Szymcio lubi przydreptać do kanapy, na której siedzi Osoba
Aktualnie Wybrana i się do niej dosiąść. Wspina się, obraca, mości krągły
tyłeczek i posapując prostuje pulchne nóżki. Wreszcie wydaje z siebie
westchnienie zadowolenia i wtula się z boku, taka mała puchata kulka.

Niezależnie jaka jest pogoda, zdrowy czy chory, Szymcio
pragnie na pole. Przynosi buty, klepie się po łepetynie, aby nałożyć mu czapkę,
dobiera obuwie dla mnie, wreszcie wyciąga łapkę po klucz do garażu, niesie do z
pietyzmem pod drzwi do tegoż, wręcza osobie dorosłej towarzyszącej i czeka. Gdy
otworzymy drzwi, tupta z sił wszystkich do środka i stara się wywlec swój
rowek. Gdy podstawowa potrzeba – rowerka na polu, czyli sygnału, że Szymcio
jest tu – jest już zaspokojona, maluch zwraca się ku psu. Jeśli pies jest na
wolności, to się od niego ogania. Ale jeśli jest zamknięty, żąda wypuszczenia
Ba.