cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 11.2011

Leśniów

Brak komentarzy

Piąta z kolei pielgrzymka rodzinna krewnych i znajomych była w Leśniowie. Tak na oko – bo nie policzyliśmy – było chyba gdzieś z 70 osób, w tym całkiem sporo dzieci. Najmłodszy był nasz Szymuś, ale w blokach startowych była już malutka dziewczynka, która – jak Szymuś rok temu – czekała na swój czas. Urodziła się tydzień później. Pogoda byłą cudna, jak marzenie. Bo i sam Leśniów jest jak marzenie – Sanktuarium Rodzinnych Błogosławieństw.
Szymcio nie miał żadnego szacunku dla miejsca, przez całą mszę wojował ze wszystkim, najbardziej podobało mu się walenie rączkami w małą drewnianę trumienkę z figurką jakiejś świętej. Ale że msza była dla nas, to wszyscy przyjęli to spokojnie. Był jeszcze dwuletni Łukasz, który sprintem pędził przez kościół i bardzo godna póltoraroczna Hania, która chodziła nader dostojnie.
A potem deser w kafejce, dzieci chciały „coś” – i  – jakże to dziwne – były to książki.

Październik

1 komentarz

Zapomniałam
wpisać w początkach października gdzieś, że Franio dostał małą nagrodę w
konkursie Przyjaciel foki. Za rysunek. Franio w siódmym niebie, nie dość, że
wygrana, to w temacie przyrodniczym, a przyroda, to coś, co Franie lubią.

A kończył to
o 21, bo lekcje, basen i zabawa z siostrą i się mu rozeszło, więc dostał
super-wyjątkowe-pozwolenie i mógł po basenie skończyć. Do 21 właśnie.

Po czym
poszedł spać… i po 10 minutach wstał i łzy lecą jak groch, bo on spać nie
może, bo poprzedniego dnia zapomniał kawałka zadania i pani kazała mu uzupełnić
i podpisać zdanko w zeszycie korespondencji (że zapomniał), a on znowu
zapomniał. I tak poszedł spać o 21.30.. :D. Ale wyszedł na prostą z zadaniem.

A uwagę
mu podpisaliśmy na luzie, bo w sumie to nie tylko jego wina (czego
zainteresowany nie wie). Mnie nie było, a sprawdzanie tatusia i dwóch babć dało
nadmiar skutkujący niedopilnowaniem. Dziś przedstawiłam rodzinie Plan
Odrabiania i Kto Może Się Mieszać. :):):).

 

A ogólnie
październikowo, to w poniedziałek zakończyliśmy różańce. Byli całkiem sporo
razy, ale prawdziwa mobilizacja czeka nas w grudniu – Franio chciałby WSZYSTKIE
roraty. Ach…

Co do
różańca to nie tylko Franio w tym roku modlił się do mikrofonu, ale i Julcia.
Nie miałam takiego planu, ale bardzo chciała. Pierwszy raz był full stres (dla
mnie, córa na luzie), bo:

- przed
różańcem zapytała, czy to ma być Zdrowaś Mario, czy Aniele Boży i ciekawa
byłam, co zapoda,

- nie
zgodziła się, abym ja lub Franio jej przytrzymał mikrofon.

Ale udało
się jej. Może ciut za głośno, ale w ciągu kolejnych różańców wyrobiła się. I
nauczyła się obniżać mikrofon, gdy już trzymała, a jeszcze się poprzednia
zdrowaśka kończyła. I nawet nauczyła się dać ludziom skończyć poprzednią
zdrowaśkę.

I zostało
nam tylko zerkać, czy nie skacze, nie zakłada różańca na szyję, nie kręci nim
młynka. Zwykłe kręcenie się jest oczywiste, w końcu ona nie ma jeszcze 4 lat.
Straszy brat – oraz jego koledzy lub koleżanka z klasy czuwali nad Julinką. I
już proszę – znowu taka chwila, łzy w oczach, gdy taki malutki szkrab (wszyscy
byli od niej minimum o połowę wyżsi) z przejęciem recytuje:

Zdrowaś Mario, łaskiś pełna, Pan z Tobą

Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony

OWOC żywota twojego Jezus.

 

Owoc
akcentowała z rozmachem. Poza tym absolutnie nie speszona swoją młodszością
porównywała swój różaniec z różańcami Franiowych kolegów. I wymieniała się – ze
mną i Franiem. Pod koniec miesiąca miałam więc do modlitwy mój najpierwszy
dziecięcy „kryształowy” różaniec. I tak zatoczyliśmy koło.

W
poniedziałek 31/10 Julcia z godnością zainkasowała nagrodę od ks. Proboszcza –
czekoladę.


  • RSS