cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2011

Na dwóch nowych workach – różowym i czarnym z Zygzakiem
wyhaftowane nazwiska. Kupiona wyprawka i tornister oraz kubeczek i szczotka.
Średniaczka i pierwszak gotowi do startu. Zwłaszcza Franciszek nie może się
doczekać.

A gdzie ja? Ano serce w skarpetce i jak rok i trzy lata temu
boję się jak będzie. Przedszkole spokojnie, znamy się już świetnie, ale szkoła
(wiecie rozumiecie, ja sama jestem nauczycielem, więc nie mam o niej wysokiego
mniemania). Znowu się boję, że mi go zniechęcą, że nabierze dziwnych obyczajów.
No i przecież on się dopiero co urodził! Idzie do naszej szkoły, tak
niezmienionej wizualnie, że aż dziw. Czy będzie mu dobrze? Czy nie będą się z
niego śmiać? Jak da sobie radę on i my z dorastaniem, z wpływem kolegów,
mediów, trendów? Poradzimy sobie? Teraz dopiero to jest wychowanie, gdy świat
nam wkracza w życie, no nie?

Dobrze nam było te dwa wakacyjne miesiące. Po kilku dniach
dotarliśmy się i bardzo spokojnie biegły nam dni. Moje starszaki kłóciły się
minimalnie, a i ze mną niewiele kotów darli. Nie było pretensji, że Szymuś
ogranicza. A sam najmłodszy w wózku lub chuście towarzyszył nam wszędzie. Tak,
męcząco, tak biegałam dzień cały, tak czasem wszyscy chcieli coś równocześnie.
Ale równocześnie powoli, letnio, półsennie. Ok. 10 pisałam do Ł., że ogarnęłam
poranek, że ubrani jesteśmy i zęby umyte. Jeździliśmy w różne miejsca (czego
jeszcze nie było, to zostanie opisane), budowaliśmy statki pirackie, biegali po
ogrodzie i polewali się wodą.

Nadrabianie zaległości czas zacząć. 23 lipca moja mama
robiła taką dość zbiorczą i zaległą imprezę. Impreza była letnia, ogrodowo-grillowa. Stan jak to u nas, 30 osób mniej
więcej. I nie byłoby nic specjalnego, bo my z liczną rodziną imprez mamy sporo,
ale  była fajna rzecz. Otóż moje dzieci
zasadniczo lubią takie spędy. Jeśli są dzieci, to szaleją z dziećmi, ale póki
co to świetnie się znajdują też wśród dorosłych. Więc ucieszyli się, gdy
usłyszeli, że będą goście. I tradycyjnie wzięli aktywny udział w przygotowaniu.
I od rana pytali, kiedy wreszcie będą i kto będzie (to ostatnie akurat omawiamy
regularnie ze 2-3 dnie przed każdym spotkaniem). Ale dodatkowo Franio oświadczył,
że on jeszcze robi „zabawy dla gości”. I zrobił. Pierwsze było losowanie,
wszyscy wzięli udział i każdy coś wygrał. A wygrane były różne: serce Maryi,
serce Jezusa Miłosiernego, papież, banan, żaglówka, kwiatek, księżyc, gwiazdki,
pyszne ciasto… Wszystko pieczołowicie (i miniaturowo) wyrysowane przez
Franciszka. Loterią kierowała właściwa siła wyższa, o najlepszą nagrodę – napis
„Jesteś Aniołem” – wygrała prababcia.

Drugą zabawą społecznościową było rzucanie samolocikiem i
zgadywanie na jakim kontynencie i w jakim państwie wylądował. Mapę malowaliśmy
dwa dni wcześniej. A trzecia i czwarta to były znane już większości gości
szachy wikingów oraz gra w piłkę – miały być rzuty, ale ewoluowało do wersji
głupiego Jasia w kółku.

Ale co mi się podobało – sam wymyślił, sam zaproponował,
wszystkich wciągnął, duzi i dorośli bawili się świetnie. Sama nie wiem, skąd mi
się taki syn wziął:).


  • RSS