cypisek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 1.2012

O np. z zeszłego czwartku – rano do Krakowa, zajęcia, potem do Bielska, potem na obrony i potem dom, rano znowu do Krakowa, potem do domu, Julcię i Szymcia do lekarza, z dziadkiem, bo ja muszę na ostatnie zajęcia, a oni do domu.

Ponadto w sumie ponad 50 prac do recenzji lub oceny.
Sesjo przybywaj – choć trochę zaliczeń jest. Ale widać światełka w tych tunelach.

A maratonik dnia bez pracy? Dziś: sanki z Szymciem i Lulą, położyć Szymcia, pojachać do pasmanterii (bal u Frania we wtorek!!!!!), po Frania, z nim pędem do domu (bo zapomniałam jego spodni ortalionowych), on się przebiera, na obiecaną Goruszkę na sanki, do domu, z Lula na bilnas, na wywiadówkę (z Julinką, bo raz że za wolno wracałyśmy, a dwa to chciała), po Frania do domu kultury i juuuuuuż w domu.

Ale nie zawsze poruszam się biegiem oczywiście. Przytulam się z Szymciem rankami, wożę dzieci na sankach korzystając ze śniegu. Byłliśmy z Ł. na nartach z Franiem w sobotę!!! A w zeszłą na balu!!!!! Co prawda dotarliśmy tam dopiero o 21 (Julcia zalała się łzami, że nie chce, żebym gdzieś szła, Szymuś zamiast zasnąć wpada w histerię). Więc w czarnej sukience do ziemi, z makijażem (naprawdę!) i biżuterią (też naprawdę) ukołysałam najmłodszego, średniej pokibicowałam, gdy robili z Franiem biathlon, wszyscy się uspokoili i pojechaliśmy. Ale potem przetanczyliśmy wszyściutko do 3.30 i wróciliśmy. Super było.
W niedzielę zaś wzięliśmy na łyżwy koleżankę Julci Paulinkę.

Zimowo

Pierwszy bałwan – dziewczynka, jak widać ma włosy

I dwaj z Trzech Królów (tak byliśmy na marszu)

Święta

2 komentarzy

Widziałam gdzieś taki temat – kto lubi Święta? Ano ja, bo mam naturę dziecka. Ponadto nie zaganiam się przesadnie, pracami kuchennymi się dzielimy, więc potem mamy się świetnie. I już jest choinka, Ewangelia czytana ze wzruszeniem – w tym roku tym większym, że po raz pierwszy czytał Franio, opłatek łamany z trzaskiem – Szymcio widział, że wszyscy się całują, więc i on całował, ale za każdym razem najpierw mnie, a potem osobę, która nam składała życzenia. Czego sobie życzę, to wiem i obym tylko mogła być pewna słuszności decyzji.
Kolędy – lubimy i się nie zmuszamy.
Jak zawsze pyszne uszka i grzybowy barszcz i najlepsze na świecie karpie mojej mamy. Dzieciaki calutki dzień pomagały mi w przygotowaniach, ubrały dwie choinki, zrobiły ze mną makowiec, keks i sałatkę – same kroiły warzywa. Byłam pod wrażeniem, bo Julcia stwierdziła „bardzo bolą mnie rączki, ale będę kroiła do końca”. Najmłodszy asystował w wersjach różnych, także z bliska, jak widać na zdjęciu.
Wielka obfitość prezentów, nie pakuję po kilka, każdą rzecz osobno, potem jest wielkie publiczne otwieranie i prezentowanie. Julcia posłusznie  – jak co roku – ruszyła z Franiem „pokazać cioci choinkę”, ale wychodząc stanowczo poprosiła dziadzia, żeby otworzył okno, bo wiadomo co, spryciara.
Franuś chciał iść na pasterkę, ale było tak paskudnie, z wiatrem, że udało się nam go jednak odwieść od tego zamiaru.
Franio z Julcią sami (bez jakiejkolwiek sugestii – jedyna to tuż przed dojrzałam, że biorą wielki szlafrok Ł., więc wyprosiłam zmianę na Franiowy) przygotowali (2 tygodnie) i zaprezentowali Ewangelię. Pudełka z klockami to drzwi, do których pukają Maryja i Józef. Proszę zwrócić uwagę, na awangardowy welon Maryi. Potem nastąpiło „rozwiązanie” (szlafroka)i Jezusek wylądował na sianku (ponieważ w II dzień Świąt, przy trzecim wykonaniu Szymcio się aktywnie włączył, to Jezusek wylądował nawet na podłodze, ale zaraz go Maria przytuliła). W drugim wykonaniu (u babci) zapomniałam niebieskich kapci Lu i byłaby tragedia, ale w skrzyni barciowej znalazłam jakieś niebieskie klapki r. 40 i tak Maria przyczłapała. Wyglądali uroczo i komicznie, ale byliśmy pod wrażeniem, że sami, że  w tajemnicy, że tak całościowo (dostaliśmy też symboliczną gwiazdę, by nas prowadziła, a  całość kończyła się „Bóg się rodzi”). Ponadto pięknie śpiewali, wszystko, co przez tygodnie rorat po Mszy z księdzem ćwiczyli, z pokazywaniem.
Tak, bardzo lubię Święta. Religijnie, tradycyjnie, jako okres sacrum w naturalnym cyklu roku, kulinarnie i prezentowo.

Julcia koło Frania i koniec, nic to, ze tam, nieco w kącie było nakrycie dla nieznajomego, Nieznajomy wylądował na środku, a Julek w kąciku

W warkoczach!


  • RSS