Ja wiem, że były dawno, ale nie chcę niektórych rzeczy
pogubić, a napisane miałam, tylko wkleić zapominałam.

Niestety świątecznie chorował Franio, więc nie mógł
uczestniczyć w Triduum, ale Julcia była z nami w Wielki Piętek, a wszyscy w
sobotę na święceniu. Każdy miał swój koszyczek, Szymuś nawet tylko raz wywalił
baranka, a tak to żadnych katastrof. W domu natomiast przygotowania były w
pełni. Cały Wielki Post chodzili na Drogę Krzyżową, robili dobre uczynki,
przygotowali piękne dekoracje, potem pomogli nam posprzątać (oczywiście
wychowawcze sprzątanie trwa dużo dłużej, więc żebyśmy nie pozostali z obszarami
szczotką nie tkniętymi, to Ł. dwie nocki zarwał i sprzątnął). No na końcu
wybrali wypieki, zrobiliśmy i  sami pokroili
sałatkę. Normalnie uwielbiam to wszytko, tę wspólną pracę, choć ten rok
obfituje w spory i kłótnie rodzeństwa, ale jednak jednak.

 

A ten wygląd, taki klasyczny totalnie, zachwycił Prabacię Joasię.