cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 10.2011

Ech, szybko
to zleciało, ale był to piękny rok. Nasz roczny Szymuś jest absolutnie słodki.
Uwielbia się śmiać i fajnie marszczy nosek. Jest zasadniczo spokojny i – jak to
Trzeci – bardzo elastyczny. Nie ma specjalnego problemu z przesunięciem pór
spania czy jedzenia, świetnie czuje się w szkole brata czy przedszkolu siostry,
w sali zabaw bez wahania rzuca się w zabawki, pędzi za starszakami, wspina się na
betoniarkę, rzuca kuleczkami. Opanował już całkiem sporo zabaw, chowanie się,
zabawę piłką. Wyciągnęliśmy znowu starą plastikową wieżę z misiem i ilekroć
Szym ją widzi musi, po prostu musi ją rozbić i dopiero, gdy kawałki są osobno,
to porządek Wszechświata jest przywrócony. To samo zresztą miał z piaskiem,
zawsze, gdy się do niego dorwie, to koniecznie musi trochę przesypać z prawa na
lewo, trochę za siebie i już – równowaga w przyrodzie jest zapewniona. Z kolei,
gdy zbudujemy mu wieżę z klocków, to zazwyczaj nie rozwala jej, tylko bardzo
precyzyjnie zdejmuje po klocuszku. I lubi sprzątać, co budzi zdziwienie Ł. –
reszta, z mamusią na czele preferuje kreowanie bałaganu.

Gdy się
cieszy, to merda Szymusiem, kręci pupą i cały podryguje. A jak się złości, to
klęka, wyciąga rączki w górę, strzela pomidorka i głośno krzyczy AAAAAA. Bo
owszem potrafi się złościć. Tudzież bywa zazdrosny, spychają się z Julcią z
moich kolan, albo Szym delikatnie i podstępnie tak manewruje, że wsuwa się
przed nią.

Na razie nie
odkrył jeszcze, że umie chodzić, ale pewnie niedługo się mu uda. Od dwóch dni
za to wie, że potrafi wstać bez trzymania się kogoś, czegoś lub chociażby
ołówka lub klocka.

Ale raczkuje
bardzo szybko, bardzo chętnie również chciałby wspiąć się po jakiś schodach,
ale okropna rodzina mu nie daje. I otwierać klapki do sadzy też nie pozwalamy,
oj ciężkie jest życie malucha.

I co
jeszcze? Ano Szymuś to zdecydowanie dziecko z mchu i paproci. Wszędzie włazi.
Wydawało się nam, że zawsze byliśmy dość na luzie, ale jednak starsze dzieci
nie były puszczane na takich podłożach. Np. w Ogrodzie Doświadczeń łaził po
każdym, ale to każdym podłożu. Najlepsze były takie czarne, jakby marmurowe
owale, pomiędzy którymi były małe kamyczki. Zgłosił straszny protest, gdy
chcieliśmy przejść dalej.

A, i cudnie
się przytula, cudnie. Cały się wtula, wciska głowę w zagłębienie między szyją i
obojczykiem i posapuje. Albo stara się dać buziaka i przyciska pyszczek z
rozmachem i entuzjazmem.

Bardzo,
bardzo go kochamy.

A wzorek na
torcik, to starsze rodzeństwo mu zaplanowało!

I we współpracy z kuzynką i kuzynem entuzjastycznie rozpakowali jego prezenty.

No nie można byo nie wykorzystać takiej cudnej pogody. Niestety Ł. się rozchorował, więc planowana Stecówka została przesunięta, a my namówiliśmy dziadka i pojechaliśmy na Szyndzielnię (kolejką). Potem się wdrapaliśmy do schroniska, zjedliśmy zapasy, wcześniej zjedliśmy oscypka – to Szymcio też lubi. Zjechaliśmy, a następnie wykonaliśmy w ramach niespodzianki dla dzieci skok w bok na tor saneczkowy, ależ było radochy. I jeszcze schronisko na Dębowcu, po pieczątki i domu. Gdzie czekał już na ognisku wcześniej naszykowany przez Julcię z mamą :) gar z duszonkami. Noooo, wyszły nam pyszne.

*
Czy pisałam już, że brakuje mi Frania w przedszkolu?
*
Do pracy wracamy rodacy, ciężko oj ciężko i straszno też.
*
Wysiadamy z Julcią na parkingu w celu udania się do przedszkola. Parking jest przy domu katechetycznym, koło torów, gdzie na słupie tradycyjnie kleją plakaty wyborcze (bo dużo ludzi tędy chadza). Najpierw wisiał jeden, potem pojawiały się kolejne. W opisywanym dniu były już 4. Julcia stanęła, zmarszczyła brwi, popatrzyła chwilę i:
Strasznie dużo tu tych proboszczów!


  • RSS