Dziękuję Wam wszystkim.

Byłam sobie w Niemczech, znowu w moim kochanym Darmstadt.
Fajna grupa studentów (ukraińskich), świetnie pracowali. Ciekawy projekt.
Fantastyczna kolacja pożegnalna w Bayerischer Biergarten – klimat idealnie
bawarski i przypomniało mi się moje fantastyczne stypendium i monachijskie
lato. A wraz z nim Nyphenburg, Englischer Garten czy bajkowy Neuschwanstein i
Alpy.

A w Darmstadt siedziałam jak zawsze w mojej ulubionej
kafejce, piłam kawę, patrzyłam na ludzi. Najbardziej lubię tam to uśmiechanie
się. Gdzie bym nie szła, uśmiechają się do mnie.

A tu z maila do koleżanki:

„Najgorszym wydarzeniem tygodnia weekendowego była niestety
śmierć Prababci.  Od 6 lat miała dializy
i powaliła ją właśnie ta krążąca ostatnio jelitówka.  Zmarła jak byłam jeszcze w Niemczech, więc
powiedziałam Ł. że ja powiem dzieciom, niech choć tego na siebie nie bierze,
skoro jemu ni miałam jak pomóc na odległość. Julcia przyjęła dziecięco, ale
Franiowi było ciężko i smutno. Dzieci siostry Ł. – Emilka zrobiła otwieraną
trumnę z babcią w środku, a Tomek precyzyjnie ustalił, że babcia umarła jakby
ciut nielegalnie, bo pradziadek jest starszy (tak tak, ma listę całej rodziny
wg
wieku) (tata teściowej, babcia to mama teścia). Nie przyjmujemy opcji, że pradziadek
żyje nielegalnie:).  Na pogrzebie Franio wypłakał paczkę chusteczek, ale
na spokojnie, stał ze mną, trzymał mnie za rękę i łzy mu ciekły po buzi. Mogłam
tylko z nim być, nic mu ująć nie mogłam. Generalnie Ci powiem, że pogrzeb był
smutny, ale pogodny, taki wiesz, z nadzieją. I tylu ludzi było. I tak dobrze ją
wspominali. A sama babcia miała do końca jasność umysłu, ale tylko ok. pół h
wiedzieli już i ona i inni, że to koniec. A obaj synowie z nią byli. Dużo łaski
więc, jak widać. Julcia przybyła potem na stypę i orzekła, że ustaliły z Sonią
(w średniakach w przedszkolu), że w niebie też żyją. I tego się trzymajmy.
Dalej jest nam smutno, ale spokojnie smutno – myślę, że rozumiesz, co mam na
myśli. Kontynuując złote myśli mojej córki – babcia teraz lata po niebie i
patrzy na nas.”

A na koniec weekendu, w niedzielę, przed pogrzebem, poszliśmy
znowu w góry. Tym razem na Czantorię.