, to jak jego
mamusia kiedyś – czyta nieustannie. Auchan, noc rabatów, okna i drzwi, to  samochodzie, zastyga z jedną nogą w nogawce.
Moje ulubione to G-U-R-K-E-N-T-O-P-F, a co to mamusiu?

Julcia liczy do 14, potem zaczyna się mylić. Po kalendarzu
adwentowym widać też, ze i wizualnie rozróżnia liczby. Umie zaszaleć językowo:

Mamusiu, bo Franio twierdzi… Ale i dalej mamy pożarnąć, trać (bo trę, nieprawdaż?). Franciszek
niezmiennie barokowy – Dziadziu śpiesz  na pomoc babci.

Szymuś też chce mówić. Jest szalenie towarzyski, ożywia się
na nasz widok, oczka mu ogromnieją, cały pęka od niewypowiedzianych słów, macha
rączkami, nóżki kopią w powietrzu aż wreszcie się uda – Ghhhhh.

A dziś znowu miałam piątek ze śniegiem i sankami. Dzieciaki
cały tydzień mi tłumaczyły, że się da (nie po czarnym asfalcie jednakże) i dziś
się doczekały. I znowu roraty, a po powrocie galaretkowy tort. Risotto z
jarzynami. Weekend.

 

Grudniowo

1 komentarz

No więc po pierwsze to początek sezonu. Co prawda tylko Franio, ale nie wiem, czy nie sprawia mi to większej radości niż gdybym to ja pojechała.

Ponadto oczywiście pierniczki. W tym roku także Julcia już pilnie i długo pracowała. Franio pięknie zdobił, tak precyzyjnie i cierpliwie, super.

I mój chórek anielski

Oraz jedna z sześciu (tak, tak! Nasze dzieci są bardzo kochane i mają liczną rodzinę) odsłon spotkań ze św. Mikołajem

Bardzo zajęci jesteśmy. Adwent to bardzo bogaty czas. Ale szłam sobie w piątek z przedszkola i wiozłam dzieci na sankach, śnieg padał na nas tak spokojnie, prosto i było tak cicho, jak tylko w takim śniegu jest możliwe i byłam absolutnie szczęśliwa.
A wieczorem pojachałam z nimi na roraty, i mimo, że to wyczerpująca sprawa, bo sypało ostro (ale dalej tak pięknie i z Franiem dzieliliśmy zachwyty), że niełatwo trzymać na rękach Julę w tych wszystkich ciuchach, ale jak moje dzieciaki pobiegły do przodu, w ciemności podniosły lampiony i takie przejęte trzymały, to ach, tak mnie w gardle ścisnęło.

Co nie znaczy, że nie ma u nas wstrząsów, o czym c.d.n.


  • RSS