Dziś w nocy zmarła babcia Ł., prababcia moich dzieci, miała
82 lata. Od tygodnia była w szpitalu, złapała jelitówkę, że od kilku lat była
dializowana, przechodziła ciężko. Wczoraj Ł. tam jeszcze był, całe szczęście,
bo choć była kiepska, to jednak nie całkiem się tego spodziewaliśmy. Niestety
dzieci już nie mogły być, w niedzielę przekazywały babci, żeby wracała, bo chcą
ją odwiedzić. Już się nie uda. Dodatkowo jestem na 4 dni w Niemczech, do jutra.
Wykład przy okazji projektu. Nic nie mogę im pomóc. Zaproponowałam tylko Ł., że
może im jeszcze nie mówić, powiemy im razem lub ja to zrobię. Tylko jak mówić dzieciom,
że już nie mają prababci na ziemi? Tu śliczna pogoda, miły pobyt, ale łzy płyną
po policzkach. Franio, Julcia i Szymcio byli szczęściarzami, mieli kilka lat
prababcię. I to taką, która się nimi żywo interesowała, podobnie jak i
pozostałą dwójką prawnuków. Mam wyrzuty sumienia, od dłuższego czasu regularnie
wywoływałam jej porcjami nasze aktualne zdjęcia, w tym roku było mi tak ciężko,
zaniedbałam to, wciąż chciałam zrobić. Też już się nie uda.