cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 6.2011

Płakałam a jakże. Zasadniczo, choć uroczystoścćbyła
świetna, to nie nie nie nie jestem fanką końców i już. I wciąż tkwię w
emocjonalnej czarnej dziurze.

Mam w pamięci:

Ty
musisz być Franio, ładne masz imię
– trzy lata temu (aż
czy tylko?) pani Ola stała w szatni i przywitała naszego synka. Pamiętam, jaka
byłam zdenerwowana, pół drogi powrotnej przegadałam z mamą. Ale też ucieszona
takim fajnym początkiem.

Pierwsze zajęcia otwarte dla rodziców, potem
kolejne, wspólne robienie ozdób na choinkę, Franio jako miś i śnieżynka.

Dbałość i uważność pań – Franio niechętnie dziś jadł, sądzę, że coś mu dolega i w nocy już
mieliśmy anginę.

Zajęcia otwarte w średniakach, które przerodziły się
w wieczór wróżb andrzejkowych, bo 18.30 siedzieliśmy.

Tysiące zamienionych zdań, relacje o Franiu, o
grupie, zawsze z sympatią.

Ledwie co, to Franio uczył się wierszyków na pożegnanie
starszaków.

Franio
nam powiedział… będzie miał jeszcze rodzeństwo

– gdy Trzeci zbierał się do przybycia.

Relacje z pierwszych teatrzyków, Banialuki, wizyty
Franklina, robienie strojów na bale, wycieczki i konkursy.

Jeżdżenie na sankach z przedszkola, na rowerach, na
piechotę, a w tym roku (i znowu się nam co niektórzy dziwią) ja na rowerze,
Julcik w krzesełku, a Franiowi wiozę hulajnogę zahaczoną na kierownicy.

I tak lubiłam ten rok także, że odbierałam ich
oboje, że Julcia tak byłą także na górze lubiana (bo znali ją przecież od
niemowlaczka, sadzałam ją im w sali na środku. I lubię wychodzenie z
przedszkola, gdy oboje RÓWNOCZEŚNIE muszą się ze mną podzielić tym, co się działo
(nota bene Julcia dopiero niedawno już tak na 100% skumała, że mają to samo do
jedzenia) i tak gadają jedno przez drugie.

Na uroczystości nie tylko nam było melancholijnie,
paniom też, wiadomo będą nowe maluszki, ale przez trzy lata zżyli się mocno,
cały czas w prawie identycznym składzie, 2 osoby odeszły, dwie doszły. Franio
już cieszy się na nową przygodę, zresztą Franio zawsze jest otwarty na nowości
i zainteresowany, ale też upewnił się, że będzie mógł przychodzić, jak przyjdę
po Julcię.

[Muszę się z
tym uporać, nie ma rady. Zresztą to nie jest tak, że wciąż się strasznie
martwię o Frania. Nie, byłam na zebraniu, poznałam wychowawczynię, panie w
przedszkolu ucieszyły się, że Franio do niej trafia, że fajna, miła i
wymagająca, że będzie mu dobrze. Ma w klasie 2 kolegów ze swojej grupy i pewnie
jakiś z równoległych starszaków, tylko ja nie znam nazwisk. Tu pokazała się
zaleta posłania go do naszej, lokalnej szkoły, wszyscy prawie tu idą, szkoła zanurzona
w lokalności, znowu trafimy kiedyś na ten sam piknik, tylko jako uczniowie).]

No więc program był fajny.

Maluszki zaśpiewały i wygłosiły, podarowały tytę.

Średniaki dały ołówki.

A potem nasi strzelili poloneza. Franio z ulubioną
koleżanką Zosią (niestety będzie w innej klasie).

Tak
się szczęśliwie złożyło, że tańczyłem z Zosią…

I rewelacja z dziś – Zosia i Ola się we mnie kochają!

A potem była impreza z ciastem (sama jedno z nich piekłam, z prezencikami dla dzieciaków, książki, fotki śmiesznie oprawione. My daliśmy paniom kwiaty, prezenciki oraz – pomysł mój, wszyscy się zgodzili – album paniom, każde dziecko zrobiło rysunek, zeskanowaliśmy, na niego nałożyliśmy foteczkę, podpisane imionami i dla każdej z pań był. Strasznie się podobało, jak jeszcze uczyłam w niższych szkołach, to pamiętam, ze było to zawsze najmilsze, coś własnego, na pamiątkę.

No ale jeszcze zostały mi 4 dni. I Julcia w
przedszkolu – Mamusiuuuuu, (gdy dość
zdołowana wiozłam ich z imprezy) ale ja
będę dalej, to też będzie dobrze.
Pewnie córeczko. Ze szkołą też chyba
dobrze będzie. A na upływ czasu, cóż, trudno, nic nie poradzę.

Bee movie

3 komentarzy

Franio nakręcił
film o pszczole. Tak ze dwie minuty, aparatem, bardzo był z niego dumny. Oprócz
tego, ze obejrzeliśmy go my, to podzielił się tą informacją – jak to ma w
zwyczaju – z przedszkolem. A że kiedyś w zimie, w jakiś nieznanych mi
okolicznościach padły słowa, że na wiosnę będą mówić o łące czy owadach, to
doszło do zgody pań na to, że Franio może filmik przynieść. Pani Danusia
specjalnie przygotowała o produkcji miodu. Pani Ola przyniosła laptop. Ł.
przygotował filmik. Niestety filmik nie poszedł, bo laptop pani Oli go nie
czytał. Ale pani Ola jest wielka, więc wydobyła od Pani Dyrektor laptop czy
komp z dostępem do netu, znalazła dostęp i filmik obejrzeli. Franio w siódmym
niebie.

Ja też – bo jestem
pod wrażeniem, jakie cudne te panie mieliśmy (i oczywiście pogłębia to moją
depresję przed-szkolną, tym bardziej, że panie też się martwią, czy w szkole będą
mieli dla niego jakąś propozycję, bo przecież inne dzieci, program, mało czasu).

Wie Pani, czasem to aż trudno, bo on jeszcze
tyle ma pytań, a tu niektórzy już nie chcą, nie interesują się dalej

opowiada mi pani Ola. Ja to rozumiem, nie tylko moje dziecko jest w
przedszkolu, zresztą nie oczekuję przesady, wiedzę też posiadam, z przedszkolem
zawsze liczyłam na towarzystwo rówieśników i trochę grupowego życia i to wyszło
świetnie.

Ale – kontynuuje pani Ola – jak się ma takie dziecko w grupie, to
człowiek na głowie stanie, ale zdobędzie, bo to sama przyjemność. Z Franiem to
zawsze te zajęcia są na wyższym poziomie.

Dostałam
więc od przedszkola znacznie więcej niż oczekiwałam.

 
Będzie lokalną legendą – opowiadam mężowi
-  doprawdy. Na dniu matki pani dyrektor mówiła
pani Halince (
wychowawczyni Julcika) ,
że JAKBY CO, to ona już ma odpowiedzi na niektóre pytania, bo szukała w Internecie…

 

A w opinii z
przedszkola – bardzo dobrej, starannie przemyślanej, uwzględniającej silne i
słabe strony (wśród zalet jest: zawsze zainteresowany zajęciami, otwarty w
stosunku do innych, doskonale liczy i klasyfikuje, czyta, wiedzą matematyczną i
przyrodniczą znacznie przekracza wymagania programowe, trudnością Frania są
porażki, gdy mu coś nie wychodzi, bardzo go to gnębi, jest też nader staranny,
ale wolny) – najlepsze było ostatnie zdanie: Dziecko zdyscyplinowane, bardzo aktywne na zajęciach, zainteresowane
nimi, ma doskonałą pamięć, jest bardzo dociekliwy
i zadaje taką liczbę pytań, aż jest usatysfakcjonowany odpowiedzią.

 

Jaka będzie Julcia? Na razie spokojnie korzysta z Franiowej
fali, słucha, gdy on pyta, razem z nim rozwiązuje zadania. Chyba nie jest aż
tak wiedzożerna, ale kto wie? Ostatnio przyniosła monetę i pipetkę i bezbłędnie
odtworzyła doświadczenie z górką wodną, czyli trzymaniem wody napięciem
powierzchniowym. A robiliśmy go rok temu, gdy miała 2,5 roku.

Zwyczajnie

1 komentarz

Zwyczajnie niezwyczajnie, u nas zawsze dzieje się dużo.

Dziś byliśmy na giełdzie minerałów, Franio marzył o tym od dłuższego czasu, chodzili z Julą z książką, porónywali, na końcu kupili sobie troszkę – Julcia jedno, a Franio trzy (dwa za WŁASNE OSZCZĘDNOŚCI – planował to od momentu, gdy mu tę giełdę parę miesięcy temu obiecałam). Był nawet rubin i szefir ku radości dzieci. Ale zakupy tychże odmówiłam.

I wielka sprawa – nauczyłam Frania jeździć na rowerze, na dwóch kółkach. Obejrzałam, jak dziedek z nim pierwszy raz próbował z kijem. Przerobiłam próbę ze mną, ogromną frustrację moją, jego jęki i lamenty, że dziedek go mocniej trzymał, pchał, że on nie ma siły. I wymyśliłam inaczej, bazując na obserwacji Juli na laufradku. Najpierw tylko nogami się odpychać, potem – miał sam określić, jak będzie gotowy, było to po trzech okrążeniach podwórka – próba ruszenia, ja nie trzymałam, tylko  łapałam kij, gdy rower leciał (bo potłuc to się nie musi). No i po kilku próbach ruszył, na trzeciej „lekcji” zaczął jeździć po ulicy i zawrócił (ale się nabiegałam), a dziś objechaliśmy pętlę małą, czyli trzy sąsiadnie uliczki. Brawo dla mojego Frania!

Julik ma ostatnio okres trochę przekorny i buntowniczy, nie najlepiej znosiła, jak Frania samego uczyłam. Po paru miesiącach przerwy znowu było kilka prób gryzienia. Ale z drugiej strony potrafią też z Franiem pięknie współpracować, z nami też. W srodę pojechałam z nimi na rynek, na Bajowe Miasto i bezproblemowo z trójeczką nam było. Dużo przytulania i gadania mamy.

A Szymonek zaczął raczkować i wstawać, a co! I mówi TATA!

A i zapomniałam – na tej Magurce, na górze, przyszliśmy, a tu siedziało kilka osób, bliżej wiekowo moim rodzicom,a  jeden facet grał SDM i inne poezje śpiewane, tak spokojnie, przy stoliku, półgłosem. Wsyscy słuchali jak zaczarowani, piękne to było.

Kreacje

Brak komentarzy

Z okazji
Franiowej komunii Julcia dostała pierwsze pantofelki.
Białe, mięciutkie, urocze. Jest zachwycona, rozkoszuje się noszeniem. Nic dziwnego.
Tego się spodziewałam. Ale nie wiedziałam, że to taki uniwersalny but:

Bo wieeeesz, moje buciki są też na zimę!
– oświadczyła córka, zadzierając do góry stopę i prezentując podeszwę, na której
jakiś szaleniec zaprojektował rysunek choinki.

 

 

A w sobotę
zdobyliśmy kolejną górę (fot brak, bo nie wzięliśmy aparatu). Magurka, 909 m
n.p.m., trochę prostsza wersja, bo szliśmy od Przegibka. Starsi weszli sami, z
powrotem Ł. niósł Lulę w MT, Szymuś rzecz jasna tak i z powrotem tak samo.
Dostali więc tytuły Wielkiego Piechura, Średniego Piechura i Malutkiego
Piechura. Tatuś został Mega Piechurem za zniesienie Julci, asekurowanie mnie i
jeszcze plecak.

Na przełęczy
po zejściu nabyliśmy wypatrzone i obiecane przed wejściem broszki – serduszka.
Kicz nieprzytomny, ale odblaski mama odblaski!
Franio ma „Super Wnusio”, Julcia mieszała ostro i w końcu wzięła „Super Babka”.
W samochodzie od razu poinformowała mnie, że musi to mieć przypięte, jak
następnym razem będziemy piec na Wielkanoc.

 

Bo robimy babkę kawową i babkę imbirową też.

Nie nabywam
ani odrobiny odporności. Popłakałam się podwójnie, dzieciaki były jak zawsze
cudowne, potem poczęstunek (3 dni Julcia mi przypominała, że MAM upiec ciasto).

A w domu
dostałam koszulkę SUPERMAMA.

Portrety

1 komentarz

Malowaliśmy portret przyjaciela i
namalowałem Zosię, naprawdę świetnie mi wyszła
– donosi syn.

Wybrałeś Zosię?

No. Bo lubię I Tymka, i Mateusza, i Filipa,
i Zosię…

No tak, skoro trzech chłopaków, a dziewczyna
jedna, to namalowałeś ją.

Właśnie! Ach domyślna matka jestem.

Spytałam,
czy jego ktoś malował. Igor i (chyba) Mikołaj. Ku mojej radości, bo strasznie
mnie cieszy, gdy widzę że jest lubiany (tak to moje kompleksy nie jego, ale
naprawdę jestem szczęśliwa, gdy wychodzimy z przedszkola i co chwilę słyszę:
Cześć Franek!).

A Zosia
malowała Olę. Ale Franio wcale się nie gniewał (jak oświadczył), a sama Zosia
też się o to zatroszczyła.


  • RSS